poniedziałek, 10 października 2016

16 PAŹDZIERNIKA 2016 Niedziela  XXIX niedziela zwykła

 (Łk 18,1-8) Jezus odpowiedział swoim uczniom przypowieść o tym, że zawsze powinni modlić się i nie ustawać: W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: Obroń mnie przed moim przeciwnikiem. Przez pewien czas nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę, to jednak, ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie. I Pan dodał: Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi. A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?



PUNKTY POMOCNE DO MODLITWY:
 1. DWUBIEGUNOWOŚĆ ŻYCIA 
W przypowieści o ubogiej wdowie Jezus kreśli dwie przeciwstawne postacie. Pierwszą jest niesprawiedliwy sędzia. Sędzia jest praktycznym ateistą, nie liczy się z Bogiem ani przykazaniami. W konsekwencji nie liczy się z ludźmi.
Zgodnie ze starożytnym prawem sędziowie mieli okazywać bojaźń Bożą i bronić uciśnionych. Istniały przewidziane prawem surowe kary dla niesprawiedliwych sędziów. Prorocy niejednokrotnie napominali niesprawiedliwe traktowanie najuboższych. Prorok Izajasz wolał: Biada prawodawcom ustaw bezbożnych i tym, co ustanowili przepisy krzywdzące, aby słabych odepchnąć od sprawiedliwości i wyzuć z prawa biednych mego ludu; by wdowy uczynić swoim łupem i by móc ograbiać sieroty! (Iz 10, 1n). Ostatecznie sam Bóg jest obrońcą ubogich i potrzebujących: Pan miłuje sprawiedliwych, Pan strzeże przychodniów, ochrania sierotę i wdowę (Ps 146, 8n).  
Sędzia z przypowieści Jezusa nie jest bezstronny. Prawdopodobnie jest przekupiony (por. Iz 1, 23). Egzegeci podkreślają, że przypuszczalnie grozi wdowie konfiskatą ziemi (por. 2 Krl 4, 1).
Jego bezbożność znajduje odbicie w życiu moralnym. Jest twardy, nieczuły, niewrażliwy, antypatyczny, odpychający (A. Pronzato). Człowiek, jakiego nie chcielibyśmy spotkać na swej drodze. Sędzia jest zamknięty w skorupie własnego egoizmu. Jest zimny, cyniczny i nieczuły wobec cierpienia, bólu i łez. Nie interesuje go sprawiedliwość ani cierpienie człowieka niesłusznie skrzywdzonego.
Charakterystyka sędziego wskazuje, że  (w sensie alegorycznym) nie jest nim Bóg. Sędzia może natomiast odzwierciedlać naszą ciemną stronę. W każdym z nas jest dwubiegunowość. Na jednym biegunie naszej osobowości jest dobro, piękno, miłość, duchowa tęsknota za Bogiem. Z drugiej jednak strony drzemie w nas potencjalny niesprawiedliwy sędzia. Mamy swoje wady, czułe punkty, zagrożenia; dręczą nas lęki, skłonność do depresji, niezdolność nawiązywania relacji; cechuje nas również bezbożność, grzeszność, słabość, skłonność do pójścia za najniższymi instynktami.
Zapewne trudno nam jest identyfikować się wprost z niesprawiedliwym sędzią, ale musimy się zgodzić, że nie jesteśmy wolni od skłonności do egoizmu lub nawet egocentryzmu.
Jak reaguję wobec aktów niesprawiedliwości? Czy w moim postępowaniu kieruję się fundamentalnymi zasadami etycznymi i liczę się z potrzebami prawami innych? Czy słowo empatia jest mi bliskie? Czy nie jestem głuchy wobec krzyku potrzebujących? Jakich cech nie toleruję u innych? Czy akceptuję dwubiegunowość życia i mojej osobowości?
2. NATRĘTNA ŁASKA
Drugą postacią z przypowieści jest uboga wdowa. W czasach Jezusa wdowa była skrajnym przykładem osoby uciśnionej. Często nie posiadała środków do zaspokojenia elementarnych potrzeb życiowych.
Uboga wdowa jest ofiarą podwójnego bezprawia: aroganckiej siły przeciwnika, który jest bogaty i może opłacić i przekupić sądy oraz niewzruszonej obojętności sędziego. Wobec tego stosuje pewną taktykę, która pomoże jej odnieść zwycięstwo. Kobieta jest uboga, nie może sobie pozwolić na układy, znajomości, łapówki; nie ma nic do stracenia, może więc z całą determinacją walczyć. Siłą ubogiej wdowy jest słabość, która ostatecznie zwycięża z siłą niesprawiedliwego sędziego. A drugą bronią tej kobiety jest upór, cierpliwość. Kobieta odkryła słaby punkt sędziego – egoizm, snobizm. I wykorzystuje go, nieustannie nachodząc sędziego, naprzykrzając się mu. Zachowuje się jak agresor. Jej upór i cierpliwość wystarcza, by została wysłuchana. Arogancki sędzia wysłuchuje ją, aby go więcej nie zadręczała. W oryginale greckim jest powiedziane: nie przyprawiała mnie o sińce pod oczyma.  
Ubogą wdowę można zidentyfikować symbolicznie z łaską Bożą. Jeśli odnajdujemy siebie w niesprawiedliwym sędzi, doświadczamy, że Bóg jak uboga wdowa, nieustannie nas nachodzi i zadręcza, prowokując do zmiany myślenia i życia; do nawrócenia. Czyni to poprzez nasze myśli, uczucia, pragnienia, wspomnienia, reakcje, a także przez głos sumienia, ludzi i wydarzenia. Nasze zbliżenie do Boga jest ostatecznie skutkiem nachodzenia Jego nieustannej łaski, cierpliwości i uporu w miłości.   Jeżeli zidentyfikujemy się z ubogą wdową, odkryjemy że naszą siłą i strategią wobec Boga może być jedynie nasza słabość. Bóg nie kocha się w sile, mocy, pysze. Ale przeciwnie – w słabości, cichości, pokorze. Drugą strategią jest upór i cierpliwość.  Nawet jeśli wyczerpiemy wszystkie inne cierpliwości, pozostaje cierpliwość modlitwy. Tajemnica zmian ukryta jest w nieskończonej cierpliwości.
Jakie są moje słabe punkty? Jakie są moje mocne strony? Czy właściwie interpretuję i akceptuję moje zalety i wady? Jakie cechy sobie najbardziej cenię? Jakie strategie życiowe stosuję (wobec Boga, bliźnich i siebie)? Czym jest dla mnie łaska Boża i w jaki sposób objawia się jej skuteczność w moim życiu?
 3. O ILEŻ BARDZIEJ
 Omawiana przypowieść jest przykładem tradycyjnej argumentacji żydowskiej qal wachomer („o ileż bardziej”). Jeżeli niesprawiedliwy sędzia jest w stanie wymierzyć sprawiedliwość, o ileż bardziej uczyni to Bóg – sprawiedliwy i miłosierny, obrońca uciskanych?
 Przypowieść zbudowana jest na zasadzie kontrastów. Niesprawiedliwy sędzia jest przeciwieństwem sprawiedliwego Boga. Dla sędziego biedna wdowa nie stanowi żadnej wartości, dla Boga jest bardzo ważna. Sędzia nie chce słuchać skarg ani próśb wdowy, Bóg zawsze wsłuchuje się w ludzkie wołanie. Aby przełamać opór sędziego potrzeba uporu, natręctwa, cierpliwości; wobec Boga nie potrzeba wielomówstwa ani natręctwa (por. Mt 6, 7n). Bóg prędko weźmie w obronę proszących. Prędko oznacza na pewno (A. Jankowski) lub nagle, niespodziewanie, nieprzewidywalnie (A. Pronzato).
 Zastanawiające i niepokojące jest ostatnie zdanie przypowieści: Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie? Jezus w melancholijny sposób wybiega w kierunku apokalipsy, paruzji i przestrzega przed zbytnim pogrążeniem się w troskach i zagubieniem wiary. Swój ludzki niepokój opiera na doświadczeniu: Jak działo się za dni Noego, tak będzie również za dni Syna Człowieczego:  jedli i pili, żenili się i za mąż wychodziły aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki; nagle przyszedł potop i wygubił wszystkich. Podobnie jak działo się za czasów Lota: jedli i pili, kupowali i sprzedawali, sadzili i budowali,  lecz w dniu, kiedy Lot wyszedł z Sodomy, spadł z nieba deszcz ognia i siarki i wygubił wszystkich;  tak samo będzie w dniu, kiedy Syn Człowieczy się objawi.  W owym dniu kto będzie na dachu, a jego rzeczy w mieszkaniu, niech nie schodzi, by je zabrać; a kto na polu, niech również nie wraca do siebie. Przypomnijcie sobie żonę Lota. Kto będzie się starał zachować swoje życie, straci je; a kto je straci, zachowa je. Powiadam wam: Tej nocy dwóch będzie na jednym posłaniu: jeden będzie wzięty, a drugi zostawiony. Dwie będą mleć razem: jedna będzie wzięta, a druga zostawiona (Łk 17, 26-35).
 Pytanie o wiarę jest równocześnie odpowiedzią na zarzut milczenia Boga i nieskuteczności modlitw. To nie Bóg jest głuchy na nasze modlitwy. To raczej brak wiary opóźnia Boże działanie: Nie zwleka Pan z wypełnieniem obietnicy – bo niektórzy są przekonani, że Pan zwleka – ale On jest cierpliwy w stosunku do was. Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich doprowadzić do nawrócenia (2 P 3, 9).
Czy nie oskarżam Boga o milczenie, brak zainteresowania mną i moimi problemami? Czy moja wiara nie wyczerpuje się zbyt szybko? Czy zmęczenie w wierze i na modlitwie nie pojawia się wcześniej niż odpowiedź Boga? Co powiedziałbym, gdyby wdowa nie pojawiła się u sędziego w tym dniu, w którym on postanowił wysłuchać jej prośby? Czy lęki, problemy i troski codziennego dnia nie zagłuszają myśli o spotkaniu z Panem w dniu ostatecznym?

ROZMOWA KOŃCOWA:
Rozmawiajmy z Bogiem Ojcem. Dziękujmy Mu za to, że wysłuchuje nasze prośby, choć nie zawsze w tym czasie i w taki sposób, w jaki oczekujemy. Prośmy o cierpliwość i ufność.

Stanisław Biel SJ

niedziela, 2 października 2016

 O stopniach pokory i pychy

Proces schodzenia po stopniach pychy opisał szczegółowo w XII w. św. Ber­nard z Clairvaux w traktacie "O stopniach pokory i pychy". Mówi tam o tym jak pewni ludzie "schodzą" po stopniach pychy osiągając wreszcie stan "śmierci duszy". Człowiek "umarły na duszy" - "żywy trup" zaczyna się "rozkładać" tracąc powoli, ale nieubłagalnie to, co można nazwać resztką jego człowie­czeństwa, stając się coraz bardziej "trupem" i to tak dalece, stwierdza wielki Doktor Kościoła, że aż, w pewnym momencie "już cuchnie".
Ten stan jest czymś najgorszym, co może nas spotkać, szczytem nieprawości i niegodziwości, a zarazem nieodwracalną, całkowitą degeneracją duchową i moralną człowieka. W jaki sposób dochodzi do tej degeneracji? Św. Bernard wyróżnia dwanaście etapów tego procesu.

l. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła
Każdy z nas, mówi św. Bernard, musi, przede wszystkim, poznać samego siebie i "dojrzeć własną nędzę". Musimy przecież wiedzieć kim jesteśmy, co się w nas i co się z nami dzieje, dokąd zmierzamy, gdzie chcemy zmierzać, dokąd po­winniśmy zmierzać.
Musimy wiedzieć. co powoduje, że jesteśmy wolni, a co nas zniewala. co nam służy, a co nas niszczy, kiedy wzrastamy a kiedy się degenerujemy. Musimy znać swoje braki. wady. słabości i błędy. Potrzebne jest to nam do odnalezienia włas­nego miejsca w życiu, do znalezienia się w każdej sytuacji, do uniknięcia nieszczęścia. Przykrości, kompromitacji. Potrzebne jest to nam również po to, byśmy mogli pracować nad sobą. doskonalić się, posuwać się do przodu, a nie do tyłu, w górę, a nie w dół. Musimy być w ciągłym kontakcie z prawdą o nas samych, by móc sprawować nad sobą kontrolę i nad wszystkim tym co robimy.
Człowiek jest istotą niedoskonałą. Jego możliwości są bardzo ograniczone. Jest też ograniczony czasem i przestrze­nią. Jego "pojemność" jest zatem niewielka. Musi więc bardzo roztropnie gospodarować swoim "potencjałem". Jeśli uczyni jedną "inwestycję" nie uczyni innej. Musi zatem wybierać jedno kosztem drugiego. Wybór taki jest często bardzo ograniczony. Niekiedy wcale go nie ma. Tylko bowiem szaleniec odrzuca to, co mu służy na rzecz tego, co go niszczy.
W pierwszym rzędzie nie może nam, co chyba jest oczywiste. zabraknąć „potencjału" dla poznania samego siebie, zoba­czenia i pełnego uświadomienia sobie własnej „nędzy". dla sprawowania nieustannej kontroli nad sobą. Tym, co nie tylko utrudnia ale także, w konsekwencji, faktycznie uniemożliwia spełnienie tej podstawowej dla nas czynności jest, stwierdza św. Bernard, ciekawość. Jest ona, sama w sobie, czymś absur­dalnym. W jej efekcie przecież, angażując często wiele sił, środków i czasu, nabywamy informacje i rozumienia, które są i będą dla nas całkowicie bezużyteczne. Jest ona ponadto rodzajem obżarstwa. Obżarstwo zaś nie powoduje jedynie „niestrawności". Nie bez powodu jest jednym z grzechów głównych. Przede wszystkim jednak ciekawość odwraca naszą uwagę od samych siebie, jest, jak mówi św. Bernard, chorobą duszy będącą przyczyną zaniedbywania siebie i zajmowania się wszystkim innym.
Ponieważ dusza taka nie zna siebie - czytamy w traktacie „O stopniach pokory i pychy" - wygnana jest jakby na zewnątrz, „aby paść koźlęta" (por. Pnp 1.8). Koźlętami. oznaczającymi grzech, słusznie mógłbym nazwać oczy i uszy. bowiem jak śmierć weszła na świat przez grzech, tak do duszy przez te właśnie okna przenika. Takie to więc koźlęta wyprowadza na pastwisko w ciekawości swojej, nie troszcząc się o poznanie swojego wnętrza. Bo istotnie gdy­byś, człowiecze, badał się dokładnie byłoby dziwne, żebyś jeszcze na co innego zwracał swą uwagę! Posłuchaj ciekaw­cze, Salomona, posłuchaj głupcze, Mędrca: „Z całą pilnością strzeż serca swego" (Prz. 4. 23), w tym mianowicie celu. by wszystkie zmysły czuwały i strzegły źródła dającego życia. Dokąd to ciekawcze od siebie odchodzisz? Czyjej opiece powierzasz się na ten czas? Jak śmiesz podnieść oczy ku niebu - ty, co zgrzeszyłeś przeciwko niemu? Patrz w ziemię, abyś poznał samego siebie”.
Ciekawość zamienia naszą świadomość w wielkie śmietnis­ko. Wszystkie te śmieci zakrywają to co ważne, cenne, istotne. Rodzi się w nas chaos, w którym się gubimy. Zarazem zaczy­namy mieć poczucie pewnego nasycenia, wewnętrznego boga­ctwa. Czujemy się pełni. To, w połączeniu z brakiem samokontroli powoduje, iż zaczyna nas powoli ogarniać pycha. Nie widzimy naszych błędów, słabości, nie czujemy pustki. Jesteśmy zatem we wszystkim O.K. Nasze wady, których nie zwalczamy, powiększają się. Zaczy­nają coraz bardziej dawać znać o sobie skutki grzechu pier­worodnego. Uwalniają się niskie instynkty. Zaczynają w nas, przyjmując taką czy inną, czasami, wydawałoby się zaska­kującą postać, dominować. Budzą się w nas "demony".
To ciekawość. mówi św. Bernard. spowodowała upadek szatana, grzech Ewy. "Szatan - czytamy - odpadł od prawdy przez ciekawość, albowiem wpierw z wielkim zainteresowaniem podglądał to czego potem grzesznie pożądał i zuchwałe oczekiwał". Ewa wiedziona ciekawością uległa namowom szatana.

2. Zazdrość i poczucie wyższości
Pierwszym efektem ciekawości jest powierzchowne, płytkie, małostkowe myślenie. Św. Bernard nazywa to zjawisko lekkomyśl­nością. Polega ono na ujmowaniu wszystkiego w prymitywnych kategoriach "więcej" i "mniej". które odnoszone są do naszego, niekontrolowanego już, degenerującego się, rozdętego ,Ja".
Człowiek "lekkomyślny" odnosi siebie wciąż do innych dzieląc ich na jakoś lepszych i jakoś gorszych od siebie - tych. co mają czegoś więcej i tych. co mają czegoś mniej. Zaczynają w nim dominować dwa uczucia: zazdrość i poczucie wyższości. Zazdrości "tym lepszym". pogardza „tymi gorszymi". Całe swoje życie zaczyna poddawać zazdrości i pogardzie - ukazywaniu swojej wyższości.
Z jednej więc strony robi wszystko byle tylko dorównać "tym wyższym", goni za pieniędzmi, władzą, sławą. Z drugiej strony poświęca dużo sił i środków na to. by wciąż udowadniać „tym niższym", że on jest lepszy. manifestuje swój stan posiadania, wyolbrzymia go, daje wciąż poznać jaką to on ma władzę, jaki jest wolniejszy, silniejszy, itd.

3. "Serce głupich gdzie wesele" (Syr 7, 5).  Zabić smutek
Następnym krokiem w dół jest zawężenie horyzontu my­ślowego do obszaru. w ramach którego „ja" może się nadal rozdymać i w którym rodzi się nieustające poczucie samoza­dowolenia. Człowiek znajdujący się na tym stopniu pychy ogranicza swoją ciekawość tego wszystkiego. w czym ukazać się może jego własna miernota i wyższość innych. i kierują ją w zupełnie inną stronę: zwraca uwagę na swe domniemane cnoty i w żadnym wypadku nie uznaje zasług drugiego. Usunąwszy z pamięci wszystko. co dotychczas uznawał w sobie za godne pogardy. a więc przykre. a zebrawszy to. co według niego zasługuje na szacunek. nie myśli przy tym o niczym innym jak tylko o tym. co mu się w sobie podoba."
Największym problemem dla takiego człowieka jest, stwierdza św. Bernard, smutek. który rodzi się w nim gdy, pomimo wszystko, uświadomi sobie jakąś swoją słabość, jakiś brak. jakiś swój błąd. Stara się go „zabić" - po tym można go rozpoznać – „niestosowną wesołością" traktowaniem wszyst­kiego w sposób nie do końca poważny, jakoś żartobliwy, naj­częściej z cynicznym i zjadliwym humorem nie szanującym żadnych świętości. Chce nią nasycić swoje życie tak dalece, by nie było już w nim miejsca na poważną refleksję mogącą obnażyć prawdę o nim.

4. Potok próżności
Czwarty stopień pychy to stopień „wzmożonej próżności". która najczęściej. choć w różny sposób. objawia się w "wie­lomóstwie". Jest to sensu stricte chełpliwość. Sprowadza się ona do zjawiska, które młodzież nazywa "szpanem". Jest to popisywanie się własną wiedzą, erudycją, umiejętnością wysławiania się, dowcipem. "Będzie więc mówił - stwierdza św. Bernard - albo pęknie. Jest bowiem wypełniony gadaniną i ciśnie go para, która w nim jest. Łaknie i pragnie słuchaczy, przed którymi mógłby się popisać swoją próżnością, na których mógłby wylać to, co czuje, aby dowiedzieli się o jego wielkości. Przy nadarzającej się okazji, ilekroć rozmowa dotyczy nauki, on przytacza pro­blemy stare i nowe - płyną błyskotliwe sentencje, latają pom­patyczne frazesy, Odpowiada chociaż go nikt nie pyta. Sam zadaje pytania i sam udziela odpowiedzi; przerywa mówiącym. /.../ Mógłby budować. ale nie ma zamiaru. Nie myśli uczyć ciebie. albo uczyć siebie. ale mówi i mówi, by wiedziano do czego jest zdolny.

5. "Nie jestem jak inni ludzie"
"Przykro jest wynoszącemu się nad innych - mówi św. Bernard - nie czynić czegoś, co by go wyróżniało". W ten sposób rodzi się to zjawisko, które wielki Doktor Kościoła nazywa "kultem własnej odrębności".
Człowiek, który zstąpił na ten stopień pychy: "Wcale nie stara się być lepszym, chce tylko za takiego uchodzić. Nie pragnie żyć doskonale. pragnie tylko, by go za doskonałego uważano, ażeby mógł powiedzieć: "Nie jestem jak inni ludzie" (Łk 18, 11).
Cały swój wysiłek poświęca więc tworzeniu swojego "im­age" - zaczyna udawać najlepszego manifestacyjnie podejmując takie działania, które w powszechnej opinii uchodzą za oznakę wielkości. Wszystko robi na pokaz, stwarza tylko pozory zanied­bując, faktycznie, całkowicie swoje życie moralne i duchowe.

6. Zarozumiałość

Człowiek zstępujący na ten stopień pychy pozbywa się niepokoju. który mu dotąd towarzyszył. niepokoju rodzącego się w związku z pytaniem: Czy jestem doskonały? Taki człowiek jest teraz pewny, stuprocentowo pewny - jestem wspaniały pod każdym względem, wszyscy przy zdrowych zmysłach muszą to uznać.
Św. Bernard mówi, że życie takiego człowieka zdominowane jest przez niezachwianą niczym pewność siebie, pyszałkowa­tość i głód pochlebstw. Odrzuca on autorytety. wierzy tylko sobie, wszystko, co robi uznaje za szczyt doskonałości. Wciąż manifestuje tą swoją "doskonałość", opowiada o niej, popisuje się swoimi zdolnościami. Zarazem robi wszystko, by usłyszeć pochwały. Podejmuje je w taki sposób. by, przede wszystkim. innym się to podobało. Działa „pod publiczkę", zadaje się tylko z takimi ludźmi, którzy albo go podziwiają. albo przynajmniej nie szczędzą mu komplementów.

7. Niepohamowana ambicja
Normalny człowiek szuka swojego miejsca w życiu, nie za niskiego, nie za wysokiego, tego właśnie, które jest mu prze­znaczone, które odpowiada jego możliwościom, w którym nie tylko dobrze się czuje ale i potrafi sprostać wszystkim, związanym z nim wymaganiom.
Człowiek, który zstąpił na siódmy stopień pychy chce być jak najwyżej. Jego ambicja jest nieograniczona. Wszystko jej podporządkowuje. W pierwszym rzędzie poświęca się temu. co nazywa się karierą zawodową. Bez pardonu, bez miłosierdzia dla innych, ale także i dla siebie, wręcz, niekiedy nawet wprost, po trupach pnie się w górę. Także w innych sferach nie zapomina nigdy o swoich aspiracjach. Zawsze chce być najlepszy, stać jak najwyżej.
„Jakże człowiek przekonany o swej wyższości - stwierdza św. Bernard - może bardziej cenić innych niż siebie? Na zebraniach zajmuje pierwsze miejsce. w naradach pierwszy zabiera głos. Zjawia się nie proszony, wtrąca się bez przy­czyny, poprawia porządek, kwestionuje decyzje. Czego sam nie przeprowadził i nie uporządkował. nie uważa za słuszne i sprawiedliwe. Wydaje sądy o sędziach. wyroki uprzedza projektami orzeczeń. [...] Gdy mu zlecają wykonanie jakiejś drobnostki, zżyma się, protestuje, uważa bowiem, iż nie wypada zajmować się błahostkami, ponieważ jest stworzony do wielkich rzeczy".

8. „Nie zrobiłem niczego złego"
Człowiek. który- uznaje się za doskonałego. który- nie ma żadnych wątpliwości. co do swojej doskonałości. zarozumiały i chorobliwie ambitny staje się. jeśli chodzi o własną osobę. „ślepy moralnie". Nie jest w stanie, w żaden sposób dostrzec swoich słabych stron, błędów, grzeszków nawet wtedy, gdy jawią się one jak na dłoni. gdy są bezdyskusyjne, oczywiste, gdy aż „kolą w oczy".
Gdy ktoś więc coś mu wytknie, przedstawi świadków, udowodni niezbicie nie przyjmie tego do wiadomości bądź do upadłego będzie się bronił starając się udowodnić, że fakty­cznie nie ma tu żadnej jego winy.
Taki człowiek. stwierdza św. Bernard. gdy wspomni się o ja­kimś jego przewinieniu, zawsze zaczyna swą obronę od zdania: „Nie zrobiłem tego". Gdy się go trochę "przyciśnie do muru" mówi: .,Zrobiłem. Rzeczywiście, ale dobrze". Gdy mu się udowodni grzech w taki sposób się usprawiedliwia, że wynika z tego co mówi, iż on za to nie odpowiada. Stwierdza np.: "Chciałem dobrze, a że stało się tak jak się stało to już nie moja wina". Oskarżony reaguje zawsze agresywnie, „złości się", wreszcie stara się udowodnić, przede wszystkim sobie, ale także innym, że powodem oskarżenia jest uprzedzenie, zazdrość, że jest ono zakamuflowanym prześladowaniem itp., itd.
Ten stan, czytamy w traktacie "O stopniach pokory i pychy" jest charakterystyczny dla ósmego stopnia pychy. W tym momencie zstępujący po stopniach pychy "wkracza w przed­sionek piekła", staje się podobny szatanowi, już zaczyna trak­tować siebie jak Boga - istotę, w wypadku której słabości, błędy, pomyłki, grzechy są nie do pomyślenia.
Człowiek, który osiągnął ósmy stopień pychy "dusi się" moralnie, "usycha" duchowo, zaczyna "konać", by wreszcie "umrzeć" na duszy. Na tym stopniu pychy staje się więc, stwierdza św. Bernard, żywym trupem. Od tego momentu zaczyna się już "rozkładać".

9. Kłamstwo i przewrotność
W świadomości człowieka zstępującego po stopniach py­chy zachodził dotąd proces utraty kontaktu z prawdą o sobie i, w znacznej mierze, również prawdą o innych ludziach oraz, w konsekwencji, całej rzeczywistości. W ramach tego procesu zanika zatem tak samokrytycyzm tego człowieka jak i zdolność prawidłowej oceny wszelkich zjawisk i faktów. W efekcie człowiek taki traci zdolność rozpoznania swojego realnego (faktycznego) „ja" biorąc za nie swoje „ja" idealne (wymyślone przez siebie) i dokonując, za jego pośrednictwem projekcji na całą rzeczywistość tak, że zaczyna funkcjonować w większym stopniu w krainie fikcyjnej wykreowanej przez swoje marzenia i oczekiwania niż w realnym świecie wierząc zarazem wciąż głęboko. że wszystko to jest „nagą" prawdą.
Takie postępowanie podyktowane jest jego naturalnym przywiązaniem do prawdy. Fakt. iż przywiązanie to zaczęła przewyższać pycha powodował, że człowiek taki robił wszystko, by za prawdę uznawać tylko to, co "karmiło" tę pychę. Śmierć duszy, która nastąpiła na ósmym stopniu pychy polegała, także, na całkowitym zanegowaniu swojego realnego "ja" (można powiedzieć "zabiciu" go), a co za tym idzie również pozostałej części rzeczywistości. co spowodowało. w konsek­wencji, utratę przywiązania do prawdy. Teraz zaczęła się już liczyć dla tego człowieka i rządzić nim niepodzielnie pycha. Ustało więc działanie przyczyn zmuszających go do separo­wania się od faktów. Nastąpiło otwarcie na nie i zarazem całkowite ich lekceważenie.
Ze stanu zatem wyalienowania z rzeczywistości. swego rodzaju niepoczytalności człowiek taki przeszedł nagle do stanu chłodnej, obiektywnej oceny faktów i pełnej odpowie­dzialności za swoje pomysły i czyny. Jedynym efektem tego mogły być, w takim kontekście tylko "narodziny" kłamstwa i przewrotności jako środków pielęgnacji pychy.
Św. Bernard podaje przykład zachowania zakonnika znajdującego się na tym stopniu pychy, który twierdząc dotąd, że jest bez grzechu zaczyna nagle "kłamliwie wyzna­wać grzechy".
"Tego rodzaju człowiek - czytamy w traktacie "O stopniach pokory i pychy" - nie tylko nie usprawiedliwia czynionych mu zarzutów. ale wręcz przeciwnie - winę swą powiększa do tego stopnia. że widząc jak dodaje do niej rzeczy wprost niewiary­godne i dziwne. jesteś skłonny odrzucić nawet to, coś dotąd uważał za pewne. Rozgłaszając rzeczy nie do wiary, przewrot­nie zakrywają grzech, kiedy go wyznają: słowa oskarżenia brzmią chwalebnie. lecz nieprawość wciąż kryje się w sercu ­słuchacz ma utwierdzić się w przekonaniu, że to nie tylko prawda, ile raczej pokora przez nich przemawia. według tego, co napisano: „Sprawiedliwy najpierw sam siebie oskarża" (Prz 18, 17)".
Człowiek. który znajduje się na dziewiątym stopniu pychy zaczyna świadomie przeciwstawiać ją prawdzie. Jeszcze jednak prawdy nie neguje. Chce tylko żeby mu w żaden sposób nie przeszkadzała. Pragnie żyć i funk­cjonować i być akceptowanym w "porządku prawdy". Prag­nie aby, w jej perspektywie, go doceniono". Stara się więc ją naginać tak, by "była po jego stronie" (przewrotność) lub zniekształcać aż do faktycznego (ale nie formalnego) jej zakwestionowania - "neutralizować" (kłamstwo) tak, by zawsze mu "służyła". Chce ją zatem, po prostu. pod­porządkować swojej pysze. Wysiłki te jednak satysfak­cjonują go nie w pełni i krótko. "Apetyt rośnie w miarę jedzenia". Zstępuje więc na kolejny stopień pychy. Proces „gnicia" zaczyna przebiegać coraz szybciej.

10. Bunt: uczyni życie śmiercią, a śmierć życiem.

Ten stopień pychy jest początkiem buntu woodu. Jest to w pierwszym rzędzie. i to jeszcze skrywany, bunt przeciwko ludziom, głównie przeciwko wszelkim „szefom" i autorytetom. Żywy trup nie chce już. nawet formalnie. w żaden sposób być komukolwiek podporządkowany. Nie chce nikogo słuchać ani z nikim się liczyć. Otwarcie więc kwestionuje zasadność wszystkich takich zależności. także intelektualnych. moral­nych, obyczajowych. On jest przecież „najlepszy", "najmądrzej­szy" , „największy" itd. Nie zniesie, by ktoś, choćby pośrednio, to kwestionował.
Taka postawa prowadzi go wprost do buntu również prze­ciwko prawdzie jako takiej. przeciwko całej rzeczywistości. Ludzie. którzy go do czegoś "zmuszają" odwołują się przecież do prawdy, wskazują na rzeczywistość. mówią - "musi być tak. a nie inaczej", „tak jest głupio",  ”to jest zło" itd. Żywy trup na tym etapie ”swojego rozwoju" nie próbuje jeszcze otwarcie „brać się za bary" z Bogiem, jeszcze woli Go ignorować, lub wierzy, że to jego właśnie, jako tego najlepszego, Bóg promuje. Atakuje agresywnie nie przebierając w środkach to, co nazywa "ludzką prawdą", „ludzkim rozumieniem dobra", ”ludzkim ujęciem Boga" i jest przekonany, że może, de facto, innych ludzi, całą rzeczywistość, samego Boga „owinąć sobie dookoła palca". Wierzy w swój sukces - w to, że uczyni życie śmiercią, a śmierć życiem.
Próbuje jeszcze trzymać się, chociażby formalnie, faktów, uznaje jakoś czy raczej toleruje pewne aspekty natury. Jest wodzem swojej własnej, prywatnej, totalnej „rewolucji" i ma głęboką nadzieję zwycięstwa.

11. Wystąpienie przeciwko Bogu. Żywy trup
Zwycięstwo to nie nadchodzi. Mnożą się natomiast porażki. Rzeczywistość. pomimo wszystkich manipulacji, pozostaje rzeczywistością. prawda. wbrew wszystkim wysiłkom. po­zostaje prawdą. Prawo naturalne wciąż daje o sobie znać. Bóg wciąż jest Bogiem. Panem stworzenia i Prawodawcą. a Jego obecność i działalność, Jego miłosierdzie, od których nie można uciec, przypominają o ludzkiej słabości, małości, bezradności, boleśnie godzą w podsycaną wciąż przez rosnące ciągle, jak na drożdżach" pychę, "miłość" własną.
Żywy trup nie może pogodzić się z taką sytuacją. Występuje otwarcie, wprost przeciwko Bogu. Już nie jest "nieśmiałym" uczniem szatana. Jeśli świadomie uznawał go za swojego mistrza i przewodnika odrzucającego autorytet, nawet, niekiedy, gardzi nim z powodu jego porażek. To on - żywy trup będzie nosicielem światła - Lucyferem. To on pokona Boga i zajmie Jego miejsce.
Układa sobie więc teraz plan "detronizacji" Boga. Plan taki przybrać może różne postacie. Niekiedy jest bardzo rozbudo­wany, precyzyjny. finezyjny, drobiazgowy. Jego pierwszy punkt, jedyny zresztą, który udaje się żywemu trupowi zreali­zować, jest zawsze taki sam: postępować tak jakby Boga nigdy nie było. Św. Bernard nazywa to "swobodą grzeszenia".
W tym momencie żywy trup zaczyna głosić "wolność bez granic" i realizuje ją podejmując i gloryfikując takie działania, co do których przypuszcza. że najbardziej zabolą Boga, na­jbardziej w Niego ugodzą. Grzech czyni swoim chlebem powszednim. "Nurza się" w nim i "tarza" jak świnia w błocie. Wychwala jego "smak". "Pieje" nad swoim "szczęściem". Drwi: "No i co, cóż na to Bóg, nic nie może, nie reaguje, jest bezsilny. nie ma go - umarł." Bada granice swojej niegodziwości, kroczy wciąż dalej i dalej. grzeszy coraz więcej. coraz częściej, coraz intensywniej. To zjawisko świetnie uchwycił Henryk Sien­kiewicz w "Quo vadis" gdzie Neron. w chwili szczerości. mówi: "Zabiłem nawet swoją matkę. by zobaczyć czy bogowie zareagują" .
Pozbywa się resztek niepokoju. jest coraz pewniejszy siebie. czuje się coraz silniejszy. czuje się coraz bardziej bogiem. Powoli. niedostrzegalnie. dla siebie, przekracza ostatnią gra­nicę - wchodzi w ostatni etap swojego „rozkładu".
„Niestety. podobnie jak bywa z próbującym przejść rzekę w bród - stwierdza św. Bernard - i on zwolna pogrąża się w wirze grzechów". Dodajmy: by dotrzeć za życia, jeżeli to można jeszcze nazwać życiem, do samego dna „piekła".

12. „Już cuchnie"
            To dno „piekła" św. Bernard nazywa „nałogiem grzecho­wym". „Gdy pierwsze występki - czytamy w traktacie ”O stopniach pokory i pychy” – unikną straszliwego wyroku Bożego, szuka się nowych rozkoszy; te zaś uwodzą coraz bardziej. Rozbudza się pożądanie, rozum popada w stan uśpienia, a nałóg zacieśnia pęta. Nieszczęśnik stacza się w przepaść zła i jako więzień poddany zostaje tyranii występków".
Proces „rozkładu" żywego trupa kończy się w tym momen­cie. Już nie ma w nim nic. co mogłoby jeszcze zgnić. Nad niczym już nie panuje. Jest tylko kukłą. którą wprawia w ruch. taka czy inna. teraz niejako samoistna. żądza. Jest mumią. która porusza się ruchem robactwa. które ją toczy. To dosłownie trup i to trup. Który ”już cuchnie".

13. Pycha i wolność
Wolność jest tym, co człowiek zawsze rozpoznawał jako stan, w którym powinien się znajdować - jako jeden z podsta­wowych warunków prawdziwie ludzkiej egzystencji. Wolność to chyba najbardziej "ogólnoludzka" wartość ze wszystkich tych, które kiedykolwiek przyjmowała ludzkość. Nikt zatem z tych. którzy mają na ustach hasło "człowiek" nie będzie przeczył. że należy ona do natury człowieka, że jest jego prawdą, drogą, życiem. I nic dziwnego. bo przecież, w istocie wolność jest jednym z imion Boga. To Bóg ofiarował ją nam w momencie stworzenia. abyśmy ją pomnożyli aż do granic naszych możliwości. aż do tego momentu. w którym Jego Wola stanie się naszą wolą, a Jego wolność naszą wolnością.
To jednak nie oznacza. że mamy stać się bogami, zostać wprost i dosłownie Bogiem. Wręcz przeciwnie - mamy maleć. To pokora, co jest przecież tak oczywiste. jest kluczem, który otwiera drzwi naszej wolności. Kto tego jeszcze wyraźnie nie widzi niech przyjrzy się pysze i jej owocom.
W dziejach kultury ludzkiej, szczególnie w ostatnich dziesiątkach lat, formułowano wiele definicji wolności. Nie ma co ich tu omawiać. Nie warto wdawać się w polemiki. Jakby bowiem nie rozumieć wolności, pycha będzie zawsze tym, co ją skutecznie niweczy. Nawet Więc to. zafałszowane przecież. rozumienie wolności jakie podsuwają nam tak nachalnie żywe trupy. gdy skonfrontować je z ich stanem, na którymkolwiek stopniu "umierania" czy „rozkładu" się znajdują pozwoli nam stwierdzić, że wolność jest im całkowicie obca, że zadziwiająco konsekwentnie robią wszystko, by jej uniknąć.
Weźmy pod uwagę pierwszy stopień pychy. Czy można wolnym nazwać człowieka, który nie poświęcając czasu, sił i środków na poznanie samego siebie, nie wie. tak naprawdę, czego potrzebuje, pragnie, chce, który nie wie i nie poznaje "swojej nędzy" i nie próbuje w konsekwencji, jej usunąć? Czy człowiek wolny to człowiek, który nie zabiega o swe podstawowe interesy? Wyraźnie widać tu zjawiska popadania w niewolę. Jest to, w tym momencie niewola, którą można nazwać niewolą niewiedzy.
Weźmy pod uwagę drugi stopień pychy. Pojawia się tu jak na dłoni. nowy typ niewoli. Jakże inaczej bowiem można nazwać poddanie się rządom zazdrości i poczucia wyższości. Jest to. posługując się językiem św. Bernarda, niewola "lekko-myślności". A trzeci stopień pychy. To już wprost "zabijanie" wolności, intensywne pogłębianie niewoli nie­wiedzy. To także nowy typ niewoli - niewola "niestosownej wesołości". Czwarty stopień. Kolejne więzy - niewola próż­ności. Piąty. Dalsze ograniczenia: niewola "kultu własnej odrębności". Szósty. Pogłębianie niewoli niewiedzy, a ponad­to, niewola zarozumiałości. Siódmy. Straszna niewola ambicji. Ósmy. Niewola niewiedzy osiąga swój szczyt. Dziewiąty. Bezpośrednie, całkowite zniewolenie przez własną pychę. Zwiększenie się pozostałych typów niewoli. Znaczne zmniej­szenie się niewoli niewiedzy często identyfikowane przez żywego trupa jako odzyskanie wolności. Dziesiąty. Umacnia­nie się niewoli pychy. Jedenasty. Dodatkowe więzy: pod­danie się "regulaminowi grzechu".
I wreszcie stopień dwunasty. Zamknięcie wszystkich furtek do wolności. Piekło totalnego uzależnienia. Można powiedzieć, że w zasadzie nie ma już tego, kto mógłby być wolny czy zniewolony. To już bowiem nie on myśli, podejmuje decyzje, działa. Jest tylko, jak już o tym mówiliśmy, bezwolną kukłą.

środa, 24 sierpnia 2016

28 SIERPNIA 2016 Niedziela
XXII niedziela zwykła

 (Łk 14,1.7-14)
Gdy Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w szabat spożyć posiłek, oni Go śledzili. I opowiedział zaproszonym przypowieść, gdy zauważył, jak sobie pierwsze miejsca wybierali. Tak mówił do nich: Jeśli cię kto zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca, by czasem ktoś znakomitszy od ciebie nie był zaproszony przez niego. Wówczas przyjdzie ten, kto was obu zaprosił, i powie ci: Ustąp temu miejsca; i musiałbyś ze wstydem zająć ostatnie miejsce. Lecz gdy będziesz zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu. Wtedy przyjdzie gospodarz i powie ci: Przyjacielu, przesiądź się wyżej; i spotka cię zaszczyt wobec wszystkich współbiesiadników. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony. Do tego zaś, który Go zaprosił, rzekł: Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich przyjaciół ani braci, ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, aby cię i oni nawzajem nie zaprosili, i miałbyś odpłatę. Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych. A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych.

 MEDYTACJA 

Punkt 1. Pierwsze miejsca
Telewizja, szkoła, praca, Kościół, polityka, biznes - prawie każdy element naszego życia jest naznaczony współzawodnictwem. Prawie wszystko się kręci wokół bycia najlepszym, bycia pierwszym, albo przynajmniej bycia wśród tych co się liczą, by być uważany za jednego z nich. Każdy z nas chce skończyć dobrą szkołę, mieć dobrą pracę, często awansować, mieć wspaniałą rodzinę, bezpieczną przyszłość. Jak to wszystko pogodzić ze słowami Jezusa z dzisiejszej Ewangelii? Jezus reagując na zachowanie współbiesiadników poucza ich przez przypowieść. Jezus nie gani bycia najlepszym, nie zabrania zdobywania stanowisk, kariery. Chodzi o nasz egoizm, Jezus przestrzega nas przed zapatrzeniem się tylko w siebie - nawołuje nas do pokory. Znamy wiele przykładów osób bogatych, sławnych, znamy wielu ludzi wokół nas, którzy mimo zajmowanej pozycji, mimo posiadanych pieniędzy czy mimo popularności "zostali normalni". Nie wywyższają się, nie domagają się innego traktowania, nie zapomnieli o innych. Osoba, która wchodząc na ucztę biegnie na najlepsze miejsce myśli tylko o sobie - jest tak zadufana w sobie, że nie dostrzega innych osób wkoło siebie, które bardziej zasługują na to pierwsze - zaszczytne miejsce. A może to miejsce ma należeć tylko do Boga?! 

Jaki ja jestem? Które miejsca ja obieram? 


Punkt 2. Ostatnie miejsca
Jezus namawia dziś do zajmowania ostatnich miejsc, jako oznaka naszej pokory, braku wywyższania się. Pomyślmy chwilę nad tymi miejscami. Z jakiego powodu wybieramy nieraz ostatnie miejsca? Unikanie ludzi, nieśmiałość, bycie zawsze w cieniu innych, kłótnie rodzinne, chęć dominowania nad innymi poprzez posiadanie wszystkich na oku, chęć kontrolowania, możliwość szybkiego wycofania się. Jakie są powody, że zajmuję te miejsca? Co robię, by czasami usiąść bliżej ludzi? Czy coś robię, by ich nie unikać? By nie być samotnikiem? Czy dostrzegam takie osoby? Czy pomagam im wejść w grupę? Czy umiem przyjmować "nowych"?


Punkt 3. Wstyd
Pamiętacie to uczucie ze szkoły, gdy wyrywaliśmy się do odpowiedzi i nagle gdy przyszło co do czego to nam wszystko uciekło i nagle ten wstyd. Najchętniej byśmy uciekli, by na nas tak nie patrzyli. By nie oceniali: taki mądrala a tym razem się nie popisał.
Dziś Jezus mówi o wstydzie i poniżeniu. Gdy nam każą zmienić miejsce, bo ma tu przyjść ktoś ważniejszy, gdy mnie przed wszystkimi ośmieszą, gdy nie będę aż tak błyskotliwy, rozmowny, czarujący. Gdy przesunięcie się na koniec będzie oznaczało zaczynanie wszystkiego od początku. Jak sobie radzę w takich sytuacjach? Czy te sytuacje mi pomagają dostrzec to co jest ważne? Czy zdrowe poniżenie sprawia, że zmieniam moje postępowanie? Czy wstyd mnie nie utwierdza w byciu aroganckim, czy wstyd nie sprawia, że chcę jeszcze bardziej tego pierwszego miejsca, jeszcze bardziej wrócić do czołówki? 

 Porozmawiaj z Jezusem jak z przyjacielem, o tym co przyniosła ta medytacja. 

                                                                                                                  Jarosław Studziński SJ

niedziela, 21 sierpnia 2016

Zasady słuchania głosu Boga

Jeśli znasz Pana, to słyszałeś już Jego głos — jest to wewnętrzne prowadzenie, które doprowadziło cię na samym początku do poznania Go. Jezus zawsze pytał się swego Ojca (J 8,26-29) i tak też my powinniśmy czynić; słuchanie głosu Ojca niebieskiego jest podstawowym prawem każdego dziecka Bożego. Poniżej kilka rad, mogących pomóc w lepszym korzystaniu z tego prawa.
1   
Słuchanie głosu Bożego jest dla ciebie!
Nie próbuj komplikować prowadzenia. W rzeczywistości trudno jest nie słyszeć Boga, jeśli naprawdę starasz się być Mu miłym i posłusznym! Jeśli pozostajesz pokornym, On obiecuje, że będzie cię prowadził (Prz 16,9). Oto trzy proste kroki, pomagające w usłyszeniu Jego głosu:
  • Poddaj się Jego panowaniu. Poproś Go, by pomógł Ci wyciszyć twoje własne myśli i pragnienia oraz opinie innych ludzi, które mogą wypełniać twój umysł (2Kor 10,5). Nawet jeśli masz dar dobrego intelektu, w tej chwili pragniesz usłyszeć myśli Boga, który ma najlepszy umysł (Prz 3,5-6)
  • Sprzeciw się wrogowi, bo może chcieć cię oszukać właśnie w tej chwili. Posłuż się autorytetem, który dał ci Jezus Chrystus, aby w Jego imieniu uciszać głos wroga (Ef 6,10-20; Jk 4,7).
  • Oczekuj, że twój miłujący Ojciec niebieski będzie do ciebie mówił. Po zadaniu swojego pytania, poczekaj, aż On odpowie. A On to zrobi (Wj 33,11; Ps 69,13; J 10,27)
2   
Bóg mówi na różne sposoby
Pozwól, aby Bóg mówił do ciebie w taki sposób, jaki On wybierze. Nie staraj się dyktować Mu zasad, według tego, jakie metody prowadzenia ty byś wolał. On jest Panem — a ty jesteś Jego sługą (1Sm 3,9). Słuchaj więc uległym sercem; istnieje bowiem bezpośredni związek pomiędzy uległością a słyszeniem. Bóg może zdecydować się przemówić do ciebie poprzez swoje Słowo. Może to się stać w trakcie twojego codziennego czytania Biblii, może też podsunąć ci konkretny werset (Ps 119,105). Może przemówić do ciebie słyszalnym głosem (Wj 3,4), poprzez sen (Mt 2), poprzez obrazy (Iz 6,1, Ap 1,12-17). Najbardziej jednak powszechnym sposobem jest to, że Bóg mówi poprzez cichy głos wewnętrznego natchnienia (Iz 30,21).
3   
Uznaj swój grzech przed Bogiem
Wyznaj wszelkie grzechy. Czyste serce jest niezbędne, jeśli chcesz słyszeć Boga (Ps 66,18).
4   
Wróć do miejsca Bożego prowadzenia
Posłuż się zasadą zagubionej siekiery (zob. 2Krl 6). Jeśli gdzieś zgubiłeś drogę, wróć do miejsca i czasu, w którym ostatni raz dosłyszałeś wyraźny, przeszywający dźwięk Bożego głosu. A następnie posłuchaj. Kluczowym pytaniem jest: „Czy posłuchałeś i zrobiłeś poprzednią rzecz, którą Bóg ci nakazał?”
5   
Bóg może mówić i przemówi do ciebie!
Pozwól, aby Bóg cię prowadził. Bóg posłuży się innymi, aby potwierdzić twoje prowadzenie, ale ty także musisz słuchać Go i słyszeć bezpośrednio. Niebezpieczne jest polegać tylko na innych, którzy mieliby ci przekazywać słowo Pana (1Krl 13).
6   
Bóg wyjaśni wszystko w swoim czasie
Nie mów o swoim prowadzeniu, dopóki Bóg nie da ci pozwolenia, aby to czynić. Czasem dzieje się to od razu; kiedy indziej — później. Głównym celem czekania jest uniknięcie zasadzek: pychy — bo to Bóg przemówił do mnie; zarozumiałości — poprzez mówienie, zanim osiągniesz pełne zrozumienie; nieuwzględnienie tego kiedy i w jaki sposób Bóg chce osiągnąć swój cel; oraz wprowadzania zamętu wśród innych, którzy także potrzebują przygotowanych serc (Koh 3,7; Mk 5,19; Łk 9,36)
7   
Uważaj na znaki, które daje Bóg
Posłuż się zasadą Trzech Mędrców (zob. Mt 2). Tak jak każdy z trzech królów samodzielnie podążał za gwiazdą, aż w końcu razem doszli do tego samego Chrystusa, tak też Bóg często posłuży się dwoma lub większą ilością duchowo wrażliwych ludzi, aby potwierdzić to, co mówi do ciebie (2Kor 13,1)
8   
Rozeznawaj i odróżnij prowadzenie od fałszywego prowadzenia
Uważaj na podróbki. Słyszałeś na pewno o podrabianych banknotach. Czy słyszałeś kiedyś o podrabianej torebce z papieru? Nie. Dlaczego nie? Ponieważ tylko to, co ma wartość, warte jest podrabiania. Szatan stara się podrobić wszystko Boże, co tylko umie skopiować (Wj 7,22; Dz 8,9-11). Podrobione prowadzenie przychodzi, na przykład, przez tabliczki Ouija, seanse spirytystyczne, wróżbiarstwo, astrologię, wahadełka (Kpł 19,26; 2Krl 21,6). Prowadzenie Ducha Świętego pociąga cię ku Jezusowi i ku prawdziwej wolności. Prowadzenie szatana odciąga cię od Boga ku niewoli. Kluczowym testem prawdziwego prowadzenia jest: czy twoje prowadzenie idzie za zasadami Biblii? Duch Święty nigdy nie przeciwstawia się Słowu Bożemu. Wyznaj wszelki grzech w tej dziedzinie. Czyste serce jest konieczne, jeśli chcesz słyszeć Boga (Ps 66,18)!
9   
Całkowicie poddaj swoje serce Panu
Przeciwstawianie się ze strony ludzi jest czasem wskazówką prowadzenia od Boga (Dz 21,10-14). Ważną rzeczą jest tu znów uległość wobec Pana (Dn 6,6-23; Dz 4,18-21). Bunt nie jest nigdy z Boga, ale czasem On prosi nas, abyśmy odsunęli się od osób które są ponad nami w taki sposób, który nie będzie buntem, ale częścią Jego planu. Uwierz, że w twoim sercu pokaże ci On różnicę pomiędzy jednym a drugim.
10          
Bóg ujawni twoje powołanie
Każdy uczeń Jezusa ma swoją niepowtarzalną posługę (Rz 12; 1Kor 12; Ef 4,11-13; 1P 4,10-11). Im bardziej starasz się słyszeć szczegółowo głos Boga, tym bardziej skuteczny będziesz w swoim własnym powołaniu. Prowadzenie to nie gra — to poważna sprawa, w której uczymy się tego, co Bóg chce, abyśmy uczynili oraz jak chce On, abyśmy to uczynili. Wola Boża czyni i mówi właściwą rzecz we właściwym miejscu, z właściwymi ludźmi i we właściwym czasie i we właściwej kolejności, pod właściwym kierownictwem, używając właściwej metody przy właściwej postawie serca.
11          
Trwaj w stałej komunii z Bogiem
Praktykuj słuchanie głosu Bożego, a stanie się ono łatwiejsze. Jest to jak podnoszenie telefonu i rozpoznawanie głosu swego najlepszego przyjaciela ... znasz ten głos, ponieważ słyszałeś go już tak wiele razy wcześniej. Porównaj młodego Samuela ze starszym Samuelem (1Sm 3,4-7; 8,7-10; 12,11-18).
12          
Bóg pragnie więzi z tobą!
Więź, czyli relacja, jest najważniejszym powodem, dla którego mamy słuchać głosu Pana. Bóg jest nie tylko nieskończony, ale osobowy. Jeśli nie komunikujesz się z Nim, to nie masz z Nim osobowej relacji. Prawdziwe prowadzenie to zbliżanie się do Przewodnika. Wzrastamy ku poznawaniu Pana coraz lepiej, gdy On mówi do nas; gdy słuchamy Go i jesteśmy Mu posłuszni, radujemy Jego serce (Wj 33,11; Mt 7,24-27).

Według Lorena Cunninghama (1984)  z   http://www.wspolnota.net/

środa, 17 sierpnia 2016

21 SIERPNIA 2016 Niedziela
XXI niedziela zwykła

 (Łk 13,22-30)
Jezus nauczając, szedł przez miasta i wsie i odbywał swą podróż do Jerozolimy. Raz ktoś Go zapytał: Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni? On rzekł do nich: Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli. Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: Panie, otwórz nam! lecz On wam odpowie: Nie wiem, skąd jesteście. Wtedy zaczniecie mówić: Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś. Lecz On rzecze: Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy opuszczający się niesprawiedliwości! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych. Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym. Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi.


Dzisiejsza Ewangelia zaczyna się od krytyki niezdrowej ciekawości. Ktoś zadaje Jezusowi pytanie, czy tylko nieliczni będą zbawieni. A zarazem (w podtekście), czy liczni będą potępieni. Jezus w odpowiedzi przenosi uwagę z innych na siebie. Posługuje się metaforą ciasnych drzwi. Do królestwa Bożego wchodzi się przez ciasne drzwi.
Według Mateusza Jezus mówi o dwóch bramach: szerokiej i wąskiej. Brama szeroka symbolizuje wygodny, bezproblemowy i bezstresowy styl życia. W praktyce prowadzi do narcyzmu, egoizmu, społecznej znieczulicy. Odrzuca ducha ofiary, bezinteresowność, trud, krzyż. Brama wąska i droga wąska to z kolei radykalne życie Ewangelią. W Kazaniu na Górze Jezus określił istotę tej drogi. Jest nią życie błogosławieństwami, życie w przebaczeniu, miłosierdziu i miłości, nawet nieprzyjaciół.
Możemy żyć spokojni, zadowoleni, myśląc, że idziemy za Jezusem. A w rzeczywistości może to okazać się iluzją, szukaniem siebie, zaspokajaniem własnych ambicji, pragnień… Możemy niepostrzeżenie przejść z drogi wąskiej na drogę wygodną i szeroką. Pójście wąską drogą może rodzić obawy, lęki. Zwłaszcza, gdy zastanawiamy się nad ryzykiem tej drogi, kalkulujemy, czy jest opłacalna, patrzymy na swoje życie w kontekście obowiązku, ofiary, poświęcenia, trudu. Wówczas wcześniej czy później przyjdą rozczarowania, frustracje i żale. Wąska droga rozumiana jedynie jako przymus, nakaz, obowiązek, wyrzeczenie, ofiara  prowadzi donikąd.
Pójście wąską drogą będzie owocne o tyle, o ile będziemy wpatrzeni w Jezusa. Ostatecznie to sam Jezus jest Bramą do Ojca. Gdy idziemy za Nim krok w krok, jeśli patrzymy na Niego, ufamy Mu, wówczas nie musimy obawiać się ani lękać. Mamy pewność, ze idziemy właściwą drogą i we właściwym kierunku, chociaż nie bez krzyża i trudu.
Dietrich Bonhoeffer, nawiązując do dwóch bram, czyni ciekawe rozróżnienie między łaską tanią i drogą: Łaska tania jest jak towar oddany za bezcen, przebaczenie z przeceny, pocieszenie z przeceny, sakrament z przeceny. Tania łaska to łaska, której udzielamy sami sobie. Tania łaska to łaska bez pójścia za Chrystusem, łaska bez krzyża, łaska bez żywego Jezusa Chrystusa, który stał się człowiekiem. Natomiast łaska droga to skarb ukryty w roli, dla którego człowiek wyzbywa się wszystkiego, co posiadał, to drogocenna perła, za którą kupiec oddaje całe swe dobra […] Łaska droga to Ewangelia, której wciąż od nowa trzeba szukać, dar, o który trzeba zabiegać, drzwi, w które trzeba kołatać.          
Jaką drogą idę przez życie? Czy potrafię zaufać Jezusowi do końca czy raczej wciąż opieram się na własnych kalkulacjach? Jaką łaskę wybieram w codziennej praktyce?

Źródło:  http://gorka.jezuici.pl/

wtorek, 9 sierpnia 2016


14 SIERPNIA 2016 Niedziela
XX niedziela zwykła

(Łk 12,49-53)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął. Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej.

 MEDYTACJA 


a) Na początku medytacji warto odnaleźć się w Bożej obecności. Dobrze jest uświadomić sobie, że modlitwa jest czasem poświęconym Panu Bogu. Jest świętą przestrzenią, w której Stwórca spotyka się ze mną. W związku z tym mogę zostawić na boku wszystkie zbędne troski, to co mnie absorbuje, co zbyt mocno przykuwa moją uwagę i utrudnia skoncentrowanie się na Panu Bogu. Wzbudzę intencję, która będzie wyrażała pragnienie zwrócenia moich myśli, uczuć, mojego serca, rozumu i woli na to wyjątkowe spotkanie. 

b) Prośba o właściwą intencję: Prosić Boga, Pana naszego, aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do służby i chwały Jego Boskiego Majestatu (ĆD 46). Proszę o to, by moje myśli, pragnienia i zamiary miały początek w Bogu, by były zakorzenione w Jego dobru i w Jego miłości. Proszę, by moje czyny przebiegały w zgodzie z wolą Najwyższego i by prowadziły mnie ku ostatecznemu celowi, ku niebu i spotkaniu ze Stwórcą.

c) Obraz: Ustalenie miejsca, jakby się je widziało (ĆD 47) wyobraźmy sobie płonące ognisko, będzie widział osoby przy nim siedzące, ktoś dorzuca drewno do środka, zobaczę czy ognisko jest duże, czy daje ciepło, będę widział spalające się kawałki drewna 

d) Prośba o owoc medytacji: Prosić o to czego chcę i pragnę (ĆD 48) Tutaj prosić, bym stał się ogniem

Punct 1. Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął.
NASZA MISJA
Przyszedłem rzucić ogień na ziemię. W tych kilku słowach Jezus opisuje swoje zadanie, które ma tutaj na ziemi. Ma rzucić ogień, ma rozpalać serca.
Gdy zaczyna się kampania przedwyborcza to politycy obrzucają nas hasełkami, gdy ktoś młody wstępuje do zakonu pyta się o charyzmat, zawołanie, także reklamy bazują na takich krótkich przekazach do mnie. Lubimy konkrety, idziemy za ludźmi, którzy robią to co mówią. Nazywamy ich ludźmi z powołania. A ja jaką mam misję? Jakie jest moje powołanie? Gdyby ktoś podszedł teraz do mnie i spytał po co tu żyję? Co bym mu odpowiedział? Pomyślę chwilę nad jednym zdaniem, które może opisać to co robię lub planuję robić. Za Jezusowym słowem szło wielu, czy ja umiem pociągać ludzi za sobą? Czy idziemy w dobrą stronę?



Punct 2. Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął.
NASZ OGIEŃ
Rzucanie ogniem. Wielu współczesnych młodych idzie za takimi hasłami, to takie inne. Określiliby Jezusa człowiekiem z "powerem", wojownikiem. Na różnych wiecach, koncertach, także tych chrześcijańskich możemy spotkać tych "mocnych" ludzi, "wojowników" którzy chcą przez niszczenie zmieniać świat - walka z system dla samej walki, nie by coś zmienić. Chrystusowy ogień jest inny, on rozpala i naprawia. Nie niszczy wszystkich i wszystkiego tylko dlatego, że istnieją, jego ogień ulecza. Jakim wojownikiem ja jestem? Jak wygląda moja walka o poprawę tego świata?
Znamy właściwości ognia, wiemy, że musi on mieć swoje źródło i paliwo do jego podtrzymywania. Chrystus jest właśnie tą odpowiednią osobą, On ma wszystko, Jego ogień nie gaśnie, Jego ogień rozpala każdego z nas, ale nas nie spala. Gdyby Chrystus był jakimś fałszywym prorokiem to przy dzieleniu sie ogniem sam by go zatracał, ale On jest Bogiem, nie traci nic ze Swojej mocy przez rozdzielanie energii i siły do walki. A może pod słowem OGIEŃ kryje się to wszystko co Jezus nam zostawił, to wszystko czym nas obdarował? Może ogień, który został rzucony to miłość do wszystkich, to szukanie zawsze prawdy, to walka o pokój? Czyż te rzeczy nie rozpalają nas? Czyż Słowo, które Jezus zostawił nie czyni nawet w dzisiejszych czasach wielu pożarów? Czyż każde nawrócenie, każde pojednanie się z Bogiem nie jest takim zapaleniem się Bożym Ogniem? Jaki ogień mam teraz w sobie? Czy pragnę by Chrystus mnie rozpalił, bym umiał wybierać zawsze słuszną drogę?



Punct 3. Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął.
NASZE PRAGNIENIA
Jezus ma misję, ma ogień Boży w sobie, ale nie jest pewny Swojej wygranej. Jest Bogiem, ale zostawia przyjęcie ognia i Jego mocy każdemu człowiekowi z osobna. To dlatego Jezusowa misja nie jest taka pewna: to ja staję na drodze tej misji. To ode mnie zależy co zrobię z darem Jeusa, czy przyjmę ogień, a przez to stanę się nim. Jezus ma pragnienie by tak się stało, pragnie by każdy człowiek stał się pochodnią Bożej Miłości. A jakie ja mam pragnienia? Czego pragnę dla siebie, dla moich bliskich, przyjaciół, współpracowników? Czy pragnę, by i moja misja się powiodła?
Wielu ludzi nie chce tego ognia, gdybym go przyjął stałbym się pośmiewiskiem innych, może wykluczony z grupy, stałbym sie mniejszością. Boimy się takiego odrzucenia społecznego, lękamy się wybić do przodu nawet jeśli to miałoby być coś dobrego, boimi sie walczyć o prawdę. Przez chwilę pomyślę nad tym, a może w głębi serca mam "pragnienie" by mieć pragnienie zmiany świata na lepsze?




Rozmowa końcowa. [ĆD 54] Rozmowa odbywa się właściwie, jeżeli się mówi, jak przyjaciel mówi do przyjaciela, lub jak sługa do pana, raz prosząc o jakąś łaskę, to znów się obwiniając z powodu uczynionego zła, a czasem przedstawiając swoje sprawy i prosząc o radę. Na końcu odmówić Ojcze nasz. Porozmawiaj z Jezusem jak z przyjacielem, o tym co przyniosła ta medytacja.
Odmów „Ojcze nasz…”

                                                                                             opracował:  Jarosław Studziński SJ