czwartek, 24 września 2015

27 WRZEŚNIA 2015 XXVI niedziela zwykła


(Mk 9,38-43.45.47-48)
Wtedy Jan powiedział do Jezusa: Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy, i zabranialiśmy mu, bo nie chodził z nami. Lecz Jezus odrzekł: Nie zabraniajcie mu, bo nikt, kto czyni cuda w imię moje, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Mnie. Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami. Kto wam poda kubek wody do picia, dlatego że należycie do Chrystusa, zaprawdę, powiadam wam, nie utraci swojej nagrody. Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze. Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony. I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie, chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła. Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, gdzie robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie.


PUNKTY POMOCNE DO MODLITWY:

    Zabranialiśmy mu, bo nie chodził z nami.

Apostoł Jan powiedział kiedyś do Jezusa, że on i inni Jego uczniowie widzieli kogoś obcego, kto nie chodził razem z nimi jako Jego uczeń, jak w Jego imię wyrzucał złe duchy. Dla Jana było oczywistym, by temu człowiekowi tego zabronić, skoro do ich wspólnoty nie należał. Jan sądził, że była to słuszna decyzja, dlatego pochwalił się nią przed swoim Mistrzem, licząc być może na Jego uznanie czy pochwałę. Odpowiedź Jezusa zapewne zaskoczyła Jana. Usłyszał bowiem, że jego decyzja była niesłuszna. Jezus stwierdza, że nie powinni tego zabraniać. A rację podaje Jezus taką, że nikt, kto czyni cuda w Jego imię, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Nim. Stwierdza ufnie, że kto nie jest przeciwko nim, ten jest z nimi.
 Czy my nie mamy czasem tendencji do złego postrzegania czynienia dobra przez innych ludzi tylko dlatego, że nie należą do naszej wspólnoty? Czy nie budzi  w nas niechęci lub podejrzliwości dostrzeganie, że inni chrześcijanie, nie należący do Kościoła katolickiego, w imię Jezusa czynią wielkie rzeczy, aż po uzdrawianie czy wyrzucanie złych duchów?

   Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją.

Dalej Pan Jezus mówi bardzo mocne słowa, których nie można brać dosłownie, ale skoro używa tak drastycznych sformułowań, to znaczy, że trzeba naprawdę wziąć je na serio. Wpierw mówi, że gdyby ktoś stał się powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze. A potem dodaje, że jeśli ręka lub noga jest dla kogoś powodem grzechu, to trzeba ją odciąć, bo lepiej ułomnym wejść do Jego Królestwa, niż pełnosprawnym fizycznie zatracić swoje życie wieczne.

Nie nastawiajmy się na amputacje naszych kończyn, ale zastanówmy się nad ich wykorzystywaniem. Czy nasze postawy nie są gorszące wobec maluczkich tego świata? Czy nasze ręce wykorzystujemy wyłącznie twórczo, do czynienia dobra? Czy nasze nogi niosą nas tylko tam, gdzie możemy wzrastać i być pomocni innym ludziom? Z jakich dróg nasze nogi muszą zawrócić? Jakich rzeczy nasze ręce muszą poniechać?

   Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je

I na koniec stwierdza Jezus, że gdyby oko było dla kogoś powodem grzechu, to trzeba je wyłupić. Lepiej jest bowiem jednookim wejść do królestwa Bożego, niż być wrzuconym do piekła z dwoma sprawnymi oczyma. W kazaniu na Górze precyzuje Jezus tę kwestię: „Światłem ciała jest oko. Jeśli więc twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie w świetle. Lecz jeśli twoje oko jest chore, całe twoje ciało będzie w ciemności” [Mt 6,22-23]. Mówi także, że „każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa” [Mt 5,28].

Dziś oko może grzeszyć na nowe sposoby, bo rozwój techniki to umożliwia. Mamy do dyspozycji wiele środków wizualnych i mogą one służyć zarówno dobru, jak i prowadzić patrzenie do grzechu. Nie musimy wyłupywać zaraz naszych oczu, ale zastanówmy się, na co i po co patrzą nasze oczy? Czy nasze oczy są czyste? Jak patrzymy na innych ludzi, na kobiety i mężczyzn? Czy nasz wzrok nie zawiera pożądliwości zamiast miłości i szacunku?

ROZMOWA KOŃCOWA: Prośmy Jezusa, byśmy otworzyli się na Jego nauczanie i podjęli radykalne kroki w naszym życiu, by nie używać swego wzroku do wchodzenia w ciemności grzechu i by nasze ręce czyniły tylko dobro, a nogi nigdy nie chodziły po błędnych ścieżkach. Prośmy również, byśmy byli otwarci na dobro, jakie czynią inni, nie należący do naszych wspólnot czy też naszego Kościoła. Otwierajmy się na obecny w świecie chrześcijańskim dar wyrzucania złych duchów i uzdrawiania chorych.



opracował O. Tadeusz Hajduk SJ  

czwartek, 17 września 2015

20 WRZEŚNIA 2015 XXV niedziela zwykła


(Mk 9,30-37)
Jezus i Jego uczniowie podróżowali przez Galileę, On jednak nie chciał, żeby kto wiedział o tym. Pouczał bowiem swoich uczniów i mówił im: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity po trzech dniach zmartwychwstanie. Oni jednak nie rozumieli tych słów, a bali się Go pytać. Tak przyszli do Kafarnaum. Gdy był w domu, zapytał ich: O czym to rozprawialiście w drodze? Lecz oni milczeli, w drodze bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy. On usiadł, przywołał Dwunastu i rzekł do nich: Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich! Potem wziął dziecko, postawił je przed nimi i objąwszy je ramionami, rzekł do nich: Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje Mnie, lecz Tego, który Mnie posłał.


OBRAZ DO MODLITWY: zobaczmy, jak Jezus kolejny raz naucza swoich najbliższych uczniów trudnej prawdy o czekającej Go męce oraz o pokorze dziecka, koniecznej w życiu Jego ucznia.

PROŚBA O OWOC MODLITWY: stańmy w postawie otwartości serca przed Jezusem prosząc Go, byśmy byli w stanie pojąć Jego przekaz dotyczący cierpienia oraz potrzeby stawania się pokornym w naszym życiu.

PUNKTY POMOCNE DO MODLITWY:

   Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi.

Ta druga zapowiedź męki następuje już po przemienieniu Jezusa na górze Tabor, w którym brali udział trzej apostołowie, oraz po cudownym uzdrowieniu epileptyka, a więc po wydarzeniach, w których uczniowie doświadczali Jezusa jako Boga mocnego. Jezus tutaj chowa się przed tłumami ludzi, bo poucza swoich najbliższych uczniów. Jest z nimi w bardzo bliskim, osobistym kontakcie. Już Go tłumy jak gdyby nie obchodzą. Obchodzą Go uczniowie, którym daje tłumaczenie swojej męki licząc, że przynajmniej oni to zrozumieją. Ale chociaż już raz im to tłumaczył, to „oni jednak nie rozumieli tych słów i bali się Go pytać.” Człowiek zastraszony zamyka się w sobie i boi się pytać.




Czy my nie jesteśmy skupieni bardziej na Jezusie jako Bogu mocnym i stąd trudno nam dopuścić myśl o Jego cierpieniu i męce? Czy nie zamykamy się w lęku przed pełniejszym zrozumieniem trudnej tajemnicy krzyża?
     O czym to rozprawialiście w drodze?

Kiedy uczniowie z Jezusem dotarli do Kafarnaum i byli już w domu, wtedy Jezus zapytał ich o czym to rozmawiali w drodze. Oni jednak milczeli zawstydzeni, bo w drodze posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy. A więc zamiast spróbować zrozumieć przekaz Jezusa, starali się uciec od tego trudnego tematu tocząc spór o pierwszeństwo w grupie. Wtedy Jezus usiadł i przywoławszy wyłącznie Dwunastu powiedział im kolejną trudną prawdę: „Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich!”

Jakie są nasze ucieczki od trudnych tematów, które nam niesie nasza wiara? Czy nie jesteśmy ludźmi szukającymi tylko ludzkiej wielkości, porównującymi się z innymi? Jak odbieramy to nauczanie Jezusa, że potrzeba nam stawać się sługami wszystkich? Czy w takiej postawie widzimy wielkość i godność?

   Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje

Aby rozjaśnić prawdę o innej niż światowa wizji wielkości pośród Jego uczniów wziął Jezus dziecko, postawił je przed apostołami i objąwszy je ramionami, rzekł do nich: „Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje Mnie, lecz Tego, który Mnie posłał.” Jezus utożsamia się z dziećmi stwierdzając, że sposób, w jaki są one traktowane przez dorosłych, wyraża sposób traktowania przez nich Jezusa, a co za tym idzie – również Boga Ojca, który Jezusa na świat posłał.

Jeśli jesteśmy małżonkami, to czy przyjmujemy radośnie dzieci, gdy się poczęły w naszym małżeństwie? Jak traktujemy dzieci, te własne lub te cudze? Czy jak Jezus potrafimy brać w objęcia każde dziecko?

ROZMOWA KOŃCOWA: Prośmy Jezusa, byśmy otworzyli się na Jego nauczanie o Jego męce. Powierzmy Mu nasze poczucie wartości i godności, płynące bardziej ze służby innym niż ze stawiania się na pierwszych miejscach. Zawierzmy Mu nasze podejście do dzieci, naszą akceptację ich obecności w naszym życiu, nasz sposób ich traktowania.

opracował O. Tadeusz Hajduk SJ 

środa, 9 września 2015

     13 WRZEŚNIA 2015 XXIV niedziela zwykła
[Mk 8,27-35] Potem Jezus udał się ze swoimi uczniami do wiosek pod Cezareą Filipową. W drodze pytał uczniów: „Za kogo uważają Mnie ludzie?” Oni Mu odpowiedzieli: „Za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za jednego z proroków.” On ich zapytał: „A wy za kogo mnie uważacie?” Odpowiedział Mu Piotr: „Ty jesteś Mesjasz.” Wtedy surowo im przykazał, żeby nikomu o Nim nie mówili. I zaczął ich pouczać, że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie. A mówił zupełnie otwarcie te słowa. Wtedy Piotr wziął Go na bok i zaczął Go upominać. Lecz On obrócił się i patrząc na swych uczniów, zgromił Piotra słowami: „Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie.” Potem przywołał do siebie tłum razem ze swoimi uczniami i rzekł im: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je.”



OBRAZ DO MODLITWY: zobaczmy ten moment, kiedy Jezus zadaje apostołom dwa ważne pytania: wpierw o to, za kogo uważają Go inni ludzie, a zaraz po otrzymaniu odpowiedzi - kolejne pytanie, za kogo oni sami Go uważają.
 



PROŚBA O OWOC MODLITWY: prośmy o otwartość serca wobec osoby Jezusa, stawiającego także nam pytania o to, za kogo jest uważany w naszym otoczeniu i kim jest dla nas samych; prośmy także o otwartość serca wobec Jego nauczania, zwłaszcza tego, które przekracza typowo ludzką logikę.




PUNKTY POMOCNE DO MODLITWY:







   A wy za kogo mnie uważacie?

Jezus udając się ze swoimi uczniami do wiosek pod Cezareą Filipową w drodze zadaje im pytanie, za kogo uważają Go ludzie, pośród których przebywają. Poszczególni apostołowie odpowiedzieli Mu na to pytanie to, co zasłyszeli będąc pośród ludzi, czyli że są tacy, którzy widzą w Nim Jana Chrzciciela, inni zaś proroka Eliasza, a jeszcze inni po prostu jednego z proroków. Wtedy Jezus zapytał ich bardziej osobiście: kim jest On dla nich. Tym razem odpowiedział Mu wyłącznie Piotr, stwierdzając odważnie: „Ty jesteś Mesjasz.”

Co my słyszymy w naszych środowiskach o Jezusie? Za kogo ludzie Go uważają? Jest dla nich wielką postacią z zamierzchłej historii? A może legendarnym bohaterem? A kim jest Jezus dla nas? Czy wierzymy w pełni, że jest Synem Bożym, Drugą Osobą Boską?

   I zaczął ich pouczać, że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć.

Kiedy Piotr wyznał odważnie w Jezusie Mesjasza, Ten zaczął przekazywać jemu i pozostałym swoim najbliższym uczniom trudną prawdę o tym, że będzie On musiał wiele wycierpieć, będąc odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie aż do tego stopnia, że będzie przez nich doprowadzony do śmierci. Dodał jednak Jezus zapewnienie, że po trzech dniach zmartwychwstanie. Mówił uczniom zupełnie otwarcie te trudne słowa uważając, że już na tyle dojrzeli, by je móc usłyszeć i przyjąć.

Jak my odbieramy trudną prawdę o cierpieniu ludzkim Jezusa? Czy nasza wiara jest na tyle dojrzała, by przyjąć tę prawdę o odrzuceniu Jezusa przez ludzi? Czy my nie należymy tych, którzy Go odrzucali, bo nie pasował nam do naszych koncepcji?

   Piotr wziął Go na bok i zaczął Go upominać.

Okazało się jednak, że taka wizja mesjańskiej przyszłości Jezusa była nie do przyjęcia dla uczniów i Piotr wziął Jezusa na bok i zaczął Go na osobności upominać. Na taką reakcję Piotra Jezus, patrząc na swych uczniów, zgromił Piotra mocnymi słowami: „Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie.” I niezrażony niezrozumieniem przywołał do siebie tłum i zaczął uświadamiać tym ludziom oraz swoim uczniom, że kto chce pójść za Nim, musi zaprzeć się samego siebie i biorąc krzyż swój naśladować Go. A racja jest taka, że kto straci swe życie z powodu Niego i Ewangelii, ten swe życie zachowa.

Czy jesteśmy gotowi tracić życie dla Jezusa i Ewangelii? Czy nasze myślenie jest przesiąknięte duchem Ewangelii, czy też jest typowo ludzkie, oparte na naszych lękach i potrzebach? Czy nie chcielibyśmy miejscami poprawiać Jezusa i Jego nauczania, bo nam nie pasuje, bo wydaje się takie niewspółczesne?

ROZMOWA KOŃCOWA: Prośmy Jezusa, byśmy otworzyli się na Jego nauczanie we wszystkich jego aspektach, tak by nasze życie i podejmowane w nim decyzje były zgodne z Ewangelią. Oddajmy Mu wszystkie te sprawy, które po ludzku wydają nam się zbyt trudne do podjęcia, wydają się krzyżem nie do uniesienia. Wyznajmy przed Nim, kim tak naprawdę jest On dla nas.

opracował O. Tadeusz Hajduk SJ 

środa, 2 września 2015

6 WRZEŚNIA 2015  XXIII niedziela zwykła

 (Mk 7,31-37)
Jezus opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie, przemierzając posiadłości Dekapolu. Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. On wziął go na bok, osobno od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: Effatha, to znaczy: Otwórz się! Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić. /Jezus/ przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali. I pełni zdumienia mówili: Dobrze uczynił wszystko. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę.


Epizod z dzisiejszej Ewangelii przynosi obraz uzdrowienia człowieka głuchoniemego. Jego człowieczeństwo i życie jest bardzo zubożone, ale on tego nie widzi i nie potrafi prosić o pomoc. Są jednak obok niego ludzie, którzy słyszą i mówią. Jednak czują się bezradni. Przyprowadzają głuchoniemego do Jezusa. Proszą, by zechciał go dotknąć.
Każdy człowiek może odnaleźć siebie w tym obrazie. W życiu duchowym, w relacji do Boga, do ludzi zachowujemy się często jak głuchoniemi. Nie chcemy, nie potrafimy słuchać. Wprawdzie docierają do nas dźwięki, ale nie wnikają głębiej, napotykają na opór, blok wewnętrzny. Nie potrafimy też mówić. Bywa, że nie mamy nic do powiedzenia, albo to, co mówimy jest puste, bez treści. I w istocie nie mówimy nic. Nasza mowa niejednokrotnie rani zamiast leczyć. Może jest tak dlatego, że nie potrafimy wsłuchiwać się w innych.
Jezus uzdrawia głuchoniemego stopniowo. Najpierw wziął go na bok, osobno od tłumu. Są rzeczy, których nie da się przeprowadzić w tłumie, zgiełku. Trzeba się odosobnić, wyjść na pustynię, wewnętrznie wyciszyć i skupić. Trzeba stanąć twarzą w twarz z Jezusem. Następnie włożył palce w jego uszy. To szczególnie czuły i delikatny gest. Często nie chcemy słyszeć, ponieważ odbieramy rzeczywistość jako nieprzyjazną, negatywną, krytyczną. Zatykamy uszy, aby mieć święty spokój. Albo słyszymy poszczególne dźwięki, słowa, a nie potrafimy usłyszeć człowieka, który je wypowiada. Nie słyszymy międzydźwięków, nie rozumiemy, co drugi człowiek właściwie chciałby nam powiedzieć. Jezus wkładając palce do uszu chorego, chce mu powiedzieć, że w słowach mogą dotrzeć do niego miłość i zainteresowanie, czułość i akceptacja. Nawet w słowach, które brzmią obco i wrogo zawarte jest pragnienie nawiązania relacji.Śliną dotknął mu języka. Jest to gest bardzo intymny, który symbolizuje macierzyństwo. Matka śliną ociera brud z twarzy dziecka. W ten sposób daje mu miłość i poczucie bezpieczeństwa. By zacząć mówić potrzeba określonego klimatu. Atmosfera strachu, obojętności, chłodu nie sprzyja mówieniu. Niektórzy ludzie boją się mówić z lęku przed brakiem akceptacji, odrzuceniem, ośmieszeniem, kompromitacją… Mówienie (ale także milczenie) jest odkrywaniem siebie. A spojrzawszy w niebo, westchnął. Jezus patrzy w niebo. Jego wzrok biegnie ku Ojcu. On wszystko czyni w jedności z Ojcem. W westchnieniu do Ojca zawiera się modlitwa. Zapewne także miłość i współczucie. I rzekł do niego: Effatha, to znaczy: Otwórz się! Dopiero po czterech wstępnych etapach Jezus może sformułować rozkaz: Effatha, Otwórz się! Najpierw stwarza wewnętrzną więź, relację, klimat miłości i wrażliwości. I dopiero wtedy głuchoniemy może słuchać i mówić. Może otworzyć się na pełną rzeczywistość, wyjść z kręgu zamknięcia i lęków.
Kiedy czuję się bezradny? W jakich obszarach mojej osobowości i ducha jestem głuchoniemy? Co we mnie wymaga uwolnienia? W jakich sprawach muszę się otworzyć, by mógł następować duchowy rozwój?

opracował; Stanisław Biel SJ 

środa, 26 sierpnia 2015

30 SIERPNIA 2015 XXII niedziela zwykła


(Mk 7,1-8.14-15.21-23)
Zebrali się u Niego faryzeusze i kilku uczonych w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy. I zauważyli, że niektórzy z Jego uczniów brali posiłek nieczystymi, to znaczy nie obmytymi rękami. Faryzeusze bowiem, i w ogóle Żydzi, trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, jeśli sobie rąk nie obmyją, rozluźniając pięść. I /gdy wrócą/ z rynku, nie jedzą, dopóki się nie obmyją. Jest jeszcze wiele innych /zwyczajów/, które przejęli i których przestrzegają, jak obmywanie kubków, dzbanków, naczyń miedzianych. Zapytali Go więc faryzeusze i uczeni w Piśmie: Dlaczego Twoi uczniowie nie postępują według tradycji starszych, lecz jedzą nieczystymi rękami? Odpowiedział im: Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane: Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi. Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji, /dokonujecie obmywania dzbanków i kubków. I wiele innych podobnych rzeczy czynicie/. Potem przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego: Słuchajcie Mnie, wszyscy, i zrozumiejcie! Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym.




Jezus w licznych polemikach z faryzeuszami i uczonymi w Piśmie „punktuje” ich fałszywą religijność. Zobaczmy krótko, co im (a może i nam) zarzuca.
Najpierw niekonsekwencję, hipokryzję, brak równowagi między czynami a sercem, oddzielanie sfery zewnętrznej od wewnętrznej, separację serca od moralności i prawa. Faryzeusze dają Bogu różne dary, głównie materialne, czyli tak zwaną „dziesięcinę” (dziesięć procent przychodów), a pomijają istotę – sprawiedliwość, miłosierdzie, miłość. Jednak w religii nie chodzi o to, co się je, czy pokarmy „czyste”, czy „nieczyste”, ale kim się jest, jak się żyje.

Żydzi mieli specyficzną listę pokarmów zakazanych – od konia po świnię, od żab po węgorza. Egzegeci w różny sposób tłumaczą tę listę. Niektóre pokarmy były zakazane ze względów higieniczno-sanitarnych, jak np. owoce morza; inne dlatego, że miały związek z kultami pogańskimi, np. świnie poganie składali w ofierze bogini Asztarte. Jeszcze inne symbolizowały bóstwa pogańskie, np. węże i węgorze były czczone jako bóstwa płodności.

Jezus mocno podkreśla, że pokarm nie czyni człowieka nieczystym. Ważniejsze jest wnętrze. W sercu człowieka rodzi się grzech i czyni go nieczystym. O wartości duchowej człowieka nie świadczy więc to, co zjada, z kim się spotyka, jak ubiera, czego dotyka. O wartości człowieka decyduje to, kim jest, co myśli, czego pragnie, do czego dąży, jak żyje…
Dalej zarzuca Jezus faryzeuszom ostentację religijną, próżność i ambicję. Lubią pierwsze miejsca i pozdrowienia na ulicach. Pragną prestiżu i sukcesu. Spełniają wszystkie dobre uczynki, aby się podobać ludziom.

W życiu duchowym ważna jest motywacja. Można czynić wiele, ale z przyczyn egoistycznych, z lęków, by się dowartościować, być kimś w oczach innych… Takie czyny mają niewielką wartość. Można dać z kolei niewiele, „grosik” jak uboga wdowa (por. Mk 12, 41nn), ale z czystego serca. I to jest najpiękniejszy dar.
Jezus zarzuca faryzeuszom również stosowanie podwójnej miary. Wobec innych są wymagający, surowi, stosują nieznośny legalizm, natomiast wobec siebie są pobłażliwi, stosują taryfy ulgowe, ułatwienia. Są dobrymi nauczycielami, ale złymi przykładami. Jezus nie podważa ich autorytetu, nie zachęca do nieposłuszeństwa. Piętnuje jedynie nauczanie, któremu nie towarzyszy odpowiednia praktyka.
Reasumując, „faryzejskie nawrócenie” polega na doskonałości zewnętrznej, przy zaniedbaniu wnętrza. Pozostaje na płaszczyźnie religijności, a więc rytów, uczynków, modlitw… Natomiast brakuje mu duchowości, czyli miłości, płynącej z przemienionego, czystego serca. Nawrócony zewnętrznie podobny jest do człowieka, który pokrywa tynkiem szczelinę w murze, zamiast naprawić rozpadający się mur. Zajmuje się zewnętrzną kosmetyką, a nie istotą, fundamentem, głębią.

Czy nie jestem formalistą i hipokrytą? Co stanowi o mojej wartości i godności? Czy nie dzielę ludzi według sposobu ubierania się, jedzenia, posiadanych wartości materialnych, itd.? Czy moje życie nie cechuje próżność, ostentacja i niezdrowe ambicje? Komu chcę się bardziej przypodobać - Bogu czy ludziom? Czy mojemu życiu duchowemu bliższa jest religijność czy duchowość?

SJ Stanisław Biel

środa, 19 sierpnia 2015

    23 SIERPNIA 2015 XXI niedziela zwykła

    (J 6,54.60-69)
    Ucząc w synagodze w Kafarnaum Jezus powiedział: Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. A spośród Jego uczniów, którzy to usłyszeli, wielu mówiło: Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać? Jezus jednak świadom tego, że uczniowie Jego na to szemrali, rzekł do nich: To was gorszy? A gdy ujrzycie Syna Człowieczego, jak będzie wstępował tam, gdzie był przedtem? Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i są życiem. Lecz pośród was są tacy, którzy nie wierzą. Jezus bowiem na początku wiedział, którzy to są , co nie wierzą, i kto miał Go wydać. Rzekł więc: Oto dlaczego wam powiedziałem: Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli mu to nie zostało dane przez Ojca. Odtąd wielu uczniów Jego odeszło i już z Nim nie chodziło. Rzekł więc Jezus do Dwunastu: Czyż i wy chcecie odejść? Odpowiedział Mu Szymon Piotr: Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga.







OBRAZ DO MODLITWY: zobaczmy Jezusa, jak z wielką determinacją naucza otaczających Go ludzi, gotowy na odejścia tych którzy nie chcą przyjąć Jego nauczania włącznie z gotowością by odeszli Jego Apostołowie.
 PROŚBA O OWOC MODLITWY: prośmy, abyśmy wsłuchali się uważnie w nauczanie Jezusa i przyjęli całą jego głębię nawet jeśli jest ona dla nas trudna do zrozumienia.
 PUNKTY POMOCNE DO MODLITWY:
    Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?   
             Nauczenie Jezusa o spożywaniu Jego Ciała i piciu Jego Krwi, by mieć przez to w sobie życie wieczne, i być wskrzeszonym w dniu ostatecznym, wywołuje w końcu także pośród grona Jego uczniów zniechęcenie i wielu z nich stwierdza, że trudna jest ta Jego mowa i nie sposób jej słuchać. Jezus jest świadomy tego, że nawet  uczniowie szemrali na takie Jego nauczanie. Jest jednak zdumiony, że ich to gorszy i zapowiada jeszcze trudniejsze doświadczenie kiedy ujrzą Go jak będzie wstępował do nieba, z którego wcześniej zstąpił na ziemię.
             Czy jest jakieś oficjalne nauczanie współczesnego Kościoła, które jest nam trudno przyjąć? Skąd taka trudność się w nas rodzi? Co nas zniechęca do podejmowania trudnych dla nas tematów w osobistej refleksji duchowej?

   Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i są życiem      

            Przekonuje Jezus dalej że to Duch daje życie, natomiast samo ciało na nic się nie przyda jeśli w nim tego Ducha nie będzie. To właśnie słowa Jezusa dotyczące Jego Ciała do spożywania są dla przyjmujących je duchem i życiem. Tak jak Bóg tchnął w Adama Ducha by dać mu życie zaraz po stworzeniu go z prochu ziemi, tak potrzeba i dziś tego samego Ducha by tak naprawdę żyć. Bez tego trudno mówić o pełni życia. Można by powiedzieć że jest istnienie ale brak życia. Jest jednak Jezus w pełni świadomy, że pośród słuchaczy są tacy, którzy nie wierzą w to co im przekazuje.

            Czy jest nas ożywczy Duch Boży? Czy możemy o sobie powiedzieć że naprawdę żyjemy a nie tylko istniejmy na tym świecie? Czy nasze życie nie stało się bez-duszne, pozbawione pierwiastka duchowego?

   Czyż i wy chcecie odejść? ... Panie, do kogóż pójdziemy?

Skoro na te Jego słowa wielu uczniów Jego odeszło od Niego i już z Nim nie chodziło to Jezus pyta odważnie także Dwunastu Apostołów, czy i oni chcą od Niego odejść. Jest Jezus na taką ich decyzje gotowy i nie zamierza dla zatrzymania ich przy sobie zmienić swego nauczania. Odpowiedział Mu w imieniu całej grupy Szymon Piotr: Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga. Mimo że i dla nich ta mowa jest trudna to jednak zostają bo widzą w niej życie a w Jezusie odkryli wysłannika Boga.

Czy my też chcemy odejść, z może już odeszliśmy od Jezusa, bo Jego nauka jest zbyt wymagająca? A może jednak jest w nas postawa Piotra który wierze w bóstwo Jezusa i nie widzi innej możliwości jak tylko iść za Nim? Czy już uwierzyliśmy i poznali kim jest Jezus z Nazaretu, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek?

ROZMOWA KOŃCOWA: Prośmy Jezusa, byśmy byli ludźmi głębokiej wiary, otwartymi na wszystkie prawdy jakich naucza On i Jego Kościół. Oddajmy Mu wszelkie nasze trudności związane ze zrozumieniem Jego nauczania prosząc by nam je wyjaśniał cierpliwie i systematycznie. Otwórzmy się na Jego Ducha dającego życie prosząc by Jezus nas Nim napełnił. I wyznajmy razem z Piotrem że nie widzimy innej drogi jak tylko droga z Jezusem.

opracował O. Tadeusz Hajduk SJ

sobota, 15 sierpnia 2015

Gdzie zasnęła Maryja?



Ewangeliści milczą na temat odejścia Maryi, natomiast szeroko rozpisują się na ten temat apokryfy i przekazy tradycji. Według apokryfów Maryi ukazał się anioł z gałązką palmową i objawił Jej zbliżającą się śmierć. Matka Boska wyraziła pragnienie, by jeszcze raz zobaczyć Apostołów. Gdy zebrali się wokół Jej łoża, "zasnęła". Po złożeniu w grobie, Chrystus zastąpił z nieba w otoczeniu aniołów, aby zabrać Jej duszę.

Najbardziej znany grecki apokryf Transitus w taki sposób opisuje wniebowzięcie Maryi: Apostołowie wnieśli Maryję do grobowca i zasiedli razem oczekując na Pana, jak im nakazał. [...] Gdy oni tak wspólnie rozmawiali o nauce i wierze i wielu innych sprawach, a siedzieli przed bramą grobowca, oto Pan Jezus przybył z niebios, a Michał i Gabriel byli z Nim, i usiadł pośród Apostołów... Wtedy dał znak Michałowi i rzekł Michał w mowie właściwej aniołom, i zstąpiły na nich chmury, na każdej chmurze tysiące aniołów i śpiewały przed Panem, i rzekł Pan do Michała, aby wziął ciało Maryi na chmurę i złożył je w raju. [...] I skoro zbliżyli się do raju, złożyli ciało Maryi pod drzewem życia. I przyniósł Michał jej świętą duszę i złożył ją w jej ciele. Natomiast Transitus Jana Teologa, utwór grecki powszechnie używany podczas liturgii Wniebowzięcia, dodaje: I oto olejek drogocennej woni wypłynął ze świętego grobowca Bogurodzicy. [...] I ujrzeliśmy miejsce rozświetlone, a od tego światła nie ma nic jaśniejszego; i w owym miejscu odczuliśmy mnóstwo słodkiej woni.

Aż trzy lokalizacje, wszystkie poparte starożytną i czcigodną tradycją, pretendują do miana autentycznego miejsca, w którym spędziła ostatnie chwile i zasnęła Najświętsza Maryja Panna: Góra Oliwna, Góra Syjon i Efez.

Kościół Zaśnięcia Matki Bożej znajduje się na samym wierzchołku chrześcijańskiego Syjonu w Jerozolimie. Według starożytnej tradycji nieznany uczeń Jezusa, który przyjął Mistrza na Wieczerzę Paschalną, udzielił gościnności młodemu Kościołowi. W jego domu żyła i zasnęła Maryja. Tradycja wczesnochrześcijańska była podtrzymywana przez krzyżowców.

Inna wczesnochrześcijańska tradycja umieszcza zaśnięcie Maryi i Jej grób na Górze Oliwnej. Podstawą tej lokalizacji jest głównie apokryf Zaśnięcie Najświętszej Maryi Panny z II-III wieku. Wersja syryjska zawiera wskazania dla uczniów: Dzisiejszego rana weźmiecie Panią Maryję i wyjdziecie poza Jerozolimę drogą prowadzącą przez dolinę na Górę Oliwną. Znajdują się tam trzy groty. Pierwsza, zewnętrzna, jest obszerna, za nią druga, w środku, a jeszcze dalej trzecia, wewnętrzna. Jest w niej od wschodu ława gliniana. Idźcie i złóżcie Błogosławioną na owej ławie. Według tradycji uczniowie tutaj pochowali Maryję. Gdy po niedługim czasie przybył, nieobecny w czasie przeniesienia ciała Apostoł Tomasz, uczniowie udali się do grobu, aby pokazać mu grób i stwierdzili, że jest pusty. Na dowód wniebowzięcia, Maryja przekazała Tomaszowi opaskę (Transitus Józefa z Arymatei).

Z kolei tradycja Janowa umieszcza ostatnie lata życia na ziemi i śmierć Maryi na Wzgórzu Słowików w Efezie (Turcja). Jan przybył do Efezu, chroniąc się przed prześladowaniem chrześcijan w Imperium Rzymskim. Zamieszkali wraz z Maryją na Wzgórzu Słowików, w dosyć trudno dostępnym cichym miejscu na wysokości 358 metrów n.p.m. Tutaj Maryja cierpiąca starsza kobieta, spędzała ostatnie dni swego życia z dala od wrzawy towarzyszącej rodzeniu się nowej religii, która ostatecznie wyniosła Ją ponad wszystkie kobiety na ziemi (D. Carroll). Jednak miejsce to, czczone od pierwszych wieków, uległo zapomnieniu. Dopiero wizje bł. Katarzyny Emmerich pozwoliły je na nowo odkryć i uczcić. W roku 1892 arcybiskup Izmiru ogłosił je "miejscem pielgrzymek", co potwierdzili późniejsi papieże; do "domu Maryi" pielgrzymował Paweł VI i Jan Paweł II. Obecnie każdego roku przybywa tu około miliona pielgrzymów.

Różnorodność tradycji wskazuje, że czas i miejsce odejścia Maryi nie są najważniejsze. Najistotniejsze jest to, że jest w niebie razem ze swoim Synem i czeka na nas, wypraszając nam potrzebne łaski. Jej Syn nie odmawia nam niczego, ponieważ Ona nigdy niczego nie odmówiła Bogu. A Ojciec zawsze wysłuchuje Chrystusa (B. Martelet). Być może ta wielość miejsc związana z wniebowzięciem Maryi jest zamierzona; może Bóg chce, aby jak najwięcej miejsc (również związanych z objawieniami) zbliżało ludzi do Niej, a przez Nią do Jezusa.

Apokryfy i lokalne tradycje, chociaż często poetyckie, emocjonalne i połączone z literacką przesadą, mają swoje uzasadnienie w Piśmie Świętym. Święty Paweł naucza, że Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy, a po Nim wszyscy, którzy do Niego należą (por. 1 Kor 15, 22 n.). W Liście do Rzymian pisze: Albowiem tych, których od wieków poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był pierworodnym między wielu braćmi. Tych zaś, których przeznaczył, tych też powołał, a których powołał - tych też usprawiedliwił, a których usprawiedliwił - tych też obdarzył chwałą (Rz 8, 29 n.). Do wybranych, powołanych i obdarzonych chwałą w pierwszym rzędzie należy Maryja. "Predestynowana, powołana, uświęcona" jak nikt inny, złączona z Jego cierpieniem, jak nikt inny, Maryja jest teraz również "wyniesiona do chwały" wraz z Nim, jak nikt inny: jak żaden inny człowiek (por. 1 P 4, 13; 2 Tm 2, 3.11). A poprzez Nią, jestem pewien, że moja chwała już we mnie mieszka, lecz w ukryciu (D. Ange).

Ojcowie Kościoła podkreślają, że wniebowzięcie Maryi i uwielbienie Jej ciała wynika nie tylko z nadprzyrodzonego macierzyństwa (jest Matką Boga), ale również ze świętości Jej dziewiczej natury. Ciało święte, czyste, niezniszczalne nie mogło ulec procesowi rozkładu: Ta, która porodziwszy Syna, zachowała swoje dziewictwo nienaruszone, musiała także zachować swoje ciało po śmierci bez najmniejszego śladu rozkładu. Ta, która nosiła w swoim łonie Stwórcę wszechrzeczy, musi żyć z Nim na zawsze w tabernakulum wieczystym (św. Jan Damasceński).

Duchowe i fizyczne piękno Maryi w niebie zostało "spotęgowane i dopełnione". W niebie wszyscy wybrańcy nic nie tracą z zalet swego serca i umysłu, przeciwnie: przeobrażenie ich życia ziemskiego w wieczne sprawia, że bogactwa ich serca nieskończenie się pomnażają. Maryja zachowuje w niebie wszystkie zalety, które posiadała tu na ziemi i zawsze ma na uwadze nasze dobro. Jest nadal bez reszty służebnicą, nieustannie pochłoniętą Chrystusem i Jego Ciałem Mistycznym, którym jest Kościół. Im jest bliżej Boga, tym jest bliżej nas (B. Martelet).

Ciało Maryi zostało wskrzeszone, uniesione do nieba i uwielbione, podobnie jak ciało Jezusa. Dlatego może Ona również powtórzyć za Synem: Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam (łk 24, 39). Maryja uczy nas odkrywać i cenić nie tylko wartość i piękno ducha, ale również ciała. Nasze ciała, podobnie jak ciało Maryi, są przeznaczone do chwały.

Współczesne tendencje w świecie dążą nieświadomie do separacji, oddzielania duszy od ciała. W konsekwencji ciało traktowane bywa jako "gadżet", środek, dodatek do własnego "ja". Służy wówczas jako dystrybutor cielesnych rozkoszy, albo proste narzędzie pracy, które w każdej chwili da się wykorzystać (D. Ange). W utylitarno-zmysłowym podejściu do ciała, zapomina się, że stanowi ono integralną część osoby i należy je akceptować, szanować, kochać, troszczyć się o nie. Ciało zostało stworzone przez Boga jako piękne; jest miejscem "zamieszkania" Ducha Świętego i poprzez nie mamy oddawać cześć Stwórcy: Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie? Za /wielką/ bowiem cenę zostaliście nabyci. Chwalcie więc Boga w waszym ciele! (1 Kor 9, 19 n.).

Ostatecznie nasze ciała przeznaczone są do "wiecznej młodości". Iluzją jest próba osiągnięcia jej na ziemi. Dąży do tego współczesna reklama, medycyna, kosmetyki czy technika. We wszelkich odmianach i możliwościach promuje się młodość. Osoby starsze ukazywane są najwyżej przy okazji... reklamy leków gwarantujących długie życie! Wielu młodych, którzy nie są w stanie odpowiedzieć na najnowsze trendy w zakresie urody i mody, ulega depresji i wpada w kompleksy. Tymczasem młodość w wymiarze ziemskim jest ograniczona i przemijalna. Dopiero w niebie, w Bogu, który jest niezmienny i "wiecznie młody" osiągniemy odblask piękna i dojrzałości wiecznej Bożej młodości. Pisze Daniel Ange: Niezależnie od tego, jaki osiągnąłeś wiek, twoje dzieciństwo, twój okres dojrzewania, twoja młodość nie pozostały "za tobą", lecz wciąż jeszcze są "przed tobą". Zmierzasz w kierunku swoich wiecznych 17-18 lat.

Wniebowzięcie Maryi jest przypomnieniem, że nasza ojczyzna jest w niebie (Flp 3, 20). Niebo otwiera się jednak nad nami już na ziemi, gdy jesteśmy z Jezusem, gdy trwamy na modlitwie, uczestniczymy w życiu sakramentalnym, a szczególnie w Eucharystii. Przypomina nam o tym dość trywialne stwierdzenie: Eucharystia jest przedsmakiem nieba. Oczywiście, są chwile, gdy modlitwa, Eucharystia staje się nużąca, męcząca. Ale od czasu do czasu zapewne doświadczamy też atmosfery bliskości Jezusa, wspólnoty, miłości, otwarcia nieba. Czujemy wtedy, że wszystko inne jest względne, drugorzędne. Nie jest to forma ucieczki od codzienności w kwietyzm, ale świadomość, że nużąca codzienność i powtarzające się problemy przeżywane z Jezusem i Maryją nie przygniatają nas ani nie obciążają. Czujemy wtedy wolność i duchową radość oraz pragnienie dzielenia się nimi. Doświadczenie nieba posyła nas tam, gdzie jest piekło, gdzie panują pustka i bezsens.


Stanisław Biel SJ