wtorek, 15 lipca 2014

20 LIPCA 2014 XVI niedziela zwykła

Mt 13,24-43
Jezus opowiedział tłumom tę przypowieść: Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swej roli. Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł. A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast. Słudzy gospodarza przyszli i zapytali go: Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc wziął się na niej chwast? Odpowiedział im: Nieprzyjazny człowiek to sprawił. Rzekli mu słudzy: Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go? A on im odrzekł: Nie, byście zbierając chwast nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza. Inną przypowieść im powiedział: Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał na swej roli. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, jest większe od innych jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki przylatują z powietrza i gnieżdżą się na jego gałęziach. Powiedział im inną przypowieść: Królestwo niebieskie podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż się wszystko zakwasiło. To wszystko mówił Jezus tłumom w przypowieściach, a bez przypowieści nic im nie mówił. Tak miało się spełnić słowo Proroka: Otworzę usta w przypowieściach, wypowiem rzeczy ukryte od założenia świata. Wtedy odprawił tłumy i wrócił do domu. Tam przystąpili do Niego uczniowie i prosili Go: Wyjaśnij nam przypowieść o chwaście! On odpowiedział: Tym, który sieje dobre nasienie, jest Syn Człowieczy. Rolą jest świat, dobrym nasieniem są synowie królestwa, chwastem zaś synowie Złego. Nieprzyjacielem, który posiał chwast, jest diabeł; żniwem jest koniec świata, a żeńcami są aniołowie. Jak więc zbiera się chwast i spala ogniem, tak będzie przy końcu świata. Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia i tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce w królestwie Ojca swego. Kto ma uszy, niechaj słucha!


 OBRAZ DO MODLITWY: zobaczmy Jezusa, nauczającego swoich uczniów w przypowieściach, w których przedstawia im niektóre ważne prawdy o Bożym królestwie.

PROŚBA O OWOC MODLITWY: prośmy, abyśmy potrafili otworzyć się na zrozumienie tego Bożego słowa sercem dobrym i szlachetnym, tak by Królestwo Boże rozwijało się w naszych sercach, a przez nas w otaczających nas środowiskach.

PUNKTY POMOCNE DO MODLITWY:

Mateusz zebrał siedem przypowieści układając je w jedną całość i tworząc wielką mowę, której tematem jest królestwo Boże. Jest ono darem Bożym, który oznacza Chrystusa, życie Boże w człowieku, Kościół na ziemi, a także szczęśliwość wieczną. Dzisiejsza ewangelia przedstawia trzy spośród tych przypowieści. Ukazuje, że początki rozwoju są niepozorne i stają w jaskrawym kontraście z efektem końcowym. Pokazuje również, że choć siła przekształcająca królestwa jest ogromna, to jednak przez cały czas jego trwania na ziemi istnieć w nim będzie zło, które dopiero przy końcu czasów znajdzie swój kres i zostanie ukarane.

1. Przypowieść o kąkolu

Występuje ona tylko w tej Ewangelii. Obraz jest wzięty z codziennego życia. Botanicy twierdzą, że roślina zwana w przypowieści kąkolem korzeniami swymi tak splata się z korzeniami pszenicy, że wyrwanie jej spowodowałoby wyrwanie również pszenicy. Niemożność skutecznego zadziałania wyraźnie wskazuje na konieczność czekania do czasu żniw, a jednocześnie podkreśla nieuniknione trwanie zła do skończenia świata.

Przypowieść poucza, że królestwo Boże na ziemi musi współistnieć do końca świata ze złem dokonywanym przez ludzi będących pod wpływem złości szatana. Na końcu świata nastąpi definitywne zniszczenie zła. Widać tu także, że zło w każdym człowieku współistnieje z dobrem i że całkowicie zostanie ono zniszczone dopiero na końcu czasów. Takie zrozumienie jest prawomocne, jeśli patrzymy na królestwo Boże jako na życie Boże w poszczególnym człowieku.

Czy mam świadomość tego, że we mnie istnieją takie złe skłonności, że walka z nimi jest bezsensownym traceniem energii, mogącym powodować niepotrzebne osłabienie w czynieniu dobra? Czy zgadzam się, że może to we mnie trwać jak oścień w życiu św. Pawła i nie niszczyć mojego dzieła, lecz niszczyć moją pychę?

2. Przypowieść o ziarnie gorczycznym

Ta krótka przypowieść oparta jest na porównaniu, którego podstawą jest wielki kontrast pomiędzy początkowym a końcowym stanem procesu wzrostu. Ziarno gorczycy uchodzi przysłowiowo za najmniejszą rzecz, a wyrasta z niego wysoki krzew lub drzewo, które nad Jeziorem Genezaret dochodzi do 4 m wysokości. Początki królestwa są często nikłe i bardzo niepozorne, ale końcowy efekt będzie wspaniały. Można to odnieść do wspólnoty Kościoła, jak i do pojedynczego człowieka, w którym życie Boże też podlega podobnym prawom rozwoju.

Czy widzę w sobie wzrost dobra, którego początkiem było coś bardzo małego, ale co pielęgnowałem bardzo starannie? Co jest dla mnie takim ziarnem gorczycy, które stało się drzewem mającym niepozorne początki?

3. Przypowieść o zaczynie chlebowym

Porównanie w tej przypowieści dotyczy siły zaczynu, czyli małej ilości suchego ciasta surowego uprzednio już sfermentowanego, która dokonuje zakwaszenia wielkiej ilości zaczynionej mąki. Podobnie jak niewielka ilość zaczynu potrafi dokonać fermentacji wielkiej ilości mąki, tak królestwo Boże, które zdaje się być niepozorne, przez swój wpływ moralny potrafi przekształcić środowisko, w którym się znajduje. Tym środowiskiem może być cały świat, ale może też być nim mniejsza grupa ludzi, czy nawet poszczególny człowiek. Siłą przetwarzającą jest sam Bóg.

Czy stajemy się zaczynem w naszych środowiskach, powodując ich przekształcanie się w Boże królestwo? Czy pozwalam, by Bóg ze mnie czynił zaczyn i umieszczał go tam, gdzie On tego pragnie?

ROZMOWA KOŃCOWA: Powierzajmy Jezusowi wszystkie szczególne pragnienia, które podczas modlitwy się w nas zrodziły, a które nas prowadzą do większej otwartości na Jego Słowo i do budowania Jego Królestwa w naszych środowiskach. Prośmy, byśmy stawali się zaczynem dobra wokół nas, byśmy pozwalali Bogu umieszczać nas w tych miejscach, które tego zaczynu dobra najbardziej potrzebują. Wyraźmy też zgodę wobec Boga na ten kąkol, który w nas będzie istniał do końca naszego życia i prośmy, by nam pozwalał wzrastać w pokorze nie niszcząc dobra, które w nas istnieje i rośnie.

Opracował O. Tadeusz Hajduk SJ

wtorek, 8 lipca 2014

13 LIPCA 2014 XV niedziela zwykła

Mt 13,1-23
Tego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami: Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał niektóre [ziarna] padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne w końcu padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. Kto ma uszy, niechaj słucha! Przystąpili do Niego uczniowie i zapytali: Dlaczego w przypowieściach mówisz do nich? On im odpowiedział: Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano. Bo kto ma, temu będzie dodane, i nadmiar mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą również to, co ma. Dlatego mówię do nich w przypowieściach, że otwartymi oczami nie widzą i otwartymi uszami nie słyszą ani nie rozumieją. Tak spełnia się na nich przepowiednia Izajasza: Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie rozumieli: i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił. Lecz szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą. Bo zaprawdę, powiadam wam: Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło ujrzeć to, na co wy patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli. Wy zatem posłuchajcie przypowieści o siewcy! Do każdego, kto słucha słowa o królestwie, a nie rozumie go, przychodzi Zły i porywa to, co zasiane jest w jego sercu. Takiego człowieka oznacza ziarno posiane na drodze. Posiane na miejsce skaliste oznacza tego, kto słucha słowa i natychmiast z radością je przyjmuje; ale nie ma w sobie korzenia, lecz jest niestały. Gdy przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamuje. Posiane między ciernie oznacza tego, kto słucha słowa, lecz troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne. Posiane w końcu na ziemię żyzną oznacza tego, kto słucha słowa i rozumie je. On też wydaje plon: jeden stokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, inny trzydziestokrotny.

 OBRAZ DO MODLITWY: zobaczmy Jezusa, który naucza w przypowieściach o ważnych sprawach dotyczących uczniów i ich sposobu przyjmowania Jego nauczania.

PROŚBA O OWOC MODLITWY: prośmy, abyśmy potrafili otworzyć się na Boże Słowo sercem dobrym i szlachetnym i byśmy przez wytrwałe noszenie go w sercu i rozważanie mogli przynosić owoc obfity.

PUNKTY POMOCNE DO MODLITWY:

Pan Jezus przekazuje w przypowieści o siewcy ważną prawdę, że Słowo Boże nie przynosi owocu automatycznie, ale że owoc zależy od terenu, na który ono pada. Bóg rozmawia z człowiekiem siejąc swoje Słowo, ale człowiek musi uczestniczyć w tym dialogu, musi otworzyć się na nie tak jak ziemia. Jeśli człowiek nie podejmie dialogu, to Słowo Boże zostaje bezskuteczne. Choć jest ono potężne, to jednak szanuje wolną wolę człowieka.

1. Ziarno posiane na drodze

Serce człowieka może być jak droga wtedy, kiedy choć słucha słowa, to jednak nie rozumie go. Słowo Boże zostaje tutaj na powierzchni, nie wnika ani do intelektu, ani tym bardziej do serca, nie jest rozumiane nie będąc rozważane. Ale jest to serce pozornie kamienne, właściwie twarda jest tylko skorupa na wierzchu dobrej gleby i wystarczy ją rozbić i nawodnić, by droga zaowocowała. Serce jest żyzne, ale na zewnątrz skamieniałe. Są to ludzie „zdeptani przez życie”, którzy pod spodem mają dobry grunt w sercu, tak jak Maria Magdalena czy Zacheusz lub nawet Dobry Łotr. Łatwiej zorać drogę niż rozbić skałę lub wyplewić chwasty i dlatego Szatan boi się zorania drogi i natychmiast stara się porwać zasiane tam ziarno, natomiast nie przejmuje się ziarnami padającymi na skałę lub między ciernie, bo wie, że z nich i tak nic nie będzie. Pozwala nawet na to, by wzeszły, bo lubi gdy człowiek łudzi się pozorami dobra: płytką radością lub wzrastaniem bez przynoszenia owoców (czysta dewocja). Tylko z drogi diabeł porywa ziarno bojąc się, by nie zaowocowało...

Co w historii mojego życia zdeptało moje serce tak, że nie pozwala na wnikanie do niego Bożego Słowa? Czy miłujący wzrok Jezusa pozwala mi doświadczyć tego, czego doświadczyła Maria Magdalena, której życie wydało tak obfite owoce?

2. Posiane na miejsce skaliste

Serce jak miejsce skaliste jest gorsze niż poprzednie. Człowiek o takim sercu słuchając Słowa natychmiast z radością je przyjmuje, ale problem tkwi w jego niestałości: gdy przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu Słowa, zaraz się załamuje. Są to osoby, które wierzą do czasu, a w chwili pokusy odstępują. Tu Słowo Boże płytko wnika. Jest słomiany zapał, ale brak noszenia Słowa w sercu, słuchanie jest wybiórcze. Słowo ma płytki korzeń, bo zostaje przyjęte tylko uczuciowo lub intelektualnie, nie wnikając w głębię serca. Jest to serce naprawdę kamienne, tylko z cienką warstwą gleby, co na pierwszy rzut oka daje pozory żyzności, tym bardziej, że ziarno szybko kiełkuje radością. Lecz cienka zewnętrzna warstwa pozorów gleby zdolna jest karmić tylko radość płytką, nie przemieniającą skamieniałego serca. Może być tak, że na spotkaniu „modlitewnym” śpiewy, klaskanie, „chwała Panu”, a po wyjściu pierwsza przeszkoda powala, czy to w szkole, czy na uczelni, czy w pracy, czy też w domu. Tu nie ma walki z pokusą. Tu szatan nie porywa ziarna, bo wie, że zostanie ono zmarnowane na pozory.

Zapytajmy, ile w nas czy w naszych wspólnotach jest takiego „słomianego zapału”, radości, która nie ma korzeni i nie przemienia naszej codzienności?

3. Posiane między ciernie

To serce pełne cierni jest chyba jeszcze gorsze niż poprzednie. Taki człowiek słucha Słowa lecz troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają je tak, że pozostaje bezowocne. Słowo Boże jakoś tam rośnie w osobie, ale nie przynosi widocznych owoców. Taka osoba troszczy się nie tyle o Królestwo Boże, ile o siebie samą. Jest jak nieowocująca figa pełna samych tylko liści. Słowo Boże wnika wprawdzie do serca, ale to serce pełne jest nieporządku, lęków i obaw o siebie i przez to nie pozwala na owocowanie słowa. Jest to gleba żyzna, ale zachwaszczona, trzeba ją przygotować pod zasiew uwalniając od tego, co zniewala. Serce pełne trosk o bogactwa i przyjemności jest ociężałe, jak uczy Pan Jezus w innym miejscu: „Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka” [Łk 21,34].

Pytajmy siebie, jakie troski i ułudy zagłuszają w nas owocowanie Bożego słowa, zatrzymując się na tym, co zewnętrzne, na pozorach, na „dewocji”, czyli źle pojętej pobożności? Czy nie ma w nas pokusy Marty służącej Jezusowi, ale według swego projektu, a nie według Jego woli?

4. Posiane na ziemię żyzną

Wprawdzie wszyscy „słuchają” Słowa Bożego, ale tylko ci, którzy je rozumieją, widzą, jak ono w nich owocuje. Dobrze ukazuje to zakończenie tej przypowieści u Łukasza [8.15] - „wysłuchawszy słowa sercem szlachetnym i dobrym, zatrzymują je i wydają owoc przez swoją wytrwałość”. Potrzeba więc serca szlachetnego i dobrego, ale też wytrwałego w podejmowaniu usłyszanego Słowa Bożego. Oznacza to, że Słowo jest w sercu noszone i rozważane, tak że przynosi owoc obfity. Taka jest zawsze postawa Maryi. Ona usłyszane słowa nosi w sercu i rozważa, chowa je wiernie, nawet jeśli czegoś nie potrafi do końca zrozumieć. Choć jest zmieszana, zdziwiona lub wręcz nie rozumie usłyszanych słów, to jednak nigdy ich nie odrzuca, lecz pielęgnuje w sercu rozważając, co mogłyby znaczyć. Jest to ciągłe otwarcie na głębię, by lepiej poznać wolę Bożą i pełniej na nią odpowiedzieć. Maryja miała serce na wskroś dobre i szlachetne i była osobą wytrwałą w noszeniu Słowa Bożego w swoim sercu. Kontemplacyjne słuchanie, którego możemy się uczyć od Maryi, oznacza więc otwarcie serca na to, czego się słucha, oznacza uległość serca wobec usłyszanego Słowa, przyjęcie go przez serce wolne od nieuporządkowanych przywiązań.

Jaki jest nasz kontakt ze Słowem Bożym, czy czytamy je systematycznie i czy czytamy je „duchowo”, zamieniając w modlitewną refleksję nad własnym życiem? Czy umacniamy się pokarmem Słowa Bożego i potrafimy znajdować w nim smak i radość przebywania z Kimś Bliskim? Jakie są owoce naszego kontaktu modlitewnego z Bożym Słowem? Czy to Słowo wzbudza w nas owoc Ducha Świętego w relacji z innymi [Ga 5, 22n]: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie?

ROZMOWA KOŃCOWA: Prośmy Jezusa, byśmy potrafili czynić nasze serce uległym wobec Jego głosu, byśmy usunęli z niego wszelkie nieuporządkowania, które zagłuszają Jego słowo. Przebaczmy tym ludziom, którzy zdeptali nasze serca, bo tak otworzymy się na zoranie drogi, co pozwoli nam zaowocować. Powierzajmy Jezusowi wszystkie szczególne pragnienia, które podczas modlitwy się w nas zrodziły, a które nas prowadzą do większej otwartości na Jego Słowo.

Opracował O. Tadeusz Hajduk SJ

środa, 2 lipca 2014


6 LIPCA 2014 XIV niedziela zwykła

W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami:„Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.” [Mt 11,25-30]

OBRAZ DO MODLITWY: zobaczmy Jezusa, który wysławia w swojej modlitwie Ojca za Jego upodobanie w ludziach prostych, a potem zaprasza swoich utrudzonych słuchaczy do przyjścia do Niego po ukojenie ich dusz.

PROŚBA O OWOC MODLITWY: prośmy, abyśmy potrafili jak Jezus wysławiać Boga i otwierać się w prostocie serca na Jego objawianie nam siebie; prośmy też, byśmy znaleźli u Jezusa ukojenie duchowe, przyjmując to jarzmo i brzemię, które od Niego pochodzi, a nie to, które wynika z naszych pomysłów na życie.

PUNKTY POMOCNE DO MODLITWY:

Jak na pustyni w Duchu Świętym, tak tu modli się Jezus do swego Ojca - Abba. Wysławia swego Ojca za fakt, że objawieniem swoim obdarzył prostaczków, a nie mądrych i roztropnych, bo takie było Jego ojcowskie upodobanie. Skoro Ojciec przekazał Synowi wszystko, to także to swoje upodobanie, by objawiać się prostaczkom. W takim razie to im Jezus objawi Ojca. A jeśli czują utrudzenie, to ich zaprasza, by w Nim znaleźli pokrzepienie.

1. Ojcze, Panie nieba i ziemi.

Żydzi odnosili się do Boga z tak wielkim szacunkiem, że graniczyło to wręcz z lękiem. W Starym Testamencie Boga wzywano przede wszystkim jako Stwórcę, Pana, Sędziego sprawiedliwego. Niemożliwym wydawało się wejście w jakąkolwiek relację zażyłości, bądź poufałości z Panem Zastępów. Samo imię Boże było tak święte, że nawet nie ośmielano się go wymawiać.

Choć Jezus nie zapomina, że Bóg jest Panem nieba i ziemi, to jednak wyraża swoją relację do Boga szczególnym terminem „abba”, przez który odzwierciedla synowską intymność z Bogiem, swoim Ojcem. Jest to fakt bez precedensów w Starym Testamencie. Wzywanie Boga jako swojego Ojca stanowi stałą podstawę modlitwy Jezusa. Jezus przeżywał swoją relację synowską z Bogiem jako podstawowy wymiar swego istnienia. Wzywając Boga na wzór dziecka, mówiąc do Niego „Abba, Ojcze”, czynił Jezus coś, co dla Żydów zakrawało na profanację.

Czy potrafimy w naszym odniesieniu się do Boga przeżywać Jego bliskość przenikniętą tkliwością, bez zapominania o Jego autorytecie Pana nieba i ziemi? Czy odczuwamy w naszej relacji do Niego zarówno Jego wielkość, jak i Jego bliskość?

2. Ojcze, takie było Twoje upodobanie.

Jezus znający najlepiej swego Ojca, w modlitwie zwróconej do Niego cieszy się Jego upodobaniem, jakie w Nim widzi. Jak widać Ojciec nie tylko ma upodobanie w Nim jako swoim Synu, ale też Jego upodobanie wyraża się w podejściu do stworzonych przez Niego ludzi. Ten wielki Pan nieba i ziemi jako Ojciec ma swoje upodobania, które nie są znakiem jakichś Jego zachcianek czy kaprysów, lecz wrażliwości serca. I to wrażliwe serce Ojca ma upodobanie, by się objawiać ludziom prostym i pokornym, ludziom o sercach wrażliwych, którzy z prostotą dziecka otwierają się na objawianie się Boga.

Cechą ucznia Jezusa jest również wołanie do Boga „abba” i zawierzenie się z dziecięcym zaufaniem bezwarunkowej miłości Ojca. Doświadczenie bycia umiłowanym dzieckiem Boga jest rysem określającym ucznia Jezusa i gwarantującym właściwe relacje miłości do ludzi. Pierwsi chrześcijanie nigdy nie odważyliby się zwracać się do Boga tak poufale, gdyby ich tego nie nauczył sam Jezus Chrystus. Ta aramejska forma zwracania się do ojca należała pierwotnie do zdrobniałej mowy dziecięcej i zawierała w sobie ten sam ładunek emocjonalny, co nasze słowo tata lub tatuś. Z biegiem czasu jednak w kręgach rodzinnych nabrała szerszego znaczenia, stając się równoważnikiem określenia mój ojcze lub drogi ojcze.

Jak my zwracamy się do naszego Boga? O czym myślimy i co odczuwamy, gdy codziennie modlimy się Boga „Ojcze nasz...”? Czy Bóg dla nas jest kimś, kto zwraca się do nas z zainteresowaniem, miłością i troską, w sposób charakterystyczny dla postawy ojca wobec jego dzieci? Możemy też zastanowić się nad wadami swojego ojca i spróbować zobaczyć, czy podobnie nie widzimy Boga jako Ojca. Czy rezerwa, lęk, niepewność relacji z twoim ojcem nie staje się sposobem reagowania na Boga?

3. Nikt nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić

Komu Jezus zechce objawić tego Boga, którego zna tak dobrze jako swego Ojca, mającego przede wszystkim upodobanie w Nim? Zapewne również otwartym na to objawienie prostaczkom. On przyszedł na ten świat, aby objawić ludziom zapomniane Oblicze własnego Ojca. Nasze dziecięctwo Boże stało się możliwe dopiero dzięki Tajemnicy Wcielenia Bożego Syna. Ojciec niebieski przez Boską adopcję zechciał uczynić nas „synami w Synu".

Dla wielu chrześcijan mówienie do Boga „Ojcze” niełatwo przechodzi im przez gardło. Dla nich ich ziemski ojciec to często osoba przepracowana i nie mająca dla nich nigdy chwili czasu, lub ten, który bije za byle co, zależnie od swojego nastroju. I w konsekwencji nie chcemy znać Boga jako Ojca, bo takie rodzą się nam skojarzenia. Pamiętajmy więc, że Bóg jest Ojcem dla ludzi w tak szerokim i ścisłym znaczeniu, że na to imię nie zasługuje w tym sensie żaden z ojców ziemskich (por. Mt 23, 9). Bóg jest Ojcem wszystkich ludzi i dlatego właśnie wszyscy mogą zwracać się do Niego takim imieniem.

Czy zostało nam już objawione przez Jezusa ojcowskie Oblicze Boga? Jak głęboko zapadło ono w moje serce w mojej codziennej relacji do Boga?

4. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.

Jezus zaprasza do siebie utrudzonych słuchaczy i obiecuje im pokrzepienie. Ale o dziwo, to pokrzepienie nie płynie ze słodkiego „nic-nie-robienia”. Jezus proponuje przychodzącym swoje jarzmo i brzemię. Jarzmo ma być słodkie, a brzemię lekkie, co nie wydaje się łatwe do zrozumienia w pierwszej chwili. Jednak nasze utrudzenie pochodzi częstokroć z dźwigania innego jarzma, które sami sobie nakładamy. W to miejsce możemy przyjąć jarzmo i brzemię Jezusowe i wtedy doświadczymy paradoksalnie pokrzepienia w słodyczy Jego jarzma i lekkości Jego brzemienia.

Czy ufam Jezusowi zapraszającego mnie w moim utrudzeniu, by wymienić moje własne jarzmo i brzemię na to, które On proponuje? Czy czuję, jak On mnie pokrzepia dzień po dniu?

ROZMOWA KOŃCOWA: Prośmy Jezusa, byśmy stawali się ludźmi pełnymi prostoty serca otwartego na objawianie się Boga jako naszego Ojca. Zaufajmy Mu oddając wszelkie utrudzenia, by przyjąć w to miejsce Jego słodkie jarzmo i Jego lekkie brzemię. Możemy też na wzór Jezusa wysławiać naszego Boga za to wszystko, co odczujemy, że nas w Nim pociąga. Powierzajmy Jezusowi szczególne pragnienia, które podczas modlitwy się w nas zrodziły.

Opracował O. Tadeusz Hajduk SJ

wtorek, 24 czerwca 2014

29 CZERWCA 2014

Uroczystość św. Apostołów Piotra i Pawła


Mt 16,13-19)
Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego? A oni odpowiedzieli: Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków. Jezus zapytał ich: A wy za kogo Mnie uważacie? Odpowiedział Szymon Piotr: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego. Na to Jezus mu rzekł: Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie.
OBRAZ DO MODLITWY: zobaczmy Jezusa, który staje wobec uczniów z ważnym dla nich i dla Niego pytaniem, który ich pyta, kim tak naprawdę On dla nich jest, za kogo Go uważają, idąc za Nim już tak długi czas.

PROŚBA O OWOC MODLITWY: prośmy, abyśmy potrafili jak Piotr otworzyć się na działanie w nas Boga Ojca, który nam objawia prawdę o swoim Synu i o tym, kim dla nas On jest, oraz na objawienie Jezusa, który chce nam powiedzieć, kim my jesteśmy dla Niego, w Jego planach zbawczych.

PUNKTY POMOCNE DO MODLITWY:

Jesteśmy w okolicach Cezarei Filipowej, miasta u stóp góry Hermon, położonego niedaleko głównego źródła Jordanu. Nazywano ją powszechnie „Filipową„, aby odróżnić to miasto od znanego portu nad Morzem Śródziemnym.

1. Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?

Pewnego razu, kiedy Jezus przyszedł ze swoimi uczniami w okolice Cezarei Filipowej, zapytał ich o to, za kogo współcześni Mu ludzie Go uważają. Na to pytanie padły różne odpowiedzi, poszczególni uczniowie dzielili się tym, co słyszeli od innych, ich opiniami o Jezusie, a były one różnorodne. Byli tacy, którzy uważali Go za Jana Chrzciciela. Inni sądzili, że to Eliasz powrócił. Jeszcze inni przypuszczali, że to pojawił się ponownie Jeremiasz. A byli i tacy, którzy widzieli w Nim jednego z innych jeszcze proroków. Widzą więc w Nim kogoś wielkiego, wręcz przywróconą do życia wielką postać z historii ich narodu, ale nie za oczekiwanego Mesjasza, Syna Bożego.

Pomyślmy, jakie dziś spotykamy opinie obiegowe o Jezusie. Jak wielu uważa Go za jakąś wielką postać z przeszłości, za twórcę jednej z wielkich religii... Za kogo dziś ludzie uważają Jezusa z Nazaretu? Czy przypadkiem nie jedynie za wybitnego cieślę, który się przekwalifikował na nauczyciela, który nauczał pięknych rzeczy, ale zbyt idealistycznych, by dziś nimi żyć?

2. A wy za kogo Mnie uważacie?

Jezus jednak nie zadowolił się tymi odpowiedziami i postawił pytanie jeszcze ważniejsze: „A wy za kogo Mnie uważacie?„ Pyta swych uczniów, czy ich zdanie o Nim pokrywa się z tymi obiegowymi opiniami, czy też jest nieco inne. Tym razem już się nie prześcigają w odpowiedziach jak poprzednio, lecz odpowiada wyłącznie Szymon Piotr: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego„. Piękne jest to wyznanie płynące z ust księcia apostołów, który dostrzega w Jezusie kogoś więcej niż wybitnego nauczyciela.

Czy nasza odpowiedź na pytanie, kim jest dla mnie Jezus, jest tak głęboką jak Piotra? Czy mamy odwagę wyznać, że dla nas Jezus jest Synem Bożym, i wyznać to także wobec tych wszystkich, dla których jest On tylko jednym z wybitnych ludzi, bohaterem z przeszłości?

3. Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony.

Na wyznanie Piotra Jezus mu odpowiada, skąd taka głęboka odpowiedź pochodzi, i zapewnia go, że jest szczęśliwy dzięki temu, że objawił mu to Jego Ojciec, który jest w niebie. To otwarcie Piotra na głos Boży w nim pozwala mu zobaczyć w Jezusie, kim On jest naprawdę: że nie jest to tylko wskrzeszony prorok z przeszłości ani jakiś wybitny nowy prorok, lecz jest to Boży Syn, oczekiwany Mesjasz.

Jakie jest nasze otwarcie się na Boży głos w nas? Czy mamy to szczęście słyszeć Go w naszych sercach, pamiętając, że On ma upodobanie, by się objawiać prostaczkom? Co nam Ojciec objawia o swoim Synu?

4. Ty jesteś Piotr... i na tej Skale zbuduję Kościół mój.

Po tym jak Piotr wyznał, kim jest Jezus, teraz Jezus na swój sposób wyznaje, kim jest i będzie Piotr. Ma on być Skałą, na której Jezus zbuduje swój Kościół. A będzie on tak solidny, że nawet moce piekielne go nie przemogą, choć zapewne będą próbowały to uczynić. I także obiecuje Piotrowi, że otrzyma klucze królestwa niebieskiego, czyli że cokolwiek zwiąże na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiąże na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. Wartość skały określił Pan Jezus już wcześniej, kończąc kazanie na Górze. Mówił tam o dwóch budowniczych: jednym, który zbudował dom na nietrwałym piasku, i drugim, który zbudował swój dom na niewzruszonej skale.

Kto jest skałą Kościoła Bożego? Co nam Jezus może powiedzieć o nas? Kim jesteśmy? Co na nas może zbudować? Czego nam może udzielić? Czy mamy pewność, że nas też moce piekielne nie przemogą?

ROZMOWA KOŃCOWA: Powierzajmy Jezusowi wszystkie nasze szczególne pragnienia, które podczas modlitwy się w nas zrodziły, a które nas prowadzą do większej wrażliwości na Boży głos w naszych sercach. Wyznajmy Mu też na koniec, kim On dla nas jest, i prośmy, byśmy potrafili wyznawać to wobec tych ludzi, którzy nie widzą w Nim nikogo więcej ponad wielkiego człowieka z zamierzchłej przeszłości.

Opracował O. Tadeusz Hajduk SJ

czwartek, 12 czerwca 2014

 15 CZERWCA 2014

Niedziela Uroczystość Trójcy Przenajświętszej

 

 (J 3,16-18)
Jezus powiedział do Nikodema: Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego.

 

 

Modlitwa przygotowawcza: prosić Pana, Boga naszego, aby wszystkie moje pragnienia, decyzje i czyny były w sposób czysty skierowane ku Jego chwale

Zaangażowanie wyobraźni: Znajdź jakiś symbol, który przedstawia Trójcę Świętą, dobrym przykładem może być ikona Trójcy Rublowa

Prośba do tej medytacji: O wzrost mojej wiary

  1. Bóg Ojciec
Jezus objawił nam oblicze Boga jako dobrego Ojca. Nie jest to nowość w kontekście Starego Testamentu, gdyż ten obraz znany był Żydom od dawna. To co jest nowe to samo rozumienie ojcostwa Boga, który nie jest surowym rodzicem, każącym i wynagradzającym swoje dzieci, ale jest miłosierny, kochający i bliski. Jezus mówi o nim jako „Abba” – tata. I tak tez Sam Bóg mówi o sobie. ”Jahwe, Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność”. A jego przymierze polega właśnie na miłości, na przebaczeniu naszych win, On nas przygarnia i stajemy się Jego dziećmi.

2.      Duch Święty 
            To Osoba, nie jakaś bliżej nieokreślona energia czy moc. On jest Miłością, która łączy Ojca i Syna. I właśnie dlatego mówi się o duchu jako o zaczynie jedności, o tym, który zespaja Kościół, łączy nas między sobą i z Bogiem. On jest autorem naszego życia w Bogu. I przez Niego mamy udział w tym wszystkim co jest nazywane wewnętrznym życiem Boga – życiem polegającym na kochaniu i byciu kochanym. On też prowadzi nas przez całe życie i jego mocą jesteśmy zdolni by świadczyć o Jezusie.

3.      Syn Boży 
Jezus stał się człowiekiem i umarł za nas by objawić nam czym jest Miłości Ojca. Nie przyszedł potępić ale zbawić, przywrócić nam nadzieję. Całe nauczanie Jezusa streszczało się właśnie w tej prawdzie, Bóg jest miłością i kocha nas i chce byśmy byli blisko Niego. Wiara w to jest dla nas początkiem nowego życia, życia z miłości i w bliskości. Bo tym co nas zamyka na łaskę jest nie tylko grzech ale także i lęk przed Bogiem. Jezus chce nas uwolnić od jednego i drugiego, by boże życie mogło się w ten sposób w nas objawić.

logo skb

środa, 28 maja 2014



1 CZERWCA 2014  Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego

(Mt 28,16-20)
Jedenastu uczniów udało się do Galilei na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami: Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.


 PUNCTA (punkta) do MEDYTACJI:


Zaangażowanie wyobraźni: Zobacz scenę wniebowstąpienia Jezusa
Prośba do tej medytacji: O większą wiarę i o żywe pragnienie powrotu Jezusa

  1. Wątpliwości
Kiedy uczniowie przybywają na górę, widzą Jezusa i oddają Mu pokłon, ale są wśród nich tacy którzy ciągle jeszcze wątpią. To niesamowite. Tyle czasu upłynęło od Zmartwychwstania, tylu się ukazał, z tyloma już rozmawiał, tak wielu dawało o nim świadectwo, sami go widzą, a ciągle jeszcze wątpią. Nasze życie też jest naznaczone wątpliwościami, są one wpisane w naszą drogę do Boga i są jej nierozerwalną częścią, są konieczne. Ciągłe pytanie się o sens, o naszą wiarę, jest okazją do ponownego wybierania Jezusa. Ciągle na nowo, pełniej i głębiej.

2.      Misja 
            Jednak Jezus jak zwykle się tym nie zraża. Mówi prosto z mostu: macie misję. To co ja czyniłem teraz wy czyńcie, ale nie swoją mocą, ale mocą z wysoka. Duchem Św. My sami jesteśmy słabi i ciągle wątpimy, ale gwarantem sukcesu misji zleconej przez Jezusa Kościołowi są nie ludzie, nie jesteśmy my ale jest nim sam Duch Św. On będzie nas prowadził, On uczyni z nas świadków. To co my musimy zrobić to być Mu posłuszni. Zasłuchani w Jego szum i gotowi za Nim podążać „a wszystko inne będzie nam przydane”.

3.      Obietnica 
Ostanie słowa, jakie Jezus kieruje do uczniów w Ewangelii Św. Mateusza, to słowa obietnicy, że zawsze będzie z nami. „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”. Odnoszę się one tak do całego Kościoła, ale też do wszystkich jego członków. Jezus mówi: „jestem przy tobie do końca, jakim by nie był, gdziekolwiek się nie udasz będę szedł przy tobie by cię podtrzymać, gdy wszyscy inni zawiodą. Bo ja nie zawiodę ciebie i o tobie nie zapomną”. To miłość trzyma Go przy nas, i ta miłość nie kończy się. I na tę miłość czekamy i jej pragniemy.