środa, 24 sierpnia 2016

28 SIERPNIA 2016 Niedziela
XXII niedziela zwykła

 (Łk 14,1.7-14)
Gdy Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w szabat spożyć posiłek, oni Go śledzili. I opowiedział zaproszonym przypowieść, gdy zauważył, jak sobie pierwsze miejsca wybierali. Tak mówił do nich: Jeśli cię kto zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca, by czasem ktoś znakomitszy od ciebie nie był zaproszony przez niego. Wówczas przyjdzie ten, kto was obu zaprosił, i powie ci: Ustąp temu miejsca; i musiałbyś ze wstydem zająć ostatnie miejsce. Lecz gdy będziesz zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu. Wtedy przyjdzie gospodarz i powie ci: Przyjacielu, przesiądź się wyżej; i spotka cię zaszczyt wobec wszystkich współbiesiadników. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony. Do tego zaś, który Go zaprosił, rzekł: Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich przyjaciół ani braci, ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, aby cię i oni nawzajem nie zaprosili, i miałbyś odpłatę. Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych. A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych.

 MEDYTACJA 

Punkt 1. Pierwsze miejsca
Telewizja, szkoła, praca, Kościół, polityka, biznes - prawie każdy element naszego życia jest naznaczony współzawodnictwem. Prawie wszystko się kręci wokół bycia najlepszym, bycia pierwszym, albo przynajmniej bycia wśród tych co się liczą, by być uważany za jednego z nich. Każdy z nas chce skończyć dobrą szkołę, mieć dobrą pracę, często awansować, mieć wspaniałą rodzinę, bezpieczną przyszłość. Jak to wszystko pogodzić ze słowami Jezusa z dzisiejszej Ewangelii? Jezus reagując na zachowanie współbiesiadników poucza ich przez przypowieść. Jezus nie gani bycia najlepszym, nie zabrania zdobywania stanowisk, kariery. Chodzi o nasz egoizm, Jezus przestrzega nas przed zapatrzeniem się tylko w siebie - nawołuje nas do pokory. Znamy wiele przykładów osób bogatych, sławnych, znamy wielu ludzi wokół nas, którzy mimo zajmowanej pozycji, mimo posiadanych pieniędzy czy mimo popularności "zostali normalni". Nie wywyższają się, nie domagają się innego traktowania, nie zapomnieli o innych. Osoba, która wchodząc na ucztę biegnie na najlepsze miejsce myśli tylko o sobie - jest tak zadufana w sobie, że nie dostrzega innych osób wkoło siebie, które bardziej zasługują na to pierwsze - zaszczytne miejsce. A może to miejsce ma należeć tylko do Boga?! 

Jaki ja jestem? Które miejsca ja obieram? 


Punkt 2. Ostatnie miejsca
Jezus namawia dziś do zajmowania ostatnich miejsc, jako oznaka naszej pokory, braku wywyższania się. Pomyślmy chwilę nad tymi miejscami. Z jakiego powodu wybieramy nieraz ostatnie miejsca? Unikanie ludzi, nieśmiałość, bycie zawsze w cieniu innych, kłótnie rodzinne, chęć dominowania nad innymi poprzez posiadanie wszystkich na oku, chęć kontrolowania, możliwość szybkiego wycofania się. Jakie są powody, że zajmuję te miejsca? Co robię, by czasami usiąść bliżej ludzi? Czy coś robię, by ich nie unikać? By nie być samotnikiem? Czy dostrzegam takie osoby? Czy pomagam im wejść w grupę? Czy umiem przyjmować "nowych"?


Punkt 3. Wstyd
Pamiętacie to uczucie ze szkoły, gdy wyrywaliśmy się do odpowiedzi i nagle gdy przyszło co do czego to nam wszystko uciekło i nagle ten wstyd. Najchętniej byśmy uciekli, by na nas tak nie patrzyli. By nie oceniali: taki mądrala a tym razem się nie popisał.
Dziś Jezus mówi o wstydzie i poniżeniu. Gdy nam każą zmienić miejsce, bo ma tu przyjść ktoś ważniejszy, gdy mnie przed wszystkimi ośmieszą, gdy nie będę aż tak błyskotliwy, rozmowny, czarujący. Gdy przesunięcie się na koniec będzie oznaczało zaczynanie wszystkiego od początku. Jak sobie radzę w takich sytuacjach? Czy te sytuacje mi pomagają dostrzec to co jest ważne? Czy zdrowe poniżenie sprawia, że zmieniam moje postępowanie? Czy wstyd mnie nie utwierdza w byciu aroganckim, czy wstyd nie sprawia, że chcę jeszcze bardziej tego pierwszego miejsca, jeszcze bardziej wrócić do czołówki? 

 Porozmawiaj z Jezusem jak z przyjacielem, o tym co przyniosła ta medytacja. 

                                                                                                                  Jarosław Studziński SJ

niedziela, 21 sierpnia 2016

Zasady słuchania głosu Boga

Jeśli znasz Pana, to słyszałeś już Jego głos — jest to wewnętrzne prowadzenie, które doprowadziło cię na samym początku do poznania Go. Jezus zawsze pytał się swego Ojca (J 8,26-29) i tak też my powinniśmy czynić; słuchanie głosu Ojca niebieskiego jest podstawowym prawem każdego dziecka Bożego. Poniżej kilka rad, mogących pomóc w lepszym korzystaniu z tego prawa.
1   
Słuchanie głosu Bożego jest dla ciebie!
Nie próbuj komplikować prowadzenia. W rzeczywistości trudno jest nie słyszeć Boga, jeśli naprawdę starasz się być Mu miłym i posłusznym! Jeśli pozostajesz pokornym, On obiecuje, że będzie cię prowadził (Prz 16,9). Oto trzy proste kroki, pomagające w usłyszeniu Jego głosu:
  • Poddaj się Jego panowaniu. Poproś Go, by pomógł Ci wyciszyć twoje własne myśli i pragnienia oraz opinie innych ludzi, które mogą wypełniać twój umysł (2Kor 10,5). Nawet jeśli masz dar dobrego intelektu, w tej chwili pragniesz usłyszeć myśli Boga, który ma najlepszy umysł (Prz 3,5-6)
  • Sprzeciw się wrogowi, bo może chcieć cię oszukać właśnie w tej chwili. Posłuż się autorytetem, który dał ci Jezus Chrystus, aby w Jego imieniu uciszać głos wroga (Ef 6,10-20; Jk 4,7).
  • Oczekuj, że twój miłujący Ojciec niebieski będzie do ciebie mówił. Po zadaniu swojego pytania, poczekaj, aż On odpowie. A On to zrobi (Wj 33,11; Ps 69,13; J 10,27)
2   
Bóg mówi na różne sposoby
Pozwól, aby Bóg mówił do ciebie w taki sposób, jaki On wybierze. Nie staraj się dyktować Mu zasad, według tego, jakie metody prowadzenia ty byś wolał. On jest Panem — a ty jesteś Jego sługą (1Sm 3,9). Słuchaj więc uległym sercem; istnieje bowiem bezpośredni związek pomiędzy uległością a słyszeniem. Bóg może zdecydować się przemówić do ciebie poprzez swoje Słowo. Może to się stać w trakcie twojego codziennego czytania Biblii, może też podsunąć ci konkretny werset (Ps 119,105). Może przemówić do ciebie słyszalnym głosem (Wj 3,4), poprzez sen (Mt 2), poprzez obrazy (Iz 6,1, Ap 1,12-17). Najbardziej jednak powszechnym sposobem jest to, że Bóg mówi poprzez cichy głos wewnętrznego natchnienia (Iz 30,21).
3   
Uznaj swój grzech przed Bogiem
Wyznaj wszelkie grzechy. Czyste serce jest niezbędne, jeśli chcesz słyszeć Boga (Ps 66,18).
4   
Wróć do miejsca Bożego prowadzenia
Posłuż się zasadą zagubionej siekiery (zob. 2Krl 6). Jeśli gdzieś zgubiłeś drogę, wróć do miejsca i czasu, w którym ostatni raz dosłyszałeś wyraźny, przeszywający dźwięk Bożego głosu. A następnie posłuchaj. Kluczowym pytaniem jest: „Czy posłuchałeś i zrobiłeś poprzednią rzecz, którą Bóg ci nakazał?”
5   
Bóg może mówić i przemówi do ciebie!
Pozwól, aby Bóg cię prowadził. Bóg posłuży się innymi, aby potwierdzić twoje prowadzenie, ale ty także musisz słuchać Go i słyszeć bezpośrednio. Niebezpieczne jest polegać tylko na innych, którzy mieliby ci przekazywać słowo Pana (1Krl 13).
6   
Bóg wyjaśni wszystko w swoim czasie
Nie mów o swoim prowadzeniu, dopóki Bóg nie da ci pozwolenia, aby to czynić. Czasem dzieje się to od razu; kiedy indziej — później. Głównym celem czekania jest uniknięcie zasadzek: pychy — bo to Bóg przemówił do mnie; zarozumiałości — poprzez mówienie, zanim osiągniesz pełne zrozumienie; nieuwzględnienie tego kiedy i w jaki sposób Bóg chce osiągnąć swój cel; oraz wprowadzania zamętu wśród innych, którzy także potrzebują przygotowanych serc (Koh 3,7; Mk 5,19; Łk 9,36)
7   
Uważaj na znaki, które daje Bóg
Posłuż się zasadą Trzech Mędrców (zob. Mt 2). Tak jak każdy z trzech królów samodzielnie podążał za gwiazdą, aż w końcu razem doszli do tego samego Chrystusa, tak też Bóg często posłuży się dwoma lub większą ilością duchowo wrażliwych ludzi, aby potwierdzić to, co mówi do ciebie (2Kor 13,1)
8   
Rozeznawaj i odróżnij prowadzenie od fałszywego prowadzenia
Uważaj na podróbki. Słyszałeś na pewno o podrabianych banknotach. Czy słyszałeś kiedyś o podrabianej torebce z papieru? Nie. Dlaczego nie? Ponieważ tylko to, co ma wartość, warte jest podrabiania. Szatan stara się podrobić wszystko Boże, co tylko umie skopiować (Wj 7,22; Dz 8,9-11). Podrobione prowadzenie przychodzi, na przykład, przez tabliczki Ouija, seanse spirytystyczne, wróżbiarstwo, astrologię, wahadełka (Kpł 19,26; 2Krl 21,6). Prowadzenie Ducha Świętego pociąga cię ku Jezusowi i ku prawdziwej wolności. Prowadzenie szatana odciąga cię od Boga ku niewoli. Kluczowym testem prawdziwego prowadzenia jest: czy twoje prowadzenie idzie za zasadami Biblii? Duch Święty nigdy nie przeciwstawia się Słowu Bożemu. Wyznaj wszelki grzech w tej dziedzinie. Czyste serce jest konieczne, jeśli chcesz słyszeć Boga (Ps 66,18)!
9   
Całkowicie poddaj swoje serce Panu
Przeciwstawianie się ze strony ludzi jest czasem wskazówką prowadzenia od Boga (Dz 21,10-14). Ważną rzeczą jest tu znów uległość wobec Pana (Dn 6,6-23; Dz 4,18-21). Bunt nie jest nigdy z Boga, ale czasem On prosi nas, abyśmy odsunęli się od osób które są ponad nami w taki sposób, który nie będzie buntem, ale częścią Jego planu. Uwierz, że w twoim sercu pokaże ci On różnicę pomiędzy jednym a drugim.
10          
Bóg ujawni twoje powołanie
Każdy uczeń Jezusa ma swoją niepowtarzalną posługę (Rz 12; 1Kor 12; Ef 4,11-13; 1P 4,10-11). Im bardziej starasz się słyszeć szczegółowo głos Boga, tym bardziej skuteczny będziesz w swoim własnym powołaniu. Prowadzenie to nie gra — to poważna sprawa, w której uczymy się tego, co Bóg chce, abyśmy uczynili oraz jak chce On, abyśmy to uczynili. Wola Boża czyni i mówi właściwą rzecz we właściwym miejscu, z właściwymi ludźmi i we właściwym czasie i we właściwej kolejności, pod właściwym kierownictwem, używając właściwej metody przy właściwej postawie serca.
11          
Trwaj w stałej komunii z Bogiem
Praktykuj słuchanie głosu Bożego, a stanie się ono łatwiejsze. Jest to jak podnoszenie telefonu i rozpoznawanie głosu swego najlepszego przyjaciela ... znasz ten głos, ponieważ słyszałeś go już tak wiele razy wcześniej. Porównaj młodego Samuela ze starszym Samuelem (1Sm 3,4-7; 8,7-10; 12,11-18).
12          
Bóg pragnie więzi z tobą!
Więź, czyli relacja, jest najważniejszym powodem, dla którego mamy słuchać głosu Pana. Bóg jest nie tylko nieskończony, ale osobowy. Jeśli nie komunikujesz się z Nim, to nie masz z Nim osobowej relacji. Prawdziwe prowadzenie to zbliżanie się do Przewodnika. Wzrastamy ku poznawaniu Pana coraz lepiej, gdy On mówi do nas; gdy słuchamy Go i jesteśmy Mu posłuszni, radujemy Jego serce (Wj 33,11; Mt 7,24-27).

Według Lorena Cunninghama (1984)  z   http://www.wspolnota.net/

środa, 17 sierpnia 2016

21 SIERPNIA 2016 Niedziela
XXI niedziela zwykła

 (Łk 13,22-30)
Jezus nauczając, szedł przez miasta i wsie i odbywał swą podróż do Jerozolimy. Raz ktoś Go zapytał: Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni? On rzekł do nich: Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli. Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: Panie, otwórz nam! lecz On wam odpowie: Nie wiem, skąd jesteście. Wtedy zaczniecie mówić: Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś. Lecz On rzecze: Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy opuszczający się niesprawiedliwości! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych. Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym. Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi.


Dzisiejsza Ewangelia zaczyna się od krytyki niezdrowej ciekawości. Ktoś zadaje Jezusowi pytanie, czy tylko nieliczni będą zbawieni. A zarazem (w podtekście), czy liczni będą potępieni. Jezus w odpowiedzi przenosi uwagę z innych na siebie. Posługuje się metaforą ciasnych drzwi. Do królestwa Bożego wchodzi się przez ciasne drzwi.
Według Mateusza Jezus mówi o dwóch bramach: szerokiej i wąskiej. Brama szeroka symbolizuje wygodny, bezproblemowy i bezstresowy styl życia. W praktyce prowadzi do narcyzmu, egoizmu, społecznej znieczulicy. Odrzuca ducha ofiary, bezinteresowność, trud, krzyż. Brama wąska i droga wąska to z kolei radykalne życie Ewangelią. W Kazaniu na Górze Jezus określił istotę tej drogi. Jest nią życie błogosławieństwami, życie w przebaczeniu, miłosierdziu i miłości, nawet nieprzyjaciół.
Możemy żyć spokojni, zadowoleni, myśląc, że idziemy za Jezusem. A w rzeczywistości może to okazać się iluzją, szukaniem siebie, zaspokajaniem własnych ambicji, pragnień… Możemy niepostrzeżenie przejść z drogi wąskiej na drogę wygodną i szeroką. Pójście wąską drogą może rodzić obawy, lęki. Zwłaszcza, gdy zastanawiamy się nad ryzykiem tej drogi, kalkulujemy, czy jest opłacalna, patrzymy na swoje życie w kontekście obowiązku, ofiary, poświęcenia, trudu. Wówczas wcześniej czy później przyjdą rozczarowania, frustracje i żale. Wąska droga rozumiana jedynie jako przymus, nakaz, obowiązek, wyrzeczenie, ofiara  prowadzi donikąd.
Pójście wąską drogą będzie owocne o tyle, o ile będziemy wpatrzeni w Jezusa. Ostatecznie to sam Jezus jest Bramą do Ojca. Gdy idziemy za Nim krok w krok, jeśli patrzymy na Niego, ufamy Mu, wówczas nie musimy obawiać się ani lękać. Mamy pewność, ze idziemy właściwą drogą i we właściwym kierunku, chociaż nie bez krzyża i trudu.
Dietrich Bonhoeffer, nawiązując do dwóch bram, czyni ciekawe rozróżnienie między łaską tanią i drogą: Łaska tania jest jak towar oddany za bezcen, przebaczenie z przeceny, pocieszenie z przeceny, sakrament z przeceny. Tania łaska to łaska, której udzielamy sami sobie. Tania łaska to łaska bez pójścia za Chrystusem, łaska bez krzyża, łaska bez żywego Jezusa Chrystusa, który stał się człowiekiem. Natomiast łaska droga to skarb ukryty w roli, dla którego człowiek wyzbywa się wszystkiego, co posiadał, to drogocenna perła, za którą kupiec oddaje całe swe dobra […] Łaska droga to Ewangelia, której wciąż od nowa trzeba szukać, dar, o który trzeba zabiegać, drzwi, w które trzeba kołatać.          
Jaką drogą idę przez życie? Czy potrafię zaufać Jezusowi do końca czy raczej wciąż opieram się na własnych kalkulacjach? Jaką łaskę wybieram w codziennej praktyce?

Źródło:  http://gorka.jezuici.pl/

wtorek, 9 sierpnia 2016


14 SIERPNIA 2016 Niedziela
XX niedziela zwykła

(Łk 12,49-53)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął. Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej.

 MEDYTACJA 


a) Na początku medytacji warto odnaleźć się w Bożej obecności. Dobrze jest uświadomić sobie, że modlitwa jest czasem poświęconym Panu Bogu. Jest świętą przestrzenią, w której Stwórca spotyka się ze mną. W związku z tym mogę zostawić na boku wszystkie zbędne troski, to co mnie absorbuje, co zbyt mocno przykuwa moją uwagę i utrudnia skoncentrowanie się na Panu Bogu. Wzbudzę intencję, która będzie wyrażała pragnienie zwrócenia moich myśli, uczuć, mojego serca, rozumu i woli na to wyjątkowe spotkanie. 

b) Prośba o właściwą intencję: Prosić Boga, Pana naszego, aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do służby i chwały Jego Boskiego Majestatu (ĆD 46). Proszę o to, by moje myśli, pragnienia i zamiary miały początek w Bogu, by były zakorzenione w Jego dobru i w Jego miłości. Proszę, by moje czyny przebiegały w zgodzie z wolą Najwyższego i by prowadziły mnie ku ostatecznemu celowi, ku niebu i spotkaniu ze Stwórcą.

c) Obraz: Ustalenie miejsca, jakby się je widziało (ĆD 47) wyobraźmy sobie płonące ognisko, będzie widział osoby przy nim siedzące, ktoś dorzuca drewno do środka, zobaczę czy ognisko jest duże, czy daje ciepło, będę widział spalające się kawałki drewna 

d) Prośba o owoc medytacji: Prosić o to czego chcę i pragnę (ĆD 48) Tutaj prosić, bym stał się ogniem

Punct 1. Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął.
NASZA MISJA
Przyszedłem rzucić ogień na ziemię. W tych kilku słowach Jezus opisuje swoje zadanie, które ma tutaj na ziemi. Ma rzucić ogień, ma rozpalać serca.
Gdy zaczyna się kampania przedwyborcza to politycy obrzucają nas hasełkami, gdy ktoś młody wstępuje do zakonu pyta się o charyzmat, zawołanie, także reklamy bazują na takich krótkich przekazach do mnie. Lubimy konkrety, idziemy za ludźmi, którzy robią to co mówią. Nazywamy ich ludźmi z powołania. A ja jaką mam misję? Jakie jest moje powołanie? Gdyby ktoś podszedł teraz do mnie i spytał po co tu żyję? Co bym mu odpowiedział? Pomyślę chwilę nad jednym zdaniem, które może opisać to co robię lub planuję robić. Za Jezusowym słowem szło wielu, czy ja umiem pociągać ludzi za sobą? Czy idziemy w dobrą stronę?



Punct 2. Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął.
NASZ OGIEŃ
Rzucanie ogniem. Wielu współczesnych młodych idzie za takimi hasłami, to takie inne. Określiliby Jezusa człowiekiem z "powerem", wojownikiem. Na różnych wiecach, koncertach, także tych chrześcijańskich możemy spotkać tych "mocnych" ludzi, "wojowników" którzy chcą przez niszczenie zmieniać świat - walka z system dla samej walki, nie by coś zmienić. Chrystusowy ogień jest inny, on rozpala i naprawia. Nie niszczy wszystkich i wszystkiego tylko dlatego, że istnieją, jego ogień ulecza. Jakim wojownikiem ja jestem? Jak wygląda moja walka o poprawę tego świata?
Znamy właściwości ognia, wiemy, że musi on mieć swoje źródło i paliwo do jego podtrzymywania. Chrystus jest właśnie tą odpowiednią osobą, On ma wszystko, Jego ogień nie gaśnie, Jego ogień rozpala każdego z nas, ale nas nie spala. Gdyby Chrystus był jakimś fałszywym prorokiem to przy dzieleniu sie ogniem sam by go zatracał, ale On jest Bogiem, nie traci nic ze Swojej mocy przez rozdzielanie energii i siły do walki. A może pod słowem OGIEŃ kryje się to wszystko co Jezus nam zostawił, to wszystko czym nas obdarował? Może ogień, który został rzucony to miłość do wszystkich, to szukanie zawsze prawdy, to walka o pokój? Czyż te rzeczy nie rozpalają nas? Czyż Słowo, które Jezus zostawił nie czyni nawet w dzisiejszych czasach wielu pożarów? Czyż każde nawrócenie, każde pojednanie się z Bogiem nie jest takim zapaleniem się Bożym Ogniem? Jaki ogień mam teraz w sobie? Czy pragnę by Chrystus mnie rozpalił, bym umiał wybierać zawsze słuszną drogę?



Punct 3. Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął.
NASZE PRAGNIENIA
Jezus ma misję, ma ogień Boży w sobie, ale nie jest pewny Swojej wygranej. Jest Bogiem, ale zostawia przyjęcie ognia i Jego mocy każdemu człowiekowi z osobna. To dlatego Jezusowa misja nie jest taka pewna: to ja staję na drodze tej misji. To ode mnie zależy co zrobię z darem Jeusa, czy przyjmę ogień, a przez to stanę się nim. Jezus ma pragnienie by tak się stało, pragnie by każdy człowiek stał się pochodnią Bożej Miłości. A jakie ja mam pragnienia? Czego pragnę dla siebie, dla moich bliskich, przyjaciół, współpracowników? Czy pragnę, by i moja misja się powiodła?
Wielu ludzi nie chce tego ognia, gdybym go przyjął stałbym się pośmiewiskiem innych, może wykluczony z grupy, stałbym sie mniejszością. Boimy się takiego odrzucenia społecznego, lękamy się wybić do przodu nawet jeśli to miałoby być coś dobrego, boimi sie walczyć o prawdę. Przez chwilę pomyślę nad tym, a może w głębi serca mam "pragnienie" by mieć pragnienie zmiany świata na lepsze?




Rozmowa końcowa. [ĆD 54] Rozmowa odbywa się właściwie, jeżeli się mówi, jak przyjaciel mówi do przyjaciela, lub jak sługa do pana, raz prosząc o jakąś łaskę, to znów się obwiniając z powodu uczynionego zła, a czasem przedstawiając swoje sprawy i prosząc o radę. Na końcu odmówić Ojcze nasz. Porozmawiaj z Jezusem jak z przyjacielem, o tym co przyniosła ta medytacja.
Odmów „Ojcze nasz…”

                                                                                             opracował:  Jarosław Studziński SJ

środa, 20 lipca 2016


24 LIPCA 2016

Niedziela

XVII niedziela zwykła

Gdy Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie i skończył ją, rzekł jeden z uczniów do Niego: Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swoich uczniów. On rzekł do nich: Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje królestwo!  Naszego chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto nam zawinił; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie. Dalej mówił do nich: Ktoś z was, mając przyjaciela, pójdzie do niego o północy i powie mu: Przyjacielu, użycz mi trzy chleby, bo mój przyjaciel przyszedł do mnie z drogi, a nie mam, co mu podać. Lecz tamten odpowie z wewnątrz: Nie naprzykrzaj mi się! Drzwi są już zamknięte i moje dzieci leżą ze mną w łóżku. Nie mogę wstać i dać tobie. Mówię wam: Chociażby nie wstał i nie dał z tego powodu, że jest jego przyjacielem, to z powodu natręctwa wstanie i da mu, ile potrzebuje. Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. Jeżeli którego z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą (Łk 11, 1-13).


OBRAZ DO MODLITWY:
Wyobraźmy sobie pieczony wiejski chleb. Poczujmy jego smak.
 PROŚBA O OWOC MODLITWY:
Prośmy jak uczniowie: Panie, naucz nas się modlić.
 PUNKTY POMOCNE DO MODLITWY:
 1. ALIBI DLA EGOIZMU 
Aby zrozumieć ducha przypowieści należy odwołać się do uwarunkowań kulturowych Palestyny. O północy przychodzi przyjaciel i prosi o trzy chleby. W palestyńskich wioskach kobiety wypiekały chleb codziennie rano i zwykle starczyło go na cały dzień. Stanowił główny składnik posiłków. Wszyscy mieszkańcy wiosek znali się i wiedzieli, gdzie można szukać chleba wieczorem. W razie niespodziewanej wizyty można było liczyć na przyjaciół.
               Wizyta nocna nie była wielkim zaskoczeniem. W starożytności podróżowano zwykle nocą ze względu na upał i kurz. Natomiast gościnność należała do najwyższych cnót.  Przyjęcie gościa w domu było sprawą honoru. Stąd zrozumiałe jest zażenowanie gospodarza, gdy nie ma czym ugościć przyjaciela. W takiej sytuacji nasuwa mu się praktyczne rozwiązanie – poprosić o pomoc drugiego przyjaciela.
               Palestyńskie domy były zwykle jednoizbowe. Ponadto były otoczone murem z zamykaną na noc bramą. Miejsce snu stanowiły papirusowe maty rozłożone na glinianej polepie. Dyskusja odbywała się więc na głos z pewnej odległości.
               Przyjaciel wymawiał się od spełnienia prośby, wysuwając absurdalne motywy – obudzenie w środku nocy dzieci, które zbudziło wcześniej nieprzerwane dobijanie się do bramy i głośny dialog. Gospodarzowi brakuje dobrej woli. Ma chleb, ale nie chce mu się wstać w nocy. Jednak natarczywość przyjaciela sprawia, że spełnia jego prośbę. Słowo natręctwo użyte w języku greckim oznacza tutaj również wstyd, bezwstydność. Na wieść o odmowie i braku gościnności cała wioska doznałaby wstydu i upokorzenia.
                  Przypowieść Jezusa mówi o trzech przyjaciołach. Każdy z nas może utożsamić się z niespodziewanym gościem lub natrętnym przyjacielem. Natomiast przyjacielem wyrwanym ze snu, który użycza chleba jest sam Bóg.
Przypowieść ukazuje relacje między nami a Bogiem na modlitwie. Jest to relacja przyjaźni. Bóg jest Przyjacielem na zawsze. W każdym czasie i w każdych warunkach możemy zdać się na Niego; nawet o północy!
Jezus zachęca w przypowieści, by odnosić się do Boga z prostotą, a nawet naiwnością dziecka. Tylko dziecko nie rozumie, że pewien czas jest niestosowny i potrafi w nocy wytrącać matkę ze snu. 
Bóg przekracza wszelkie wyobrażenia najlepszej matki. Możemy być pewni, że zawsze zostaniemy przez Niego wysłuchani. Bóg jako najlepszy Przyjaciel użycza nam wszystkiego, czego potrzebujemy do życia i miłości.
Jednak modlitwa nie jest jedynie dialogiem dwóch przyjaciół; nie jest jednokierunkowa: my (ja) – Bóg. W takich przypadkach modlitwa staje się hermetyczną intymnością, zamkniętym dialogiem, tajemnymi zwierzeniami, w których nie ma miejsca dla nikogo innego (…), zamkniętym i tajemniczym ogrodem moich relacji z Bogiem (A. Maillot).
W autentycznej modlitwie jest jeszcze trzeci przyjaciel, który przychodzi niespodziewanie o północy. Jest nim każdy, kto puka do naszych drzwi, kto prosi o pomoc wprost, bezpośrednio albo (z różnych racji) w sposób milczący.
Modlitwa nie może stanowić alibi dla egoizmu i lenistwa. A ma to miejsce, gdy zamiast podejmować obowiązki wynikające z miłości bliźniego, uciekamy w wymiar duchowy. Wówczas każdy brak działania i zaangażowania w dobro i pomoc innym można zakryć pobożną pokrywką: przecież się za nich modlę. Życie duchowe wymaga umiejętności łączenia ufnej modlitwy z osobistym zaangażowaniem. Modlitwa, która podoba się Bogu wypływa z troski o bliźnich.
  • Jak reaguję, gdy ktoś zakłóca mi moje plany albo wypoczynek?
  • Jak wygląda moja gościnność?
  • Kogo mógłbym nazwać moim przyjacielem?
  • Kto pojawia się najczęściej w moich modlitwach do Boga?
  • Czy inni czują się dobrze, komfortowo w mojej obecności?
  • Czy moja modlitwa nie stanowi alibi dla braku działania?
 2. CIERPLIWOŚĆ W PROSZENIU
Bezpośrednio po przypowieści następuje zachęta Jezusa do modlitwy prośby i obietnica wysłuchania. Wyrażają je tak zwane Boże passiva (I. Gargano): Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą (Łk 11, 9n).
               Bóg chce być niepokojony (A. Calmet). Chce, byśmy wytrwale pukali i kołatali do Jego serca. Wprawdzie zna dobrze nasze potrzeby, ale chce, byśmy je wyrażali. Również matka czy ojciec znający potrzeby dziecka lubią, gdy dziecko je werbalizuje.
Bogu nie potrzebne są nasze słowa, niemniej jednak potrzebne są nam. Prosząc uświadamiamy sobie różnorodne potrzeby, braki, pragnienia. Aby funkcjonować w codziennym życiu musimy zaspokajać elementarne potrzeby:  pokarmu, napoju, ubrania, mieszkania, pracy, zdrowia… Podstawowe potrzeby nie zaspokajają jednak naszego ducha. Potrzebujemy poczucia sensu, celu życia, ludzkiej życzliwości, dobroci, miłości, przebaczenia, pojednania, więzów rodzinnych, modlitwy, świadomości Bożej Opatrzności…
I Jezus zachęca nas, byśmy uznali te nasze potrzeby materialne, emocjonalne, duchowe i prosili, szukali, kołatali cierpliwie każdego dnia na nowo. Wiemy z autopsji, że nie da się nagromadzić na dłuższy czas chleba; nie można również nagromadzić ludzkiej miłości, życzliwości, poczucia bezpieczeństwa, zaufania, wiary w Boga, itd. Dlatego powinniśmy prosić nieustannie.
Pukanie i proszenie wyraża naszą zależność od Boga i uznanie braku samowystarczalności. Wymaga więc pokory. Nie chcemy prosić, gdyż chcemy być autonomiczni, niezależni; chcemy rozwijać własną koncepcję doskonałości, realizacji siebie czy duchowej perfekcji.
 Z drugiej strony wydaje nam się, że proszenie nie odpowiada współczesnej wizji człowieka. Proszącego utożsamiamy z kimś niezaradnym, niezdecydowanym, uległym, a więc kojarzymy z cechami, które świadczą o  słabości charakteru. Nie licują z godnością i życiową praktyką.
W rzeczywistości proszenie wymaga dojrzałości duchowej, realnego uznania własnej niewystarczalności, zależności od innych, szczególnie od Boga i odwagi, siły ducha. Wymaga również cierpliwości i pokory wobec niewysłuchanych próśb.
  • Czy potrafię i chcę prosić?
  • Czy nie towarzyszy mi postawa roszczeniowa, pretensjonalna?
  • Kogo i o co jest mi najtrudniej prosić?
  • O co powinienem dziś poprosić Boga i moich bliźnich?
  • Jakie są moje niespełnione potrzeby i oczekiwania?
  • Jak reaguję wobec odrzucenia mojej prośby?
  • Czy dziękuję za wszystkie gesty dobroci i życzliwości innych?
3. DARY DOBREGO OJCA
Druga przypowieść Jezusa dotyczy relacji między ojcem a synem. Każdy ojciec wie, co jest dobre dla dzieci i troszcząc się o nich, daje im właściwe dary we właściwym czasie. Dobry ojciec nie da dziecku kamienia zamiast chleba; podobnie węża zamiast ryby czy skorpiona zamiast jajka. Ojciec daje dziecku dary, które są pożyteczne dla jego życia, a nie szkodliwe.
               Kamieniem można zranić, a nawet zabić. W starożytnym Izraelu kamienowano za bałwochwalstwo, niewierność, zdradę, a nawet naruszenie porządku świątecznego (Lb 15, 32-36). Skorpion zadaje śmierć przez ukąszenie. Wąż z kolei jest symbolem szatana kuszącego do zła (por. Rdz 3, 1nn). Bóg jako dobry ojciec nie ześle nam kamienia, skorpiona ani węża, a więc darów, które ranią, uśmiercają, prowadzą do zła.
Natomiast gdy będziemy prosić, ześle dobre dary: chleb, rybę, jajko. Chleb, ryby i jaka stanowiły podstawowy posiłek Żydów. Tradycja chrześcijańska interpretuje je w kategoriach duchowych. Chleb podtrzymuje życie, również duchowe (Eucharystia); ryba (ichthys) symbolizuje samego Jezusa (Jezus Chrystus, Syn Boży, Zbawiciel); natomiast jajko jest symbolem nowego życia, Paschy, zmartwychwstania. Są to więc dary które symbolizują nowe życie w Jezusie.
Syntezą wszystkich dóbr, o które należy prosić jest dar Ducha Świętego. Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą (Łk 11, 13). W czasach Jezusa powszechnie przyjmowano, że Duch Święty odszedł, był dostępny jedynie kilku najbardziej pobożnym ludziom lub był udziałem jedynie określonej wspólnoty (C. S. Keener). Jezus obiecuje Ducha wszystkim, którzy proszą o Niego Ojca. Przeciwstawia ziemskich rodziców, którzy są źli sami z siebie (por. Mk 10, 18), ale mimo to troszczą się o dzieci, Bogu Ojcu, który zawsze spełnia prośbę o dary Ducha Świętego.  Wielkanocne dary Ducha Świętego to: miłość, radość, pojednanie, pokój, nadzieja i odwaga do dawania świadectwa i życia z Jezusem (por. J 20, 19-23 oraz Ga 5, 22n).
  • Jakie dobre dary otrzymałem od swego ojca, matki, nauczycieli, wychowawców?
  • Czy potrafię w spontaniczny sposób łączyć słowo ojciec z dobrocią Ojca Niebieskiego? 
  • Czy moim słowem i życiem wnoszę pokój, nadzieję, radość czy raczej ranię i zadaję śmierć?
  • W jaki sposób spełniam powołanie do ojcostwa/macierzyństwa (również duchowego)?
  • Czy proszę Boga Ojca o dary Ducha Świętego?
  • Który z wielkanocnych darów Ducha Świętego jest mi najbardziej potrzebny dziś?
 ROZMOWA KOŃCOWA:
Odmówmy nabożnie Ojcze nasz.

Opracował: Stanisław Biel SJ

niedziela, 17 lipca 2016

XVI Niedziela Zwykła – (Łk 10, 38-42) – 17.07.2016

  SŁOWO BOŻE:
W dalszej ich podróży przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go do swego domu. Miała ona siostrę, imieniem Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie. Natomiast Marta uwijała się koło rozmaitych posług. Przystąpiła więc do Niego i rzekła: Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła. A Pan jej odpowiedział: Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba [mało albo] tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona (Łk 10, 38-42).



OBRAZ DO MODLITWY:
Wyobraźmy sobie dom przyjaciół Jezusa. Zwróćmy uwagę na zapracowaną Martę oraz Marię siedzącą u stóp Jezusa i wsłuchaną w Jego słowo. Jeżeli mamy osobiste przeżycia związane z pobytem w Betanii, możemy je „przywołać”.
 PROŚBA O OWOC MODLITWY:
Prośmy, abyśmy potrafili nasz trud życia codziennego łączyć z postawą słuchania, rozeznania, refleksji i modlitwy. Prośmy też o świadomość, że jedyną wartością, której potrzebujemy jest Jezus Chrystus i módlmy się, byśmy umieli rozpoznawać zbyteczne troski i chcieli zawsze wybierać najlepszą cząstkę.
 PUNKTY POMOCNE DO MODLITWY:
1. W PODRÓŻY
Fragment Ewangelii, który będzie przedmiotem naszej modlitwy ukazuje Jezusa w  podróży. Św. Łukasz w swojej Ewangelii ukazuje Jezusa w drodze do Jerozolimy. W czasach Jezusa rabini nie mieli na ogół zwyczaju wędrowania, lecz osiadali na stałe w jednym miejscu. Ludzie przychodzili, by słuchać ich nauki i w ten sposób tworzyła się wokół nich szkoła.
               W dzisiejszym wieku – nowoczesnej komunikacji, podróżowanie może być nawet przyjemnością. Jednak w podróżowaniu Jezusa był wielki trud. Przede wszystkim trzeba było stawać ciągle w obliczu nowych sytuacji, wchodzić w różne środowiska, co związane jest z pewną dozą niepewności. Gdy wchodzimy w nowe środowisko, w nowe otoczenie zwykle zastanawiamy się: jak nas przyjmą? Jak się odnajdę w nowej sytuacji? Co mnie tam czeka? Ponadto nie można zakorzenić się w jednym miejscu. Zaledwie zdąży się zapoznać z ludźmi, znaleźć z niektórymi wspólny język, trzeba ruszać w nieznane, podejmować nowy trud.
Zastanówmy się w tej modlitwie nad naszym podróżowaniem, naszą drogą. Czy doświadczam mojego życia na wzór życia pielgrzyma? Czy świadomość pielgrzymowania jest głęboko wpisana w moim sercu? Czy jestem świadomy konsekwencji, jak również niebezpieczeństw związanych z misją pielgrzyma? Czy moje pielgrzymowanie jest integralne i obejmuje również sfery życia duchowego? Jak wygląda moja dyspozycyjność?
               W naszym podróżowaniu ważne są miejsca, w których możemy się zatrzymać; odpocząć psychicznie i duchowo. Dla Jezusa takim miejscem była Betania. Betania była oddalona od Jerozolimy około piętnastu stadiów. Była to odległość bliska, bo wynosiła zaledwie ok. 3km, ale zarazem daleka, bo dzieliła ją od Jerozolimy Góra Oliwna. W ten sposób Betania była zabezpieczona od tłumu i wrzawy stolicy. Położona w pustynnym krajobrazie i odosobnieniu od ludzi, Betania była dla Jezusa oazą przyjaźni. Była jednym z tych rzadkich miejsc, gdzie Jezus radował się i oddychał zawsze świeżą atmosferą życzliwości, gościnności i przyjaźni. Betania była dla Jezusa również jednym ze źródeł duchowych, do których Jezus przychodził, by zaczerpnąć siły i odwagi do życia. Św. Jan przekazał tajemnicę Betanii w jednym zdaniu: Jezus miłował Martę i jej siostrę i Łazarza (J11, 5). Tych troje ludzi związanych było z Jezusem silną więzią przyjaźni i miłości.
               Św. Łukasz podkreśla jednak, że do swego domu zaprosiła Jezusa kobieta – Marta. Jezus przyjmuje zaproszenie Marty. Mamy tutaj pewną dozę śmiałości (oczywiście, w stosunku do tamtych czasów), a także wolności i pokoju w sercu Jezusa. W stylu życia Jezusa, w stylu apostołowania Jezusa najważniejszy jest bliski, osobisty kontakt z drugim człowiekiem. Jezus tym samym staje się bliższy tradycji proroków niż tradycji szkolnej rabinów.
                Z tekstu wynika, że Marta odpowiada za funkcjonowanie domu. Do jej obowiązków należy również troska o gości. Gościnność wśród patriarchalnego ludu Żydów należała do istotnych cech życia społecznego. Gościowi należało się zawsze pierwsze miejsce. Stąd zrozumiały jest wysiłek i troska Marty, aby jak najlepiej uczcić Jezusa i Jego uczniów.
               Kontemplujmy w tej modlitwie trud Marty i gościnność betańskiego domu. Pytajmy również o naszą gościnność. Czy mój dom jest otwarty dla Jezusa i dla moich braci? Czy Jezus i nasi bliźni czują się dobrze w moim domu, w mojej obecności?  Czy mogę nazwać siebie przyjacielem Jezusa?
2. MARTA
Zwróćmy dalej naszą uwagę na dwie siostry. Zastanawiajmy się, która jest bliższa naszemu sposobowi życia, naszym ideałom i pragnieniom: Marta czy Maria?
               Marta uwijała się koło rozmaitych posług. Marta troszczy się, by zaspokoić potrzeby cielesne Jezusa. Nic nie jest dla niej za dużo; daje z siebie wszystko. Służenie jest potrzebą jej serca (por. J 12, 2).
               Spełniając rozmaite posługi Marta ulega jednak niebezpieczeństwu aktywizmu.  Do jej, zapewne szczerej miłości do Jezusa, wkradło się w sposób subtelny i niezauważalny przez nią, szukanie siebie. Obserwując jej trud, wysiłek, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że Marta hołduje ideałowi prężności, sprawności, sukcesu: wszystko musi się udać, wszystko musi być zrobione na miarę wymagań.
               Ideał ten prowadzi Martę do niezrozumienia Jezusa i siostry. Marta nie rozumie Jezusa. W jej przekonaniu wszystko toczy się tak, jakby najważniejszym sposobem uhonorowania Gościa był dobry posiłek.
               Jezus przyszedł, by wnieść w dom przyjaciół pokój. Tymczasem Jego obecność wywołuje u Marty napięcie, podenerwowanie i lęk. Taki lęk jest zakorzeniony w naszej skłonności do robienia sobie problemów z rzeczy nieistotnych.
               Marta traci głowę z powodu drobnostek, bo nie rozpoznała właściwie celu wizyty Jezusa. Przypisuje Jezusowi życzenia, które są odbiciem jej ambicji i pragnień. To z kolei prowadzi ją do niestosownej reakcji. Zamiast poprosić Marię o pomoc, Marta zaczyna narzekać i robić wyrzuty Jezusowi: Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu?
               Marta najpierw postawiła siebie w centrum sytuacji, a później wyrzuca Jezusowi, że nie dostrzegł jej dobroci i poświęcenia. Ale nie kończy na tym. Poucza Go, co powinien w związku z tym uczynić: Powiedz jej, żeby mi pomogła. W Kanie Galilejskiej Maryja zwraca Jezusowi pokornie uwagę, że brakło wina i prosi o interwencję, ale nie decyduje, co Jezus powinien uczynić. Marta upomina Jezusa.
               Marta, choć troszczy się o Jezusa, w rzeczywistości troszczy się również o siebie, o swój własny idealny obraz. Nie rozumie też Marii. Zabiegana, zapracowana, zajęta wielością, nie może zrozumieć bierności siostry, nie akceptuje postawy siostry, która wsłuchuje się w jedno. Być może zarzuca jej lenistwo, obojętność, brak serca.
               Zadajmy sobie pytanie, czy postawa Marty nie toruje sobie drogi w naszym życiu. Czy moim ideałem nie jest sukces, pragnienie idealnego obrazu siebie, perfekcjonizm? Czy nie projektuję, nie przenoszę na innych moich potrzeb, pragnień? Czy zwracam uwagę na oczekiwania drugiego człowieka, a zwłaszcza na to, co ma mi do powiedzenia? Czy nie próbuję uszczęśliwiać innych na siłę, według moich wizji i koncepcji szczęścia? Czy w  trudzie, który podejmuję dla Jezusa i bliźnich, nie gubię z oczu ich samych?
 3. MARIA
Podczas gdy Marta troszczyła się o posiłek dla Jezusa, Maria siedziała u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie. Maria, logicznie rzecz biorąc powinna pomóc siostrze przy usługiwaniu. Tymczasem siedzi spokojnie u stóp Jezusa. W języku biblijnym gest ten ma znaczenie symboliczne: siedząc u nóg Jezusa Maria uznaje Go za swego Mistrza. Jezus jako Gość i Mistrz może wiele nauczyć i duchowo ubogacić.
               Maria nie narzuca Jezusowi swej woli. Maria ma czas dla Jezusa, nie spieszy się, nie robi nic, tylko słucha. Pozwala Jezusowi wypowiedzieć to wszystko, czego On pragnie. Maria zdaje się całkowicie na Jezusa, jest tak przejęta tym, co mówi Jezus, że wszystko inne przestaje dla niej istnieć. Codzienność odsuwa się od niej, jej własne ja milknie. Cała zamienia się w gotowość i przyjmowanie. W tym momencie spotkania z Jezusem oddaje Mu to, co najważniejsze: otwarte i rozumiejące serce.
               Ze sceny tej promieniuje spokój, skupienie, oderwanie od wszystkich rzeczy. Nie ma niczego poza słowem i słuchaniem słowa. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona. Słowa Jezusa świadczą, że wybór Marii jest właściwy. Wsłuchiwanie się w Jezusa jest ważniejsze od pracy dla Niego, od działania dla Niego, jest zawsze na czasie, nie jest nigdy nie w porę. Największym pragnieniem Jezusa, Jego misją na ziemi było przekazywanie słowa Ojca. Maria słuchając tego słowa znalazła się w grupie błogosławionych: Błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je (Łk 11, 28).
               W postawie Marii może jednak istnieć pewne subtelne niebezpieczeństwo. Słowa Marty skierowane do Jezusa: Powiedz jej, żeby mi pomogła, zawierają jądro słuszności. Czy Maria nie kieruje się egoizmem i nie myśli w pierwszym rzędzie o sobie? Można zajmując się sprawami duchowymi zaniedbać sprawy zewnętrzne. W naszym życiu religijnym istnieje niebezpieczeństwo uchylania się od zadań zewnętrznych pod pozorem głębszego życia duchowego. Sądzi się wtedy, że w imię rzeczy wyższych jest się zwolnionym od trudu codzienności, zwyczajności, obowiązków, albo spycha się je na innych lub zostawia Panu Bogu.
                Niejednokrotnie słyszałem w rozmowie skargi mężów na żony, które biegają na różne spotkania modlitewne, akcje charytatywne, codzienną mszę św., a przy tym zaniedbują rodziny, dzieci. Jest to forma ucieczki, która tak naprawdę nie ma nic wspólnego z głębokim życiem duchowym. W rzeczywistości zaniedbywaniu spraw zewnętrznych towarzyszy stopniowo osłabienie życia wewnętrznego.
               Nasze życie ma zwykle wymiar bardziej aktywny. I stąd musimy uczyć się słuchania. Czynna służba dla świata czerpie swoje najżywotniejsze soki z ciszy, modlitwy, kontemplacji i słuchania. Inaczej staje się egoizmem, czystym aktywizmem albo działalnością humanitarną i służy zaspokajaniu własnych, nieraz subtelnych potrzeb.
               Prośmy w tej modlitwie Jezusa o dar kontemplatywnego słuchania.     
 4. TROSZCZYSZ SIĘ I NIEPOKOISZ O WIELE
W dalszym ciągu kontemplujmy postawę Jezusa. Zadajmy sobie najpierw pytanie, jak my reagujemy w podobnej sytuacji? Jak reagujemy na agresję ze strony poirytowanej osoby? Być może reagujemy agresją, lub próbujemy usprawiedliwić i dowartościować tę osobę, albo zaczynamy na nią narzekać i mówić o naszym cierpieniu, itd.
               Jezus natomiast nie próbuje usprawiedliwiać ani racjonalizować postawy Marty, ale zwraca się do niej bezpośrednio, wprost: Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba tylko jednego.
Nie jest to krytyka codzienności, ani krzątaniny czy trudu Marty. Jezus krytykuje raczej niepokój, rozproszenie, hałas, wielość i nadmierną uwagę poświęconą rzeczom drugorzędnym, względnym. Użyte w tekście greckie słowo (merimnai) oznacza troski, które zatapiają całkowicie osobę, wtrącają ją w labirynt, sieć, z której nie jest zdolna się wydostać.
Jezus kocha Martę niemniej niż Marię. Ukazuje jej jednak, że w szacie codzienności, problemów, nieustannego zgiełku jest niewiele czasu, by zatrzymać się i posłuchać Jezusa – Pana, który obdarza pokojem, harmonią, pogodą, i może zamazać się to, co najważniejsze. Są w życiu sytuacje, w których trzeba pozostawić rzeczy dobre, po to, by zająć się lepszymi.
               Jezus używa tutaj dwóch czasowników: troszczysz się i niepokoisz o wiele. Tych samych słów używa, mówiąc o zadręczaniu się daremnymi troskami: Potem rzekł do swoich uczniów: Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o życie, co macie jeść, ani o ciało, czym macie się przyodziać. Życie bowiem więcej znaczy niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie. Przypatrzcie się krukom: nie sieją ani żną; nie mają piwnic ani spichrzów, a Bóg je żywi. O ileż ważniejsi jesteście wy niż ptaki! Któż z was przy całej swej trosce może choćby chwilę dołożyć do wieku swego życia? Jeśli więc nawet drobnej rzeczy [uczynić] nie możecie, to czemu zbytnio troszczycie się o inne? Przypatrzcie się liliom, jak rosną: nie pracują i nie przędą. A powiadam wam: Nawet Salomon w całym swym przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, o ileż bardziej was, małej wiary! I wy zatem nie pytajcie, co będziecie jedli i co będziecie pili, i nie bądźcie o to niespokojni! O to wszystko bowiem zabiegają narody świata, lecz Ojciec wasz wie, że tego potrzebujecie. Starajcie się raczej o Jego królestwo, a te rzeczy będą wam dodane (Łk 12, 22-31).
Podejmijmy w tej modlitwie słowa Jezusa: Troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba tylko jednego. Podobnie jak Marta troszczymy się i niepokoimy o wiele. Zauważmy w tej medytacji to wszystko, co jest przedmiotem naszej troski, naszego codziennego trudu i zabiegania (ludzie, telefony, terminarze zapełnione spotkaniami, itd.). Zauważmy też cały wewnętrzny nieład, niepokój, dysharmonię, jaka się z tym wiąże.
I wsłuchajmy się w słowa Jezusa: po co to wszystko? Co tak naprawdę jest ważne? Czego inni tak naprawdę ode mnie oczekują? Czy mam odwagę, by powiedzieć tak autentycznym potrzebom innych i nie ich pozornym oczekiwaniom? Czy zamiast narzekać na innych, potrafię powiedzieć im prawdę? Jakiej cząstki mi jeszcze brakuje? Czy naprawdę pragnę wyzwolenia z moich lęków, niepokojów i trosk?
 ROZMOWA KOŃCOWA:
Na koniec medytacji usiądźmy, jak Maria u stóp Jezusa w geście adoracji. Rozmawiajmy z Nim jak z Przyjacielem. Prośmy, by był zawsze centrum naszego słuchania i działania. 

Opracował: Stanisław Biel SJ