środa, 28 sierpnia 2013

1 WRZEŚNIA 2013

XXII niedziela zwykła

Łk 14,1.7-14
Gdy Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w szabat spożyć posiłek, oni Go śledzili. I opowiedział zaproszonym przypowieść, gdy zauważył, jak sobie pierwsze miejsca wybierali. Tak mówił do nich: Jeśli cię kto zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca, by czasem ktoś znakomitszy od ciebie nie był zaproszony przez niego. Wówczas przyjdzie ten, kto was obu zaprosił, i powie ci: Ustąp temu miejsca; i musiałbyś ze wstydem zająć ostatnie miejsce. Lecz gdy będziesz zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu. Wtedy przyjdzie gospodarz i powie ci: Przyjacielu, przesiądź się wyżej; i spotka cię zaszczyt wobec wszystkich współbiesiadników. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony. Do tego zaś, który Go zaprosił, rzekł: Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich przyjaciół ani braci, ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, aby cię i oni nawzajem nie zaprosili, i miałbyś odpłatę. Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych. A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych.


OBRAZ DO MODLITWY: Wyobraźmy sobie Jezusa w domu przywódcy faryzeuszów,  Jezusa, który nie lęka się przekazać wysokiej rangi biesiadnikom trudnej prawdy o potrzebie pokory w relacjach międzyludzkich.

PROŚBA O OWOC MODLITWY: prośmy o zrozumienie tej prawdy, której Jezus naucza, i o moc do wprowadzania jej w życie.

PUNKTY POMOCNE DO MODLITWY:

1.      Opowiedział zaproszonym przypowieść, gdy zauważył, jak sobie pierwsze miejsca wybierali

W czasie jednego z szabatów przychodzi Jezus na posiłek do pewnego przywódcy faryzeuszów. Jest świadomy tego, że zebrani tam goście bacznie Go obserwują, szukając czegoś, o co mogliby Go oskarżyć. Ale i On sam jest bystrym obserwatorem i widząc, jak sobie wybierają zaszczytne miejsca na tej uczcie, opowiada im przypowieść, przez którą ukazuje taką postawę jako nieprawidłową, jako wyraz złej postawy serca, jako brak pokory.

Czy jesteśmy wolni w wyrażaniu swoich postaw w środowisku nam nieprzychylnym? Czy sami potrafimy być bystrymi obserwatorami, którzy, tam gdzie trzeba, ukazują innym niepoprawność ich postaw?

2.      Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony

Jezus zachęca zebranych gości do czegoś, co zapewne wydaje im się dziwne, bo jest dokładnie odwrotne do tej postawy, jaką oni zaprezentowali. Zachęca ich Jezus, by zamiast zajmować pierwsze miejsca, wybierali miejsca ostatnie i pozwolili potem gospodarzowi na zaproponowanie im miejsca bardziej godnego. Oczywiście nikt im nie zagwarantuje tego przeniesienia na lepsze miejsce i może się okazać, że gospodarz zostawi ich na tym ostatnim miejscu.

Czy jesteśmy gotowi zajmować ostatnie miejsca i pozostać na nich do końca? Czy jesteśmy gotowi na to, że trzeba będzie zająć miejsce bardziej zaszczytne i pozostać pokornym będąc „na świeczniku”? Czy mamy gotowość, by zejść z wyższego miejsca na niższe, kiedy nam to zostanie zaproponowane?

3.      Będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć

Na koniec Jezus zwraca się do gospodarza i to nauczanie jest równie zaskakujące, bo radzi mu, by zamiast zapraszać na ucztę swoich przyjaciół, zaprosił ludzi ubogich wszelkiego rodzaju. Oczywiście nie podaje tutaj Jezus jakieś zasady ogólnej i dosłownej, bo sam też bywał na ucztach u przyjaciół w Betanii, chodzi raczej o podkreślenie postawy bezinteresowności, ponieważ ludzie ubodzy zaproszeni na ucztę nie są w stanie zrewanżować się podobnym zaproszeniem na ucztę do nich. I ta bezinteresowność jest źródłem szczęścia dla zapraszającego, bo zapłatą nie jest kolejna uczta do przeżycia, lecz już uczta niebiańska, na którą gromadzi sobie skarb swoją troską o ubogich. Zachęca też Jezus, by ubogich obdarzać nie tylko jałmużną, ale i wchodzić z nimi w relacje, co może się dokonywać zwłaszcza wtedy, kiedy zasiada się razem z nimi do stołu.

Jakie są nasze uczty z przyjaciółmi i na ile jesteśmy otwarci na bezinteresowną troskę o innych? Czy nie ulegamy pokusie rewanżu, „coś za coś”, zamiast mieć serce pełne otwartości i bezinteresowności? Czy jest dla nas szczęściem obdarzać czymś kogoś, kto nie ma czym się nam odwdzięczyć za ten gest miłości? Czy potrafimy zasiąść do stołu z ludźmi prostymi i ubogimi?

ROZMOWA KOŃCOWA: zawierzmy Jezusowi nasze życie, by było ono otwarte na Jego nauczanie o bezinteresowności i pokorze. Prośmy, byśmy pogłębiali w sobie postawę pokory i byli coraz bardziej bezinteresowni w naszych relacjach międzyludzkich. Prośmy również o otwarte serce dla ludzi ubogich, nie tylko w wymiarze jałmużny, ale i w wymiarze dostrzeżenia ich godności, wchodzenia z nimi w bliższe relacje, „zasiadania z nimi do stołu”.


Opracował O. Tadeusz Hajduk SJ

środa, 14 sierpnia 2013

18 SIERPNIA 2013

XX niedziela zwykła



(Łk 12,49-53)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął. Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej.

                                                                  PUNCTA



a) Na początku medytacji warto odnaleźć się w Bożej obecności. Dobrze jest uświadomić sobie, że modlitwa jest czasem poświęconym Panu Bogu. Jest świętą przestrzenią, w której Stwórca spotyka się ze mną. W związku z tym mogę zostawić na boku wszystkie zbędne troski, to co mnie absorbuje, co zbyt mocno przykuwa moją uwagę i utrudnia skoncentrowanie się na Panu Bogu. Wzbudzę intencję, która będzie wyrażała pragnienie zwrócenia moich myśli, uczuć, mojego serca, rozumu i woli na to wyjątkowe spotkanie.
b) Prośba o właściwą intencję: Prosić Boga, Pana naszego, aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do służby i chwały Jego Boskiego Majestatu (ĆD 46). Proszę o to, by moje myśli, pragnienia i zamiary miały początek w Bogu, by były zakorzenione w Jego dobru i w Jego miłości. Proszę, by moje czyny przebiegały w zgodzie z wolą Najwyższego i by prowadziły mnie ku ostatecznemu celowi, ku niebu i spotkaniu ze Stwórcą.
c) Obraz: Ustalenie miejsca, jakby się je widziało (ĆD 47) wyobraźmy sobie płonące ognisko, będzie widział osoby przy nim siedzące, ktoś dorzuca drewno do środka, zobaczę czy ognisko jest duże, czy daje ciepło, będę widział spalające się kawałki drewna
d) Prośba o owoc medytacji: Prosić o to czego chcę i pragnę (ĆD 48) Tutaj prosić, bym stał się ogniem


Punct 1. Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął.
NASZA MISJA
Przyszedłem rzucić ogień na ziemię. W tych kilku słowach Jezus opisuje swoje zadanie, które ma tutaj na ziemi. Ma rzucić ogień, ma rozpalać serca.
Gdy zaczyna się kampania przedwyborcza to politycy obrzucają nas hasełkami, gdy ktoś młody wstępuje do zakonu pyta się o charyzmat, zawołanie, także reklamy bazują na takich krótkich przekazach do mnie. Lubimy konkrety, idziemy za ludźmi, którzy robią to co mówią. Nazywamy ich ludźmi z powołania. A ja jaką mam misję? Jakie jest moje powołanie? Gdyby ktoś podszedł teraz do mnie i spytał po co tu żyję? Co bym mu odpowiedział? Pomyślę chwilę nad jednym zdaniem, które może opisać to co robię lub planuję robić. Za Jezusowym słowem szło wielu, czy ja umiem pociągać ludzi za sobą? Czy idziemy w dobrą stronę?



Punct 2. Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął.
NASZ OGIEŃ
Rzucanie ogniem. Wielu współczesnych młodych idzie za takimi hasłami, to takie inne. Określiliby Jezusa człowiekiem z "powerem", wojownikiem. Na różnych wiecach, koncertach, także tych chrześcijańskich możemy spotkać tych "mocnych" ludzi, "wojowników" którzy chcą przez niszczenie zmieniać świat - walka z system dla samej walki, nie by coś zmienić. Chrystusowy ogień jest inny, on rozpala i naprawia. Nie niszczy wszystkich i wszystkiego tylko dlatego, że istnieją, jego ogień ulecza. Jakim wojownikiem ja jestem? Jak wygląda moja walka o poprawę tego świata?
Znamy właściwości ognia, wiemy, że musi on mieć swoje źródło i paliwo do jego podtrzymywania. Chrystus jest właśnie tą odpowiednią osobą, On ma wszystko, Jego ogień nie gaśnie, Jego ogień rozpala każdego z nas, ale nas nie spala. Gdyby Chrystus był jakimś fałszywym prorokiem to przy dzieleniu sie ogniem sam by go zatracał, ale On jest Bogiem, nie traci nic ze Swojej mocy przez rozdzielanie energii i siły do walki. A może pod słowem OGIEŃ kryje się to wszystko co Jezus nam zostawił, to wszystko czym nas obdarował? Może ogień, który został rzucony to miłość do wszystkich, to szukanie zawsze prawdy, to walka o pokój? Czyż te rzeczy nie rozpalają nas? Czyż Słowo, które Jezus zostawił nie czyni nawet w dzisiejszych czasach wielu pożarów? Czyż każde nawrócenie, każde pojednanie się z Bogiem nie jest takim zapaleniem się Bożym Ogniem? Jaki ogień mam teraz w sobie? Czy pragnę by Chrystus mnie rozpalił, bym umiał wybierać zawsze słuszną drogę?



Punct 3. Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął.
NASZE PRAGNIENIA
Jezus ma misję, ma ogień Boży w sobie, ale nie jest pewny Swojej wygranej. Jest Bogiem, ale zostawia przyjęcie ognia i Jego mocy każdemu człowiekowi z osobna. To dlatego Jezusowa misja nie jest taka pewna: to ja staję na drodze tej misji. To ode mnie zależy co zrobię z darem Jezusa, czy przyjmę ogień, a przez to stanę się nim. Jezus ma pragnienie by tak się stało, pragnie by każdy człowiek stał się pochodnią Bożej Miłości. A jakie ja mam pragnienia? Czego pragnę dla siebie, dla moich bliskich, przyjaciół, współpracowników? Czy pragnę, by i moja misja się powiodła?
Wielu ludzi nie chce tego ognia, gdybym go przyjął stałbym się pośmiewiskiem innych, może wykluczony z grupy, stałbym sie mniejszością. Boimy się takiego odrzucenia społecznego, lękamy się wybić do przodu nawet jeśli to miałoby być coś dobrego, boimi sie walczyć o prawdę. Przez chwilę pomyślę nad tym, a może w głębi serca mam "pragnienie" by mieć pragnienie zmiany świata na lepsze?




Rozmowa końcowa. [ĆD 54] Rozmowa odbywa się właściwie, jeżeli się mówi, jak przyjaciel mówi do przyjaciela, lub jak sługa do pana, raz prosząc o jakąś łaskę, to znów się obwiniając z powodu uczynionego zła, a czasem przedstawiając swoje sprawy i prosząc o radę. Na końcu odmówić Ojcze nasz. Porozmawiaj z Jezusem jak z przyjacielem, o tym co przyniosła ta medytacja.

                                                                                                          Jarosław Studziński SJ

środa, 7 sierpnia 2013

11 SIERPNIA 2013

XIX niedziela zwykła

 (Łk 12,32-48)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Nie bój się, mała trzódko, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo. Sprzedajcie wasze mienie i dajcie jałmużnę! Sprawcie sobie trzosy, które nie niszczeją, skarb niewyczerpany w niebie, gdzie złodziej się nie dostaje ani mól nie niszczy. Bo gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze. Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie! A wy [bądźcie] podobni do ludzi, oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjd ie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie. A to rozumiejcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której godzinie złodziej ma przyjść, nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie. Wtedy Piotr zapytał: Panie, czy do nas mówisz tę przypowieść, czy też do wszystkich? Pan odpowiedział: Któż jest owym rządcą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowi nad swoją służbą, żeby na czas wydzielił jej żywność? Szczęśliwy ten sługa, którego pan powróciwszy zastanie przy tej czynności. Prawdziwie powiadam wam: Postawi go nad całym swoim mieniem. Lecz jeśli sługa ów powie sobie w duszy: Mój pan ociąga się z powrotem, i zacznie bić sługi i służące, a przy tym jeść, pić i upijać się, to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna; każe go ćwiartować i z niewiernymi wyznaczy mu miejsce. Sługa, który zna wolę swego pana, a nic nie przygotował i nie uczynił zgodnie z jego wolą, otrzyma wielką chłostę. Ten zaś, który nie zna jego woli i uczynił coś godnego kary, otrzyma małą chłostę. Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą.

 

 

MEDYTACJA
i PUNCTA do niej:


a) Na początku medytacji warto odnaleźć się w Bożej obecności. Dobrze jest uświadomić sobie, że modlitwa jest czasem poświęconym Panu Bogu. Jest świętą przestrzenią, w której Stwórca spotyka się ze mną. W związku z tym mogę zostawić na boku wszystkie zbędne troski, to co mnie absorbuje, co zbyt mocno przykuwa moją uwagę i utrudnia skoncentrowanie się na Panu Bogu. Wzbudzę intencję, która będzie wyrażała pragnienie zwrócenia moich myśli, uczuć, mojego serca, rozumu i woli na to wyjątkowe spotkanie.
b) Prośba o właściwą intencję: Prosić Boga, Pana naszego, aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do służby i chwały Jego Boskiego Majestatu (ĆD 46). Proszę o to, by moje myśli, pragnienia i zamiary miały początek w Bogu, by były zakorzenione w Jego dobru i w Jego miłości. Proszę, by moje czyny przebiegały w zgodzie z wolą Najwyższego i by prowadziły mnie ku ostatecznemu celowi, ku niebu i spotkaniu ze Stwórcą.
c) Obraz: Ustalenie miejsca, jakby się je widziało (ĆD 47) wyobraźmy sobie jakąś scenę z kryminału, wszyscy śpią a tylnymi drzwiami wchodzi złodziej, zobaczę łatwość z jaką udaje mu się wszystko wynieść z domu, będę widział zaskoczenie domowników gdy wstaną rano
d) Prośba o owoc medytacji: Prosić o to czego chcę i pragnę (ĆD 48) Tutaj prosić, bym umiał już na ziemi przygotować sobie miejsce w niebie


Punkt 1. Bo gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze.
Osoby zakochane mogłyby nam najlepiej wytłumaczyć tę zależność. Zależność naszego serca i bliskiej osoby czy miejsca. Każdy z nas mógłby powiedzieć, że jest miejsce gdzie zostawiłem moje serce. Pomimo, że ciałem bywamy tu i teraz to sercem jesteśmy tam gdzie jest nasz skarb. Tu nie chodzi o moje myśli, o mój rozum, ale właśnie o serce: o nasze uczucia. To miłość nas wiąże z tymi osobami i miejscami, nie nasze myśli, nasze zobowiązania czy przyzwyczajenia. Te miejsca i osoby "domagają" się naszej miłości, tej całkowicie bezwarunkowej. Jest jeszcze jedna strona zostawienia serca z naszym skarbem: jeśli nasz skarb jest daleko to zawsze i w każdej chwili chcemy do niego powrócić, chcemy być blisko niego, chcemy czuć to ciepło bijące od niego. Zostawienie serca gwarantuje, że skarb będzie na zawsze moim skarbem.
Pomyślmy chwilę jakie to skarby "zagarnęły" moje serce. By coś zaczęło mieć dla nas wartość, by zaczęło być skarbem decyduję ja sam: pomyślę przez chwilę komu lub czemu ostatnio nadałem wartość? Czy są to skarby dobre? Czy w odpowiednim miejscu umieściłem moje serce, czy nie pominąłem skarbu, który jest o wiele ważniejszy i o wiele bliżej mnie? O jakim skarbie mówił dziś Jezus? Gdzie nasze serce powinno się zawsze znajdować?

Punkt 2. Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie.
Są grupy osób, które uwielbiają ogłaszać końce świata. By było bezpieczniej przesuwają tę datę co jakiś czas. Są znowu inne grupy ludzi, które uwielbiają słuchać o końcach świata. Popyt i podaż jest zaspkojony. Ale co z nami? Czy ja na codzień myślę o tym, że może właśnie dziś będzie koniec świata? To chyba Miłosz pisał, że śmierć człowieka jest jego małym końcem świata. Nie trzeba nam czekać na kataklizmy, powodzie, tornada czy epidemie. W każdej chwili mogę osobiście doświadczyć mojego końca świata. Czy jestem na to gotowy? Jezus nawołuje dziś nas do gotowości, mamy być gotowi na przyjście Chrystusa. W jaki sposób przygotowuję się do tego spotkania? Pomyślę chwilę w jaki sposób zasłużyłem sobie na niebo? Końce świata to także rozstania z bliskimi. Czy aby na pewno mógłbym ze spokojnym sercem odejść w tej chwili?

Punkt 3. Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą.
"Nie ten koń który biegnie wolno koło bryczki, ale ten który ją ciągnie dostaje batem po plecach". To przysłowie jakiś czas temu opowiedział mi jeden jezuita, przez długi czas pomagało mi ono przetrwać trudniejsze chwile- w ten sposób tłumaczyłem sobie niesprawiedliwość, która mnie dosięgała: nie dość, że tyle robię, to jeszcze mi się obrywa. Dziś Jezus przypomina nam na nowo nasze obowiązki, przypomina nam o naszych darach i o sposobie w jaki mamy je wykorzystywać. Są różni ludzie na ziemi, z różnymi darami, ale jeśli ja mam ich więcej, potrafię lepiej coś zrobić to właśnie to jest moje zadanie, a nie osoby, który w tym momencie "się obija".
Pomyśle przez chwilę nad moimi darami, o sposobie w jaki je wykorzystuje. Przeanalizuję też czy umiem pracować w grupie, czy daję siebie tam całego czy zostawiam pole do popisu innym?

Rozmowa końcowa. [ĆD 54] Rozmowa odbywa się właściwie, jeżeli się mówi, jak przyjaciel mówi do przyjaciela, lub jak sługa do pana, raz prosząc o jakąś łaskę, to znów się obwiniając z powodu uczynionego zła, a czasem przedstawiając swoje sprawy i prosząc o radę. Na końcu odmówić Ojcze nasz. Porozmawiaj z Jezusem jak z przyjacielem, o tym co przyniosła ta medytacja.

                                                                                                          Jarosław Studziński SJ

środa, 31 lipca 2013

4 SIERPNIA 2013

XVIII niedziela zwykła

Łk 12,13-21
Ktoś z tłumu rzekł do Jezusa: Nauczycielu, powiedz mojemu bratu, żeby się podzielił ze mną spadkiem. Lecz On mu odpowiedział: Człowieku, któż Mię ustanowił sędzią albo rozjemcą nad wami? Powiedział też do nich: Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś opływa [we wszystko], życie jego nie jest zależne od jego mienia. I opowiedział im przypowieść: Pewnemu zamożnemu człowiekowi dobrze obrodziło pole. I rozważał sam w sobie: Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić moich zbiorów. I rzekł: Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę całe zboże i moje dobra. I powiem sobie: Masz wielkie zasoby dóbr, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj! Lecz Bóg rzekł do niego: Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował? Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem.

 

                                                                  PUNCTA

a) Na początku medytacji warto odnaleźć się w Bożej obecności. Dobrze jest uświadomić sobie, że modlitwa jest czasem poświęconym Panu Bogu. Jest świętą przestrzenią, w której Stwórca spotyka się ze mną. W związku z tym mogę zostawić na boku wszystkie zbędne troski, to co mnie absorbuje, co zbyt mocno przykuwa moją uwagę i utrudnia skoncentrowanie się na Panu Bogu. Wzbudzę intencję, która będzie wyrażała pragnienie zwrócenia moich myśli, uczuć, mojego serca, rozumu i woli na to wyjątkowe spotkanie.
b) Prośba o właściwą intencję: Prosić Boga, Pana naszego, aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do służby i chwały Jego Boskiego Majestatu (ĆD 46). Proszę o to, by moje myśli, pragnienia i zamiary miały początek w Bogu, by były zakorzenione w Jego dobru i w Jego miłości. Proszę, by moje czyny przebiegały w zgodzie z wolą Najwyższego i by prowadziły mnie ku ostatecznemu celowi, ku niebu i spotkaniu ze Stwórcą.
c) Obraz: Ustalenie miejsca, jakby się je widziało (ĆD 47) wyobraź sobie cala scenę, rolnika, który umie gospodarzyć, jego wielkie plony i plany rozbudowy magazynów
d) Prośba o owoc medytacji: Prosić o to czego chcę i pragnę (ĆD 48) Tutaj prosić o wolność i radość w życiu jako chrześcijanin.

Wycisz się przed modlitwą. Możesz przez chwilę powtarzać w rytm oddechu imię Jezus. Możesz zwyczajnie usiąść wygodnie i wsłuchać się w ciszę przez kilka minut. Uświadom sobie przez chwilę, że zaraz będziesz się modlić, wzbudź w sobie, na ile to możliwe pragnienie spotkania z Panem Bogiem.

Punkt 1. Chciwość
Czym jest chciwość? Ma ona w sobie element pragnienia, w pewnym sensie nawet pożądania czegoś więcej. Nie jest to jednak wielkoduszne pragnienie większego dobra. Główną cechą chciwości jest egoizm. „Nauczycielu powiedz mojemu bratu, żeby podzielił się ze mną spadkiem”. Możesz tutaj zapytać siebie w jakich sytuacjach najbardziej przejawia się mój egoizm?
Punkt 2. Pieniądz
Jezus w ewangelii dzisiejszej mówiąc o chciwości pokazuje dobra materialne – rzeczy jako pociągające do niej. Zadziwiające jest powiązanie między ubóstwem (realnym brakiem pewnych dóbr), a relacją z drugim człowiekiem i w konsekwencji z Panem Bogiem. Można spojrzeć na rozwinięte społeczeństwa Europy zachodniej, gdzie obywatelom nie brakuje już dosłownie niczego w sensie materialnym. Jak wielkie idzie z tym w parze ubóstwo duchowe... Jaki jest Twój stosunek do tego co posiadasz? Może to nieco katechizmowe pytania, ale spróbuj sobie je postawić. Czy łatwo przychodzi Ci dzielić się z innymi? Czy łatwo przychodzi Ci współużytkowań rzeczy? Jaka jest Twoja reakcja, gdy ktoś prosi Cię
o pożyczenie czegokolwiek? Czy nadal Ty dysponujesz tym co posiadasz, czy  może powoli zaczyna być na odwrót? 


Punkt 3. Wolność
Egoizm zamyka. Izoluje. Także chciwość izoluje. Gdy niczego nam nie brakuje, gdy wszystko czego tylko dusza zapragnie jest na wyciągnięcie ręki, bardzo łatwo przychodzi nam wierzyć we własną samowystarczalność. Coraz mniej jest w nas wdzięczności za to co posiadamy. Taka jest naturalna reakcja skażonej grzechem natury ludzkiej. Prawdziwe szczęście może jednak osiągnąć jedynie człowiek wolny. A człowiek wolny to także ten, który zgadza się na to, że jest niesamowystarczalny. To ten, który pozwala sobie na pewną zależność od innych, a w końcu ten, który pozwala sobie na tę fundamentalną zależność, która utrzymuje go w istnieniu, zależność od Boga. Na ile czuję się panem własnego życia? Czy łatwo przychodzi mi prosić? Czy zwracam się do innych po pomoc? Jak wygląda moja modlitwa prośby? Czy staram się zawierzać Panu także moje sprawy materialne, przyziemne, jak często mawiam czysto ludzkie?
Rozmowa końcowa. [ĆD 54] Rozmowa odbywa się właściwie, jeżeli się mówi, jak przyjaciel mówi do przyjaciela, lub jak sługa do pana, raz prosząc o jakąś łaskę, to znów się obwiniając z powodu uczynionego zła, a czasem przedstawiając swoje sprawy i prosząc o radę.
Powtórz prośbę z początku medytacji. Zakończ modlitwę szczerym dialogiem z Panem Bogiem o tym co ona przyniosła. Na koniec możesz odmówić którąś z Twoich ulubionych modlitw.
ĆD 77] Addycja 5. Po zakończeniu ćwiczenia przez kwadrans albo będę siedział, albo chodził i zastanawiał się, jak mi się powiodło w kontemplacji lub rozmyślaniu. Jeżeli źle, pomyślę, co było tego przyczyną, i jeżeli ją odnajdę, wyrażę żal, żebym się mógł w przyszłości poprawić. Jeżeli zaś dobrze, podziękuję Bogu, Panu naszemu i następnym razem będę postępował podobnie.

                                                                                            Krzysztof Augustyniak SJ

 

czwartek, 25 lipca 2013

28 LIPCA 2013

XVII niedziela zwykła

 

 Łk 11,1-13

 Gdy Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie i skończył ją, rzekł jeden z uczniów do Niego: Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swoich uczniów. A On rzekł do nich: Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje królestwo! Naszego chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto nam zawinił; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie. Dalej mówił do nich: Ktoś z was, mając przyjaciela, pójdzie do niego o północy i powie mu: Przyjacielu, użycz mi trzy chleby, bo mój przyjaciel przyszedł do mnie z drogi, a nie mam, co mu podać. Lecz tamten odpowie z wewnątrz: Nie naprzykrzaj mi się! Drzwi są już zamknięte i moje dzieci leżą ze mną w łóżku. Nie mogę wstać i dać tobie. Mówię wam: Chociażby nie wstał i nie dał z tego powodu, że jest jego przyjacielem, to z powodu natręctwa wstanie i da mu, ile potrzebuje. Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. Jeżeli którego z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą.

 

                                                                Puncta 

 

OBRAZ DO MODLITWY: wyobraźmy sobie Jezusa nauczającego swoich uczniów właściwej dziecięcej postawy modlitewnej i zaufania do Boga jako Ojca dającego najlepsze dary swym dzieciom.

PROŚBA O OWOC MODLITWY: prośmy o odkrycie ojcowskiego oblicza Boga, pragnącego obdarzać nas tym, co ma najlepszego, i prośmy o właściwą postawę serca podczas modlitwy.

PUNKTY POMOCNE DO MODLITWY:

1.      Panie, naucz nas się modlić

Jak widzimy, choć Jezus był otoczony uczniami, to jednak na początku nie uczył ich modlitwy, tak jak to wcześniej czynił wobec swoich uczniów Jan Chrzciciel. Natomiast Jezus sam często przebywał na modlitwie i to intrygowało Jego uczniów. Stąd pojawia się ich prośba, by ich też nauczył się modlić. Jak widać Jezus czekał, aż uczniowie sami poczują pragnienie modlitwy, poruszeni Jego postawą wobec Boga. Pragnął zapewne, by modlitwa wypływała z ich pragnienia serca a nie była tylko jakąś formą obowiązku.

Czy w nas jest pragnienie modlitwy, czy też traktujemy ją tylko jako jeden z obowiązków chrześcijańskich? Czy pobudza nas do poszukiwań modlitwa innych ludzi? Gdzie szukamy nauczycieli modlitwy?

2.      Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze

W odpowiedzi na prośbę uczniów uczy ich Jezus modlitwy „Ojcze nasz”, i nie jest to tylko nauczenie ich jakiejś „formuły modlitewnej”, ale raczej zachęta do konkretnej postawy na modlitwie. W istocie postawa, jaką ma mieć modlący się wobec Boga, jest  najważniejsza w tej propozycji Jezusa. W modlitwie zwracamy się do Boga, który jest dla nas niewidzialny, niepojęty i nieprzenikniony. Jeśli Bóg jest tylko jakimś potężnym Panem, którego my sami nic nie obchodzimy, to modlitwa jest czymś bezsensownym. Fundamentalne dla modlitwy pytanie o stosunek Boga do nas znajduje odpowiedź w pierwszym słowie Jezusa uczącego modlitwy, kiedy zachęca, by zwracać się do Boga jako do Ojca. To słowo wskazuje nie tylko na właściwy Jego tytuł, ale również na stosunek, w jakim Bóg pozostaje z nami. Choć jest On Bogiem potężnym, to jednak nie jest obcym, który nie chce nic o nas wiedzieć. On jest kimś, kto zwraca się do nas z zainteresowaniem, miłością i troską, w sposób charakterystyczny dla postawy ojca wobec jego dzieci.

Dopiero w takiej postawie można się do Niego zwracać z konkretnymi prośbami. Jezus daje wzorcowy tekst modlitwy, co nie znaczy, że musi się zawsze używać tych tylko słów. Niemniej prośby tej modlitwy wyznaczają zakres, w którym powinna się mieścić własna modlitwa ucznia, oraz wskazują intencje, które powinno się uczynić swoimi najważniejszym intencjami. Prawdziwa modlitwa chrześcijańska nie znosi nadmiaru słów, lecz szuka prostoty i zwięzłości.

3.      Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą.

Z nauczania Jezusa wynika, że tym czym są dla rozwoju biologicznego chleb, ryba i jajko tym dla rozwoju duchowego jest sam Duch Święty, o którego należy prosić Ojca. Pierwszą i najwspanialszą formą życia duchowego jest modlitwa. Życie duchowe bez życia modlitwy nie istnieje. Sprawcą tego życia w nas jest Duch Święty, podobnie jak był nim w życiu Jezusa, którego po namaszczeniu w Jordanie wyprowadzili zaraz na 40 dni modlitwy na pustyni. Duch Święty ukazany jest przez św. Pawła jako sprawca chrześcijańskiej modlitwy. On skłania do modlitwy, wzbudza w nas modlitwę i sam się w nas modli! Kiedy tak się dzieje to czujemy jak się rozpala nasze serce podobnie jak to poczuli uczniowie zdążający do Emaus gdy Jezus im wyjaśniał Pisma.

Czy czujemy w sobie Ducha który nas prowadzi do modlitwy i w nas się modli? Czy podczas modlitwy rozpalają się nasze serca w lepszym zrozumieniu Słowa Bożego?

ROZMOWA KOŃCOWA: Trwając przed Jezusem podczas tej medytacji, razem z Nim módlmy się do naszego Ojca tą modlitwą, jakiej Jezus nauczył, i spróbujmy poczuć sercem każde jej słowo. I na koniec, zgodnie z zachętą Jezusa, prośmy Ojca, by nam udzielił swojego Ducha, by to On nas teraz dalej prowadził w naszym życiu codziennym.

Opracował O. Tadeusz Hajduk SJ

 

czwartek, 18 lipca 2013

21 LIPCA 2013

XVI niedziela zwykła

 Łk 10,38-42
Jezus przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go do swego domu. Miała ona siostrę, imieniem Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie. Natomiast Marta uwijała się koło rozmaitych posług. Przystąpiła więc do Niego i rzekła: Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła. A Pan jej odpowiedział: Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona.

 

MEDYTACJA
i PUNCTA do niej:


OBRAZ DO MODLITWY:
Wyobraźmy sobie dom przyjaciół Jezusa. Zwróćmy uwagę na zapracowaną Martę oraz Marię siedzącą u stóp Jezusa i wsłuchaną w Jego słowo. Jeżeli mamy osobiste przeżycia związane z pobytem w Betanii, możemy je „przywołać”.
 PROŚBA O OWOC MODLITWY:
Prośmy, abyśmy potrafili nasz trud życia codziennego łączyć z postawą słuchania, rozeznania, refleksji i modlitwy. Prośmy też o świadomość, że jedyną wartością, której potrzebujemy jest Jezus Chrystus i módlmy się, byśmy umieli rozpoznawać zbyteczne troski i chcieli zawsze wybierać najlepszą cząstkę.
 PUNKTY POMOCNE DO MODLITWY:
1. W PODRÓŻY
Fragment Ewangelii, który będzie przedmiotem naszej modlitwy ukazuje Jezusa w  podróży. Św. Łukasz w swojej Ewangelii ukazuje Jezusa w drodze do Jerozolimy. W czasach Jezusa rabini nie mieli na ogół zwyczaju wędrowania, lecz osiadali na stałe w jednym miejscu. Ludzie przychodzili, by słuchać ich nauki i w ten sposób tworzyła się wokół nich szkoła.
               W dzisiejszym wieku - nowoczesnej komunikacji, podróżowanie może być nawet przyjemnością. Jednak w podróżowaniu Jezusa był wielki trud. Przede wszystkim trzeba było stawać ciągle w obliczu nowych sytuacji, wchodzić w różne środowiska, co związane jest z pewną dozą niepewności. Gdy wchodzimy w nowe środowisko, w nowe otoczenie zwykle zastanawiamy się: jak nas przyjmą? Jak się odnajdę w nowej sytuacji? Co mnie tam czeka? Ponadto nie można zakorzenić się w jednym miejscu. Zaledwie zdąży się zapoznać z ludźmi, znaleźć z niektórymi wspólny język, trzeba ruszać w nieznane, podejmować nowy trud.
Zastanówmy się w tej modlitwie nad naszym podróżowaniem, naszą drogą. Czy doświadczam mojego życia na wzór życia pielgrzyma? Czy świadomość pielgrzymowania jest głęboko wpisana w moim sercu? Czy jestem świadomy konsekwencji, jak również niebezpieczeństw związanych z misją pielgrzyma? Czy moje pielgrzymowanie jest integralne i obejmuje również sfery życia duchowego? Jak wygląda moja dyspozycyjność?
               W naszym podróżowaniu ważne są miejsca, w których możemy się zatrzymać; odpocząć psychicznie i duchowo. Dla Jezusa takim miejscem była Betania. Betania była oddalona od Jerozolimy około piętnastu stadiów. Była to odległość bliska, bo wynosiła zaledwie ok. 3km, ale zarazem daleka, bo dzieliła ją od Jerozolimy Góra Oliwna. W ten sposób Betania była zabezpieczona od tłumu i wrzawy stolicy. Położona w pustynnym krajobrazie i odosobnieniu od ludzi, Betania była dla Jezusa oazą przyjaźni. Była jednym z tych rzadkich miejsc, gdzie Jezus radował się i oddychał zawsze świeżą atmosferą życzliwości, gościnności i przyjaźni. Betania była dla Jezusa również jednym ze źródeł duchowych, do których Jezus przychodził, by zaczerpnąć siły i odwagi do życia. Św. Jan przekazał tajemnicę Betanii w jednym zdaniu: Jezus miłował Martę i jej siostrę i Łazarza (J11, 5). Tych troje ludzi związanych było z Jezusem silną więzią przyjaźni i miłości.
               Św. Łukasz podkreśla jednak, że do swego domu zaprosiła Jezusa kobieta – Marta. Jezus przyjmuje zaproszenie Marty. Mamy tutaj pewną dozę śmiałości (oczywiście, w stosunku do tamtych czasów), a także wolności i pokoju w sercu Jezusa. W stylu życia Jezusa, w stylu apostołowania Jezusa najważniejszy jest bliski, osobisty kontakt z drugim człowiekiem. Jezus tym samym staje się bliższy tradycji proroków niż tradycji szkolnej rabinów.
                Z tekstu wynika, że Marta odpowiada za funkcjonowanie domu. Do jej obowiązków należy również troska o gości. Gościnność wśród patriarchalnego ludu Żydów należała do istotnych cech życia społecznego. Gościowi należało się zawsze pierwsze miejsce. Stąd zrozumiały jest wysiłek i troska Marty, aby jak najlepiej uczcić Jezusa i Jego uczniów.
               Kontemplujmy w tej modlitwie trud Marty i gościnność betańskiego domu. Pytajmy również o naszą gościnność. Czy mój dom jest otwarty dla Jezusa i dla moich braci? Czy Jezus i nasi bliźni czują się dobrze w moim domu, w mojej obecności?  Czy mogę nazwać siebie przyjacielem Jezusa?
2. MARTA
Zwróćmy dalej naszą uwagę na dwie siostry. Zastanawiajmy się, która jest bliższa naszemu sposobowi życia, naszym ideałom i pragnieniom: Marta czy Maria?
               Marta uwijała się koło rozmaitych posług. Marta troszczy się, by zaspokoić potrzeby cielesne Jezusa. Nic nie jest dla niej za dużo; daje z siebie wszystko. Służenie jest potrzebą jej serca (por. J 12, 2).
               Spełniając rozmaite posługi Marta ulega jednak niebezpieczeństwu aktywizmu.  Do jej, zapewne szczerej miłości do Jezusa, wkradło się w sposób subtelny i niezauważalny przez nią, szukanie siebie. Obserwując jej trud, wysiłek, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że Marta hołduje ideałowi prężności, sprawności, sukcesu: wszystko musi się udać, wszystko musi być zrobione na miarę wymagań.
               Ideał ten prowadzi Martę do niezrozumienia Jezusa i siostry. Marta nie rozumie Jezusa. W jej przekonaniu wszystko toczy się tak, jakby najważniejszym sposobem uhonorowania Gościa był dobry posiłek.
               Jezus przyszedł, by wnieść w dom przyjaciół pokój. Tymczasem Jego obecność wywołuje u Marty napięcie, podenerwowanie i lęk. Taki lęk jest zakorzeniony w naszej skłonności do robienia sobie problemów z rzeczy nieistotnych.
               Marta traci głowę z powodu drobnostek, bo nie rozpoznała właściwie celu wizyty Jezusa. Przypisuje Jezusowi życzenia, które są odbiciem jej ambicji i pragnień. To z kolei prowadzi ją do niestosownej reakcji. Zamiast poprosić Marię o pomoc, Marta zaczyna narzekać i robić wyrzuty Jezusowi: Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu?
               Marta najpierw postawiła siebie w centrum sytuacji, a później wyrzuca Jezusowi, że nie dostrzegł jej dobroci i poświęcenia. Ale nie kończy na tym. Poucza Go, co powinien w związku z tym uczynić: Powiedz jej, żeby mi pomogła. W Kanie Galilejskiej Maryja zwraca Jezusowi pokornie uwagę, że brakło wina i prosi o interwencję, ale nie decyduje, co Jezus powinien uczynić. Marta upomina Jezusa.
               Marta, choć troszczy się o Jezusa, w rzeczywistości troszczy się również o siebie, o swój własny idealny obraz. Nie rozumie też Marii. Zabiegana, zapracowana, zajęta wielością, nie może zrozumieć bierności siostry, nie akceptuje postawy siostry, która wsłuchuje się w jedno. Być może zarzuca jej lenistwo, obojętność, brak serca.
               Zadajmy sobie pytanie, czy postawa Marty nie toruje sobie drogi w naszym życiu. Czy moim ideałem nie jest sukces, pragnienie idealnego obrazu siebie, perfekcjonizm? Czy nie projektuję, nie przenoszę na innych moich potrzeb, pragnień? Czy zwracam uwagę na oczekiwania drugiego człowieka, a zwłaszcza na to, co ma mi do powiedzenia? Czy nie próbuję uszczęśliwiać innych na siłę, według moich wizji i koncepcji szczęścia? Czy w  trudzie, który podejmuję dla Jezusa i bliźnich, nie gubię z oczu ich samych?
 3. MARIA
Podczas gdy Marta troszczyła się o posiłek dla Jezusa, Maria siedziała u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie. Maria, logicznie rzecz biorąc powinna pomóc siostrze przy usługiwaniu. Tymczasem siedzi spokojnie u stóp Jezusa. W języku biblijnym gest ten ma znaczenie symboliczne: siedząc u nóg Jezusa Maria uznaje Go za swego Mistrza. Jezus jako Gość i Mistrz może wiele nauczyć i duchowo ubogacić.
               Maria nie narzuca Jezusowi swej woli. Maria ma czas dla Jezusa, nie spieszy się, nie robi nic, tylko słucha. Pozwala Jezusowi wypowiedzieć to wszystko, czego On pragnie. Maria zdaje się całkowicie na Jezusa, jest tak przejęta tym, co mówi Jezus, że wszystko inne przestaje dla niej istnieć. Codzienność odsuwa się od niej, jej własne ja milknie. Cała zamienia się w gotowość i przyjmowanie. W tym momencie spotkania z Jezusem oddaje Mu to, co najważniejsze: otwarte i rozumiejące serce.
               Ze sceny tej promieniuje spokój, skupienie, oderwanie od wszystkich rzeczy. Nie ma niczego poza słowem i słuchaniem słowa. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona. Słowa Jezusa świadczą, że wybór Marii jest właściwy. Wsłuchiwanie się w Jezusa jest ważniejsze od pracy dla Niego, od działania dla Niego, jest zawsze na czasie, nie jest nigdy nie w porę. Największym pragnieniem Jezusa, Jego misją na ziemi było przekazywanie słowa Ojca. Maria słuchając tego słowa znalazła się w grupie błogosławionych: Błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je (Łk 11, 28).
               W postawie Marii może jednak istnieć pewne subtelne niebezpieczeństwo. Słowa Marty skierowane do Jezusa: Powiedz jej, żeby mi pomogła, zawierają jądro słuszności. Czy Maria nie kieruje się egoizmem i nie myśli w pierwszym rzędzie o sobie? Można zajmując się sprawami duchowymi zaniedbać sprawy zewnętrzne. W naszym życiu religijnym istnieje niebezpieczeństwo uchylania się od zadań zewnętrznych pod pozorem głębszego życia duchowego. Sądzi się wtedy, że w imię rzeczy wyższych jest się zwolnionym od trudu codzienności, zwyczajności, obowiązków, albo spycha się je na innych lub zostawia Panu Bogu.
                Niejednokrotnie słyszałem w rozmowie skargi mężów na żony, które biegają na różne spotkania modlitewne, akcje charytatywne, codzienną mszę św., a przy tym zaniedbują rodziny, dzieci. Jest to forma ucieczki, która tak naprawdę nie ma nic wspólnego z głębokim życiem duchowym. W rzeczywistości zaniedbywaniu spraw zewnętrznych towarzyszy stopniowo osłabienie życia wewnętrznego.
               Nasze życie ma zwykle wymiar bardziej aktywny. I stąd musimy uczyć się słuchania. Czynna służba dla świata czerpie swoje najżywotniejsze soki z ciszy, modlitwy, kontemplacji i słuchania. Inaczej staje się egoizmem, czystym aktywizmem albo działalnością humanitarną i służy zaspokajaniu własnych, nieraz subtelnych potrzeb.
               Prośmy w tej modlitwie Jezusa o dar kontemplatywnego słuchania.     
 4. TROSZCZYSZ SIĘ I NIEPOKOISZ O WIELE
W dalszym ciągu kontemplujmy postawę Jezusa. Zadajmy sobie najpierw pytanie, jak my reagujemy w podobnej sytuacji? Jak reagujemy na agresję ze strony poirytowanej osoby? Być może reagujemy agresją, lub próbujemy usprawiedliwić i dowartościować tę osobę, albo zaczynamy na nią narzekać i mówić o naszym cierpieniu, itd.
               Jezus natomiast nie próbuje usprawiedliwiać ani racjonalizować postawy Marty, ale zwraca się do niej bezpośrednio, wprost: Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba tylko jednego.
Nie jest to krytyka codzienności, ani krzątaniny czy trudu Marty. Jezus krytykuje raczej niepokój, rozproszenie, hałas, wielość i nadmierną uwagę poświęconą rzeczom drugorzędnym, względnym. Użyte w tekście greckie słowo (merimnai) oznacza troski, które zatapiają całkowicie osobę, wtrącają ją w labirynt, sieć, z której nie jest zdolna się wydostać.
Jezus kocha Martę niemniej niż Marię. Ukazuje jej jednak, że w szacie codzienności, problemów, nieustannego zgiełku jest niewiele czasu, by zatrzymać się i posłuchać Jezusa – Pana, który obdarza pokojem, harmonią, pogodą, i może zamazać się to, co najważniejsze. Są w życiu sytuacje, w których trzeba pozostawić rzeczy dobre, po to, by zająć się lepszymi.
               Jezus używa tutaj dwóch czasowników: troszczysz się i niepokoisz o wiele. Tych samych słów używa, mówiąc o zadręczaniu się daremnymi troskami: Potem rzekł do swoich uczniów: Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o życie, co macie jeść, ani o ciało, czym macie się przyodziać. Życie bowiem więcej znaczy niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie. Przypatrzcie się krukom: nie sieją ani żną; nie mają piwnic ani spichrzów, a Bóg je żywi. O ileż ważniejsi jesteście wy niż ptaki! Któż z was przy całej swej trosce może choćby chwilę dołożyć do wieku swego życia? Jeśli więc nawet drobnej rzeczy [uczynić] nie możecie, to czemu zbytnio troszczycie się o inne? Przypatrzcie się liliom, jak rosną: nie pracują i nie przędą. A powiadam wam: Nawet Salomon w całym swym przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, o ileż bardziej was, małej wiary! I wy zatem nie pytajcie, co będziecie jedli i co będziecie pili, i nie bądźcie o to niespokojni! O to wszystko bowiem zabiegają narody świata, lecz Ojciec wasz wie, że tego potrzebujecie. Starajcie się raczej o Jego królestwo, a te rzeczy będą wam dodane (Łk 12, 22-31).
Podejmijmy w tej modlitwie słowa Jezusa: Troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba tylko jednego. Podobnie jak Marta troszczymy się i niepokoimy o wiele. Zauważmy w tej medytacji to wszystko, co jest przedmiotem naszej troski, naszego codziennego trudu i zabiegania (ludzie, telefony, terminarze zapełnione spotkaniami, itd.). Zauważmy też cały wewnętrzny nieład, niepokój, dysharmonię, jaka się z tym wiąże.
I wsłuchajmy się w słowa Jezusa: po co to wszystko? Co tak naprawdę jest ważne? Czego inni tak naprawdę ode mnie oczekują? Czy mam odwagę, by powiedzieć tak autentycznym potrzebom innych i nie ich pozornym oczekiwaniom? Czy zamiast narzekać na innych, potrafię powiedzieć im prawdę? Jakiej cząstki mi jeszcze brakuje? Czy naprawdę pragnę wyzwolenia z moich lęków, niepokojów i trosk?
 ROZMOWA KOŃCOWA:
Na koniec medytacji usiądźmy, jak Maria u stóp Jezusa w geście adoracji. Rozmawiajmy z Nim jak z Przyjacielem. Prośmy, by był zawsze centrum naszego słuchania i działania. 

Opracował: Stanisław Biel SJ