środa, 7 października 2015

    11 PAŹDZIERNIKA 2015 XXVIII niedziela zwykła
[Mk 10,17-30][Gdy [Jezus] wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, pytał Go: „Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?” Jezus mu rzekł: „Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę.” On Mu rzekł: „Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości.” Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: „Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną.” Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości.  Wówczas Jezus spojrzał wokoło i rzekł do swoich uczniów: „Jak trudno jest bogatym wejść do królestwa Bożego.” Uczniowie zdumieli się na Jego słowa, lecz Jezus powtórnie rzekł im: „Dzieci, jakże trudno wejść do królestwa Bożego [tym, którzy w dostatkach pokładają ufność]. Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego.” A oni tym bardziej się dziwili i mówili między sobą: „Któż więc może się zbawić?” Jezus spojrzał na nich i rzekł: „U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe.” Wtedy Piotr zaczął mówić do Niego: „Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą.” Jezus odpowiedział: „Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci i pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym.”


 OBRAZ DO MODLITWY: spróbujmy utożsamić się z tym młodym człowiekiem: oto ja stoję wobec Jezusa, który chce mojej doskonałości, mojej pełni, który zaprasza mnie do relacji z Nim.
PROŚBA O OWOC MODLITWY: prośmy Jezusa o odkrycie tego, co może być naszym bogactwem przeszkadzającym w pójściu za Nim, czyniącym nas „biednymi ludźmi”, skoncentrowanymi bardziej na naszych bogactwach niż na relacji do Jezusa.
PUNKTY POMOCNE DO MODLITWY:
   Co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?
 W trakcie wędrówki Jezusa wiele razy zdarzało się, że podchodzili do Niego różni ludzie i zadawali pytania – często podstępne, chcące pochwycić Go na jakiejś nieścisłości. Tu jednak pytanie jest szczere i bardzo egzystencjalne. Pewien młody człowiek pyta o drogę do życia wiecznego; pyta, bo jest to dla niego ważne. Wprawdzie już wie, że to, co prowadzi do życia wiecznego, musi być dobre, ale chce wiedzieć lepiej, jaśniej, by móc drogą dobra podążać pewniej.
 Odpowiedź Jezusa zmienia jednak perspektywę patrzenia i przenosi uwagę z „życia wiecznego”, koncentrującego osobę bardziej na niej samej, na osobę Boga „Dobrego”. I dopiero potem następuje precyzyjna odpowiedź: dla osiągnięcia życia wiecznego wystarczy zachowywanie przykazań. Zainteresowany zadaje pytanie o dalsze sprecyzowanie – „które?” I Jezus wymienia tylko te dotyczące drugiego człowieka.
 Zapytajmy się szczerze, czy nasza troska o życie wieczne nie jest tylko formą kręcenia się wokół siebie? Może zachowujemy, przynajmniej tak z grubsza, przykazania tylko dlatego, że boimy się utraty zbawienia, które odbieramy jako zapłatę za poprawność zachowania, a nie jako przedłużenie bliskości z Bogiem przeżywanej już tutaj w formie niedoskonałej? 
   Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: Jednego ci brakuje.
 Młodzieniec jest zadowolony z siebie, ponieważ przestrzegał przykazań dotyczących miłości bliźniego, a jego pytanie „czego mi jeszcze brakuje?” jakby domagało się od Jezusa odpowiedzi: „niczego”. A jednak takiej odpowiedzi młody człowiek nie słyszy. Jezus jak gdyby podnosi poprzeczkę zapraszając: „Jeśli chcesz być doskonałym” – a to więcej niż pewność zbawienia. I podaje warunek osiągnięcia tej doskonałości: „sprzedaj, co posiadasz i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie.” I dopiero wtedy, w wolności od przywiązań, od bogactw Jezus zaprasza „Pójdź za mną”. Pójdź za tym jedynym Dobrym, który staje się celem w miejsce troski o swoje życie wieczne, bo to bycie z Nim jest przecież życiem wiecznym.

Każdy z nas może być tym człowiekiem, który poszukuje pewniejszej drogi do życia wiecznego. Ale Jezus może nas zaprosić do czegoś więcej, to jest do doskonałości, która opiera się na przylgnięciu do Niego, na pozostawieniu wszystkiego, co dawało nam pewność: wszelkich naszych bogactw; polega też na przyjęciu zachęty Jezusa do gromadzenia bogactw niezniszczalnych. Życie przez nas przeżywane nie ma być szukaniem najpewniejszej drogi do zbawienia, ale ma polegać na radykalizmie pójścia za Jezusem, jedynym Dobrym, i zostawieniu wszystkiego, co w tym pójściu przeszkadza.

Jezus może zaprosić nas ponownie do doskonałości, która będzie opuszczeniem tego, co zniewala, by ofiarować nam wolność konieczną w pójściu za Nim! Czy pragniemy usłyszeć takie zaproszenie, lub czy przynajmniej pragniemy zapragnąć? Czy jest w nas choćby zalążek hojności, by pójść na całego, opuszczając to wszystko, co nie pozwala żyć życiem dziecka Bożego, a tylko życiem niewolnika? Co może być naszym bogactwem przeszkadzającym w pójściu za Jezusem? Co nas tak zniewala, że czyni nas „biednymi ludźmi”, skoncentrowanymi bardziej na bogactwach niż na relacji do Jezusa? Czy mamy odwagę zadać pytanie: „Czego mi jeszcze brakuje?” i potem usłyszeć odpowiedź Jezusa na to pytanie?
    Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego
 Młodzieniec odchodzi smutny, bo jest niewolnikiem tego, co posiada, jest zbyt przywiązany do swoich dóbr. Przychodząc do Jezusa nie zdawał sobie sprawy z tego, jak jest zniewolony przez swoje bogactwa i jak wielka to przeszkoda w drodze do wieczności, która jest przebywaniem z tym jedynym Dobrym. Odsłoniło się to, że dla niego nie tyle ważny jest Jezus, co jego własne życie wieczne.

Możemy spróbować iść za nim do jego domu. Na zewnątrz będzie prowadził takie życie, jak dotychczas, może nawet będzie udawał bardziej radosnego. Będzie chciał zagłuszyć smutek nurtujący go w głębi serca, ale wszystkie jego bogactwa używane na co dzień nie pozwolą mu rozmowy z Jezusem zapomnieć. Może nawet stanie się bardziej pobożny w zewnętrznych przejawach, ale nie zaznając spokoju wciąż będzie wracał do rozmowy z Chrystusem... i może wróci do Niego jeszcze raz.

Czy mamy świadomość, że bardzo trudno wejść do królestwa Bożego tym, którzy w dostatkach pokładają ufność? Czy wierzymy, że choć u ludzi to niemożliwe, to u Boga wszystko jest możliwe i może On nawet bogatym pokazać ich drogę do zbawienia? A jeśli należymy do tych, którzy opuścili wszystko i poszli za Jezusem, to czy doświadczamy otrzymania stokroć więcej już teraz, w tym czasie?

ROZMOWA KOŃCOWA: Prośmy Jezusa, byśmy zobaczyli Jego miłujące spojrzenie i otworzyli się na Jego nauczanie i zaproszenie do pójścia za Nim, zostawiając wszelkie bogactwa, w których dotąd pokładaliśmy naszą ufność. Oddajmy Mu to, co jeszcze nas powstrzymuje przed bardziej radykalnym pójściem za Nim. A Jeśli tego jeszcze nie wiemy, to zapytajmy Go szczerze, czego nam jeszcze brakuje do pełniejszego przylgnięcia do Niego i do Jego stylu życia.
 opracował O. Tadeusz Hajduk SJ



czwartek, 1 października 2015

4 PAŹDZIERNIKA 2015 XXVII niedziela zwykła


Faryzeusze przystąpili do Jezusa i chcąc Go wystawić na próbę, pytali Go, czy wolno mężowi oddalić żonę. Odpowiadając zapytał ich: „Co wam nakazał Mojżesz?” Oni rzekli: „Mojżesz pozwolił napisać list rozwodowy i oddalić.” Wówczas Jezus rzekł do nich: „Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych napisał wam to przykazanie. Lecz na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela!” W domu uczniowie raz jeszcze pytali Go o to. Powiedział im: „Kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo.” Przynosili Mu również dzieci, żeby ich dotknął; lecz uczniowie szorstko zabraniali im tego. A Jezus, widząc to, oburzył się i rzekł do nich: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże. Zaprawdę, powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego.” I biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je.
[Mk 10,2-16]

OBRAZ DO MODLITWY: zobaczmy, jak Jezus kolejny raz musi stawić czoło wystawiającym Go na próbę wrogim Mu faryzeuszom i jak ich przy tej okazji naucza ważnej prawdy o nierozerwalności małżeństwa.

PROŚBA O OWOC MODLITWY: prośmy Jezusa, byśmy byli w stanie pojąć Jego przekaz dotyczący nierozerwalności małżeństwa i tego, co to znaczy mieć postawę dziecka wobec Niego i tak zdążać najpewniej do królestwa Bożego.


PUNKTY POMOCNE DO MODLITWY:

   Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę.

Często uczeni w Piśmie, wystawiając Jezusa na próbę, pytali Go o trudne sprawy dotyczące postaw religijnych. Tym razem pytają Go, czy wolno mężowi oddalić swoją żonę, skoro Mojżesz pozwolił napisać list rozwodowy i ją oddalić. Jezus jasno stwierdza, że tylko przez wzgląd na zatwardziałość ich serc Mojżesz na to pozwolił. Natomiast w planach Bożych już od początku Bóg stworzył człowieka jako mężczyznę i kobietę po to, by opuściwszy swoich rodziców złączyli się z sobą tak ściśle, że będą oboje jednym ciałem. I właśnie dlatego człowiek nie powinien rozdzielać tego, co Bóg złączył.

Jan Paweł II komentując stworzenie człowieka jako mężczyzny i kobiety pisze, że „kobieta ma pomagać mężczyźnie - a zarazem on ma jej pomagać - przede wszystkim w samym byciu człowiekiem; pozwala im niejako stale na nowo odkrywać i potwierdzać integralny sens człowieczeństwa. (...) Człowieczeństwo oznacza wezwanie do międzyosobowej komunii. (...) małżeństwo jest pierwszym i poniekąd podstawowym wymiarem tego wezwania. Ale nie jedynym.” (Mulieris dignitatem 7).

Skoro to Bóg stworzył nas albo kobietą, albo mężczyzną jako wzajemną pomoc dla siebie, jako wzajemne dopełnienie w człowieczeństwie, to jak pomagamy sobie nawzajem w stawaniu się w pełni ludźmi jako kobiety i mężczyźni? Jak wchodzimy w komunię osobową wewnątrz małżeństwa, a jak w innych bliskich relacjach międzyludzkich?

   W domu uczniowie raz jeszcze pytali Go o to ...

Uczniowie Jezusa nie do końca zrozumieli odpowiedź, jaką dał Jezus faryzeuszom odnośnie nierozerwalności małżeństwa. Kiedy więc już dotarli do domu, tam raz jeszcze pytali Go o to samo. Im odpowiedział tym razem, że kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej i podobnie jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, też popełnia cudzołóstwo. Jasno wiąże więc nierozerwalność małżeństwa z szóstym przykazaniem.

Czy my jesteśmy skłonni zadawać pytania Jezusowi i Jego Kościołowi w sprawach, których nie rozumiemy? Jak my pojmujemy szóste przykazanie? A jeśli żyjemy w małżeństwie, to jaka jest nasza wierność współmałżonkom? A jeśli żyjemy w stanie przedmałżeńskim, jaka jest nasza wierność przyszłemu współmałżonkowi, dziś może jeszcze nieznanemu?

   Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie.

Kiedy przynosili Jezusowi małe dzieci, żeby je pobłogosławił, uczniowie szorstko zabraniali im tego, uważając być może, że szkoda Jego czasu na zajmowanie się małymi dziećmi, skoro tyle ludzi się do Niego garnie. Ale Jezus, widząc ich postawę, oburzył się i nakazał, by pozwolili dzieciom przychodzić do Niego. Przy okazji pouczył ich, że jeśli nie przyjmie się królestwa Bożego w postawie dziecięcej, to nie wejdzie się do niego. Potem odpowiadając na pragnienia rodziców brał dzieci w objęcia i kładąc na nie ręce błogosławił je.

Czy my przynosimy małe dzieci tam, gdzie może na nie spłynąć Boże błogosławieństwo? Czy będąc rodzicami sami błogosławimy nasze dzieci, biorąc je w ramiona? Czy będąc kapłanami potrafimy zająć się również małymi dziećmi, przynosząc im Boże błogosławieństwo?

ROZMOWA KOŃCOWA: Prośmy Jezusa, byśmy otworzyli się na Jego nauczanie. Stańmy przed Jego obliczem, gdy stawia radykalne wymagania tym, którzy idą za Nim i gdy jest czuły wobec dzieci. Prośmy o łaskę, byśmy przeżywali nasze relacje międzyludzkie zgodnie z zamysłem Boga, szczególnie nasze relacje małżeńskie i przyjacielskie. Przynieśmy w tej modlitwie Jezusowi wszystkie bliskie nam dzieci prosząc, by je pobłogosławił. I prośmy Go, byśmy mieli w sobie postawę dziecka pozwalając Mu, by nas wziął w objęcia i nam pobłogosławił w naszym codziennym trudzie.

opracował O. Tadeusz Hajduk SJ    

czwartek, 24 września 2015

27 WRZEŚNIA 2015 XXVI niedziela zwykła


(Mk 9,38-43.45.47-48)
Wtedy Jan powiedział do Jezusa: Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy, i zabranialiśmy mu, bo nie chodził z nami. Lecz Jezus odrzekł: Nie zabraniajcie mu, bo nikt, kto czyni cuda w imię moje, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Mnie. Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami. Kto wam poda kubek wody do picia, dlatego że należycie do Chrystusa, zaprawdę, powiadam wam, nie utraci swojej nagrody. Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze. Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony. I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie, chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła. Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, gdzie robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie.


PUNKTY POMOCNE DO MODLITWY:

    Zabranialiśmy mu, bo nie chodził z nami.

Apostoł Jan powiedział kiedyś do Jezusa, że on i inni Jego uczniowie widzieli kogoś obcego, kto nie chodził razem z nimi jako Jego uczeń, jak w Jego imię wyrzucał złe duchy. Dla Jana było oczywistym, by temu człowiekowi tego zabronić, skoro do ich wspólnoty nie należał. Jan sądził, że była to słuszna decyzja, dlatego pochwalił się nią przed swoim Mistrzem, licząc być może na Jego uznanie czy pochwałę. Odpowiedź Jezusa zapewne zaskoczyła Jana. Usłyszał bowiem, że jego decyzja była niesłuszna. Jezus stwierdza, że nie powinni tego zabraniać. A rację podaje Jezus taką, że nikt, kto czyni cuda w Jego imię, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Nim. Stwierdza ufnie, że kto nie jest przeciwko nim, ten jest z nimi.
 Czy my nie mamy czasem tendencji do złego postrzegania czynienia dobra przez innych ludzi tylko dlatego, że nie należą do naszej wspólnoty? Czy nie budzi  w nas niechęci lub podejrzliwości dostrzeganie, że inni chrześcijanie, nie należący do Kościoła katolickiego, w imię Jezusa czynią wielkie rzeczy, aż po uzdrawianie czy wyrzucanie złych duchów?

   Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją.

Dalej Pan Jezus mówi bardzo mocne słowa, których nie można brać dosłownie, ale skoro używa tak drastycznych sformułowań, to znaczy, że trzeba naprawdę wziąć je na serio. Wpierw mówi, że gdyby ktoś stał się powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze. A potem dodaje, że jeśli ręka lub noga jest dla kogoś powodem grzechu, to trzeba ją odciąć, bo lepiej ułomnym wejść do Jego Królestwa, niż pełnosprawnym fizycznie zatracić swoje życie wieczne.

Nie nastawiajmy się na amputacje naszych kończyn, ale zastanówmy się nad ich wykorzystywaniem. Czy nasze postawy nie są gorszące wobec maluczkich tego świata? Czy nasze ręce wykorzystujemy wyłącznie twórczo, do czynienia dobra? Czy nasze nogi niosą nas tylko tam, gdzie możemy wzrastać i być pomocni innym ludziom? Z jakich dróg nasze nogi muszą zawrócić? Jakich rzeczy nasze ręce muszą poniechać?

   Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je

I na koniec stwierdza Jezus, że gdyby oko było dla kogoś powodem grzechu, to trzeba je wyłupić. Lepiej jest bowiem jednookim wejść do królestwa Bożego, niż być wrzuconym do piekła z dwoma sprawnymi oczyma. W kazaniu na Górze precyzuje Jezus tę kwestię: „Światłem ciała jest oko. Jeśli więc twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie w świetle. Lecz jeśli twoje oko jest chore, całe twoje ciało będzie w ciemności” [Mt 6,22-23]. Mówi także, że „każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa” [Mt 5,28].

Dziś oko może grzeszyć na nowe sposoby, bo rozwój techniki to umożliwia. Mamy do dyspozycji wiele środków wizualnych i mogą one służyć zarówno dobru, jak i prowadzić patrzenie do grzechu. Nie musimy wyłupywać zaraz naszych oczu, ale zastanówmy się, na co i po co patrzą nasze oczy? Czy nasze oczy są czyste? Jak patrzymy na innych ludzi, na kobiety i mężczyzn? Czy nasz wzrok nie zawiera pożądliwości zamiast miłości i szacunku?

ROZMOWA KOŃCOWA: Prośmy Jezusa, byśmy otworzyli się na Jego nauczanie i podjęli radykalne kroki w naszym życiu, by nie używać swego wzroku do wchodzenia w ciemności grzechu i by nasze ręce czyniły tylko dobro, a nogi nigdy nie chodziły po błędnych ścieżkach. Prośmy również, byśmy byli otwarci na dobro, jakie czynią inni, nie należący do naszych wspólnot czy też naszego Kościoła. Otwierajmy się na obecny w świecie chrześcijańskim dar wyrzucania złych duchów i uzdrawiania chorych.



opracował O. Tadeusz Hajduk SJ  

czwartek, 17 września 2015

20 WRZEŚNIA 2015 XXV niedziela zwykła


(Mk 9,30-37)
Jezus i Jego uczniowie podróżowali przez Galileę, On jednak nie chciał, żeby kto wiedział o tym. Pouczał bowiem swoich uczniów i mówił im: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity po trzech dniach zmartwychwstanie. Oni jednak nie rozumieli tych słów, a bali się Go pytać. Tak przyszli do Kafarnaum. Gdy był w domu, zapytał ich: O czym to rozprawialiście w drodze? Lecz oni milczeli, w drodze bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy. On usiadł, przywołał Dwunastu i rzekł do nich: Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich! Potem wziął dziecko, postawił je przed nimi i objąwszy je ramionami, rzekł do nich: Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje Mnie, lecz Tego, który Mnie posłał.


OBRAZ DO MODLITWY: zobaczmy, jak Jezus kolejny raz naucza swoich najbliższych uczniów trudnej prawdy o czekającej Go męce oraz o pokorze dziecka, koniecznej w życiu Jego ucznia.

PROŚBA O OWOC MODLITWY: stańmy w postawie otwartości serca przed Jezusem prosząc Go, byśmy byli w stanie pojąć Jego przekaz dotyczący cierpienia oraz potrzeby stawania się pokornym w naszym życiu.

PUNKTY POMOCNE DO MODLITWY:

   Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi.

Ta druga zapowiedź męki następuje już po przemienieniu Jezusa na górze Tabor, w którym brali udział trzej apostołowie, oraz po cudownym uzdrowieniu epileptyka, a więc po wydarzeniach, w których uczniowie doświadczali Jezusa jako Boga mocnego. Jezus tutaj chowa się przed tłumami ludzi, bo poucza swoich najbliższych uczniów. Jest z nimi w bardzo bliskim, osobistym kontakcie. Już Go tłumy jak gdyby nie obchodzą. Obchodzą Go uczniowie, którym daje tłumaczenie swojej męki licząc, że przynajmniej oni to zrozumieją. Ale chociaż już raz im to tłumaczył, to „oni jednak nie rozumieli tych słów i bali się Go pytać.” Człowiek zastraszony zamyka się w sobie i boi się pytać.




Czy my nie jesteśmy skupieni bardziej na Jezusie jako Bogu mocnym i stąd trudno nam dopuścić myśl o Jego cierpieniu i męce? Czy nie zamykamy się w lęku przed pełniejszym zrozumieniem trudnej tajemnicy krzyża?
     O czym to rozprawialiście w drodze?

Kiedy uczniowie z Jezusem dotarli do Kafarnaum i byli już w domu, wtedy Jezus zapytał ich o czym to rozmawiali w drodze. Oni jednak milczeli zawstydzeni, bo w drodze posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy. A więc zamiast spróbować zrozumieć przekaz Jezusa, starali się uciec od tego trudnego tematu tocząc spór o pierwszeństwo w grupie. Wtedy Jezus usiadł i przywoławszy wyłącznie Dwunastu powiedział im kolejną trudną prawdę: „Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich!”

Jakie są nasze ucieczki od trudnych tematów, które nam niesie nasza wiara? Czy nie jesteśmy ludźmi szukającymi tylko ludzkiej wielkości, porównującymi się z innymi? Jak odbieramy to nauczanie Jezusa, że potrzeba nam stawać się sługami wszystkich? Czy w takiej postawie widzimy wielkość i godność?

   Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje

Aby rozjaśnić prawdę o innej niż światowa wizji wielkości pośród Jego uczniów wziął Jezus dziecko, postawił je przed apostołami i objąwszy je ramionami, rzekł do nich: „Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje Mnie, lecz Tego, który Mnie posłał.” Jezus utożsamia się z dziećmi stwierdzając, że sposób, w jaki są one traktowane przez dorosłych, wyraża sposób traktowania przez nich Jezusa, a co za tym idzie – również Boga Ojca, który Jezusa na świat posłał.

Jeśli jesteśmy małżonkami, to czy przyjmujemy radośnie dzieci, gdy się poczęły w naszym małżeństwie? Jak traktujemy dzieci, te własne lub te cudze? Czy jak Jezus potrafimy brać w objęcia każde dziecko?

ROZMOWA KOŃCOWA: Prośmy Jezusa, byśmy otworzyli się na Jego nauczanie o Jego męce. Powierzmy Mu nasze poczucie wartości i godności, płynące bardziej ze służby innym niż ze stawiania się na pierwszych miejscach. Zawierzmy Mu nasze podejście do dzieci, naszą akceptację ich obecności w naszym życiu, nasz sposób ich traktowania.

opracował O. Tadeusz Hajduk SJ 

środa, 9 września 2015

     13 WRZEŚNIA 2015 XXIV niedziela zwykła
[Mk 8,27-35] Potem Jezus udał się ze swoimi uczniami do wiosek pod Cezareą Filipową. W drodze pytał uczniów: „Za kogo uważają Mnie ludzie?” Oni Mu odpowiedzieli: „Za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za jednego z proroków.” On ich zapytał: „A wy za kogo mnie uważacie?” Odpowiedział Mu Piotr: „Ty jesteś Mesjasz.” Wtedy surowo im przykazał, żeby nikomu o Nim nie mówili. I zaczął ich pouczać, że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie. A mówił zupełnie otwarcie te słowa. Wtedy Piotr wziął Go na bok i zaczął Go upominać. Lecz On obrócił się i patrząc na swych uczniów, zgromił Piotra słowami: „Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie.” Potem przywołał do siebie tłum razem ze swoimi uczniami i rzekł im: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je.”



OBRAZ DO MODLITWY: zobaczmy ten moment, kiedy Jezus zadaje apostołom dwa ważne pytania: wpierw o to, za kogo uważają Go inni ludzie, a zaraz po otrzymaniu odpowiedzi - kolejne pytanie, za kogo oni sami Go uważają.
 



PROŚBA O OWOC MODLITWY: prośmy o otwartość serca wobec osoby Jezusa, stawiającego także nam pytania o to, za kogo jest uważany w naszym otoczeniu i kim jest dla nas samych; prośmy także o otwartość serca wobec Jego nauczania, zwłaszcza tego, które przekracza typowo ludzką logikę.




PUNKTY POMOCNE DO MODLITWY:







   A wy za kogo mnie uważacie?

Jezus udając się ze swoimi uczniami do wiosek pod Cezareą Filipową w drodze zadaje im pytanie, za kogo uważają Go ludzie, pośród których przebywają. Poszczególni apostołowie odpowiedzieli Mu na to pytanie to, co zasłyszeli będąc pośród ludzi, czyli że są tacy, którzy widzą w Nim Jana Chrzciciela, inni zaś proroka Eliasza, a jeszcze inni po prostu jednego z proroków. Wtedy Jezus zapytał ich bardziej osobiście: kim jest On dla nich. Tym razem odpowiedział Mu wyłącznie Piotr, stwierdzając odważnie: „Ty jesteś Mesjasz.”

Co my słyszymy w naszych środowiskach o Jezusie? Za kogo ludzie Go uważają? Jest dla nich wielką postacią z zamierzchłej historii? A może legendarnym bohaterem? A kim jest Jezus dla nas? Czy wierzymy w pełni, że jest Synem Bożym, Drugą Osobą Boską?

   I zaczął ich pouczać, że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć.

Kiedy Piotr wyznał odważnie w Jezusie Mesjasza, Ten zaczął przekazywać jemu i pozostałym swoim najbliższym uczniom trudną prawdę o tym, że będzie On musiał wiele wycierpieć, będąc odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie aż do tego stopnia, że będzie przez nich doprowadzony do śmierci. Dodał jednak Jezus zapewnienie, że po trzech dniach zmartwychwstanie. Mówił uczniom zupełnie otwarcie te trudne słowa uważając, że już na tyle dojrzeli, by je móc usłyszeć i przyjąć.

Jak my odbieramy trudną prawdę o cierpieniu ludzkim Jezusa? Czy nasza wiara jest na tyle dojrzała, by przyjąć tę prawdę o odrzuceniu Jezusa przez ludzi? Czy my nie należymy tych, którzy Go odrzucali, bo nie pasował nam do naszych koncepcji?

   Piotr wziął Go na bok i zaczął Go upominać.

Okazało się jednak, że taka wizja mesjańskiej przyszłości Jezusa była nie do przyjęcia dla uczniów i Piotr wziął Jezusa na bok i zaczął Go na osobności upominać. Na taką reakcję Piotra Jezus, patrząc na swych uczniów, zgromił Piotra mocnymi słowami: „Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie.” I niezrażony niezrozumieniem przywołał do siebie tłum i zaczął uświadamiać tym ludziom oraz swoim uczniom, że kto chce pójść za Nim, musi zaprzeć się samego siebie i biorąc krzyż swój naśladować Go. A racja jest taka, że kto straci swe życie z powodu Niego i Ewangelii, ten swe życie zachowa.

Czy jesteśmy gotowi tracić życie dla Jezusa i Ewangelii? Czy nasze myślenie jest przesiąknięte duchem Ewangelii, czy też jest typowo ludzkie, oparte na naszych lękach i potrzebach? Czy nie chcielibyśmy miejscami poprawiać Jezusa i Jego nauczania, bo nam nie pasuje, bo wydaje się takie niewspółczesne?

ROZMOWA KOŃCOWA: Prośmy Jezusa, byśmy otworzyli się na Jego nauczanie we wszystkich jego aspektach, tak by nasze życie i podejmowane w nim decyzje były zgodne z Ewangelią. Oddajmy Mu wszystkie te sprawy, które po ludzku wydają nam się zbyt trudne do podjęcia, wydają się krzyżem nie do uniesienia. Wyznajmy przed Nim, kim tak naprawdę jest On dla nas.

opracował O. Tadeusz Hajduk SJ 

środa, 2 września 2015

6 WRZEŚNIA 2015  XXIII niedziela zwykła

 (Mk 7,31-37)
Jezus opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie, przemierzając posiadłości Dekapolu. Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. On wziął go na bok, osobno od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: Effatha, to znaczy: Otwórz się! Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić. /Jezus/ przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali. I pełni zdumienia mówili: Dobrze uczynił wszystko. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę.


Epizod z dzisiejszej Ewangelii przynosi obraz uzdrowienia człowieka głuchoniemego. Jego człowieczeństwo i życie jest bardzo zubożone, ale on tego nie widzi i nie potrafi prosić o pomoc. Są jednak obok niego ludzie, którzy słyszą i mówią. Jednak czują się bezradni. Przyprowadzają głuchoniemego do Jezusa. Proszą, by zechciał go dotknąć.
Każdy człowiek może odnaleźć siebie w tym obrazie. W życiu duchowym, w relacji do Boga, do ludzi zachowujemy się często jak głuchoniemi. Nie chcemy, nie potrafimy słuchać. Wprawdzie docierają do nas dźwięki, ale nie wnikają głębiej, napotykają na opór, blok wewnętrzny. Nie potrafimy też mówić. Bywa, że nie mamy nic do powiedzenia, albo to, co mówimy jest puste, bez treści. I w istocie nie mówimy nic. Nasza mowa niejednokrotnie rani zamiast leczyć. Może jest tak dlatego, że nie potrafimy wsłuchiwać się w innych.
Jezus uzdrawia głuchoniemego stopniowo. Najpierw wziął go na bok, osobno od tłumu. Są rzeczy, których nie da się przeprowadzić w tłumie, zgiełku. Trzeba się odosobnić, wyjść na pustynię, wewnętrznie wyciszyć i skupić. Trzeba stanąć twarzą w twarz z Jezusem. Następnie włożył palce w jego uszy. To szczególnie czuły i delikatny gest. Często nie chcemy słyszeć, ponieważ odbieramy rzeczywistość jako nieprzyjazną, negatywną, krytyczną. Zatykamy uszy, aby mieć święty spokój. Albo słyszymy poszczególne dźwięki, słowa, a nie potrafimy usłyszeć człowieka, który je wypowiada. Nie słyszymy międzydźwięków, nie rozumiemy, co drugi człowiek właściwie chciałby nam powiedzieć. Jezus wkładając palce do uszu chorego, chce mu powiedzieć, że w słowach mogą dotrzeć do niego miłość i zainteresowanie, czułość i akceptacja. Nawet w słowach, które brzmią obco i wrogo zawarte jest pragnienie nawiązania relacji.Śliną dotknął mu języka. Jest to gest bardzo intymny, który symbolizuje macierzyństwo. Matka śliną ociera brud z twarzy dziecka. W ten sposób daje mu miłość i poczucie bezpieczeństwa. By zacząć mówić potrzeba określonego klimatu. Atmosfera strachu, obojętności, chłodu nie sprzyja mówieniu. Niektórzy ludzie boją się mówić z lęku przed brakiem akceptacji, odrzuceniem, ośmieszeniem, kompromitacją… Mówienie (ale także milczenie) jest odkrywaniem siebie. A spojrzawszy w niebo, westchnął. Jezus patrzy w niebo. Jego wzrok biegnie ku Ojcu. On wszystko czyni w jedności z Ojcem. W westchnieniu do Ojca zawiera się modlitwa. Zapewne także miłość i współczucie. I rzekł do niego: Effatha, to znaczy: Otwórz się! Dopiero po czterech wstępnych etapach Jezus może sformułować rozkaz: Effatha, Otwórz się! Najpierw stwarza wewnętrzną więź, relację, klimat miłości i wrażliwości. I dopiero wtedy głuchoniemy może słuchać i mówić. Może otworzyć się na pełną rzeczywistość, wyjść z kręgu zamknięcia i lęków.
Kiedy czuję się bezradny? W jakich obszarach mojej osobowości i ducha jestem głuchoniemy? Co we mnie wymaga uwolnienia? W jakich sprawach muszę się otworzyć, by mógł następować duchowy rozwój?

opracował; Stanisław Biel SJ 

środa, 26 sierpnia 2015

30 SIERPNIA 2015 XXII niedziela zwykła


(Mk 7,1-8.14-15.21-23)
Zebrali się u Niego faryzeusze i kilku uczonych w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy. I zauważyli, że niektórzy z Jego uczniów brali posiłek nieczystymi, to znaczy nie obmytymi rękami. Faryzeusze bowiem, i w ogóle Żydzi, trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, jeśli sobie rąk nie obmyją, rozluźniając pięść. I /gdy wrócą/ z rynku, nie jedzą, dopóki się nie obmyją. Jest jeszcze wiele innych /zwyczajów/, które przejęli i których przestrzegają, jak obmywanie kubków, dzbanków, naczyń miedzianych. Zapytali Go więc faryzeusze i uczeni w Piśmie: Dlaczego Twoi uczniowie nie postępują według tradycji starszych, lecz jedzą nieczystymi rękami? Odpowiedział im: Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane: Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi. Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji, /dokonujecie obmywania dzbanków i kubków. I wiele innych podobnych rzeczy czynicie/. Potem przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego: Słuchajcie Mnie, wszyscy, i zrozumiejcie! Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym.




Jezus w licznych polemikach z faryzeuszami i uczonymi w Piśmie „punktuje” ich fałszywą religijność. Zobaczmy krótko, co im (a może i nam) zarzuca.
Najpierw niekonsekwencję, hipokryzję, brak równowagi między czynami a sercem, oddzielanie sfery zewnętrznej od wewnętrznej, separację serca od moralności i prawa. Faryzeusze dają Bogu różne dary, głównie materialne, czyli tak zwaną „dziesięcinę” (dziesięć procent przychodów), a pomijają istotę – sprawiedliwość, miłosierdzie, miłość. Jednak w religii nie chodzi o to, co się je, czy pokarmy „czyste”, czy „nieczyste”, ale kim się jest, jak się żyje.

Żydzi mieli specyficzną listę pokarmów zakazanych – od konia po świnię, od żab po węgorza. Egzegeci w różny sposób tłumaczą tę listę. Niektóre pokarmy były zakazane ze względów higieniczno-sanitarnych, jak np. owoce morza; inne dlatego, że miały związek z kultami pogańskimi, np. świnie poganie składali w ofierze bogini Asztarte. Jeszcze inne symbolizowały bóstwa pogańskie, np. węże i węgorze były czczone jako bóstwa płodności.

Jezus mocno podkreśla, że pokarm nie czyni człowieka nieczystym. Ważniejsze jest wnętrze. W sercu człowieka rodzi się grzech i czyni go nieczystym. O wartości duchowej człowieka nie świadczy więc to, co zjada, z kim się spotyka, jak ubiera, czego dotyka. O wartości człowieka decyduje to, kim jest, co myśli, czego pragnie, do czego dąży, jak żyje…
Dalej zarzuca Jezus faryzeuszom ostentację religijną, próżność i ambicję. Lubią pierwsze miejsca i pozdrowienia na ulicach. Pragną prestiżu i sukcesu. Spełniają wszystkie dobre uczynki, aby się podobać ludziom.

W życiu duchowym ważna jest motywacja. Można czynić wiele, ale z przyczyn egoistycznych, z lęków, by się dowartościować, być kimś w oczach innych… Takie czyny mają niewielką wartość. Można dać z kolei niewiele, „grosik” jak uboga wdowa (por. Mk 12, 41nn), ale z czystego serca. I to jest najpiękniejszy dar.
Jezus zarzuca faryzeuszom również stosowanie podwójnej miary. Wobec innych są wymagający, surowi, stosują nieznośny legalizm, natomiast wobec siebie są pobłażliwi, stosują taryfy ulgowe, ułatwienia. Są dobrymi nauczycielami, ale złymi przykładami. Jezus nie podważa ich autorytetu, nie zachęca do nieposłuszeństwa. Piętnuje jedynie nauczanie, któremu nie towarzyszy odpowiednia praktyka.
Reasumując, „faryzejskie nawrócenie” polega na doskonałości zewnętrznej, przy zaniedbaniu wnętrza. Pozostaje na płaszczyźnie religijności, a więc rytów, uczynków, modlitw… Natomiast brakuje mu duchowości, czyli miłości, płynącej z przemienionego, czystego serca. Nawrócony zewnętrznie podobny jest do człowieka, który pokrywa tynkiem szczelinę w murze, zamiast naprawić rozpadający się mur. Zajmuje się zewnętrzną kosmetyką, a nie istotą, fundamentem, głębią.

Czy nie jestem formalistą i hipokrytą? Co stanowi o mojej wartości i godności? Czy nie dzielę ludzi według sposobu ubierania się, jedzenia, posiadanych wartości materialnych, itd.? Czy moje życie nie cechuje próżność, ostentacja i niezdrowe ambicje? Komu chcę się bardziej przypodobać - Bogu czy ludziom? Czy mojemu życiu duchowemu bliższa jest religijność czy duchowość?

SJ Stanisław Biel