wtorek, 22 kwietnia 2014

 27 KWIETNIA 2014

II Niedziela Wielkanocna,  Miłosierdzia Bożego

J 20,19-31
Było to wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia. Tam gdzie przebywali uczniowie, drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, Jezus wszedł, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam! A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Uweźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane. Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: Widzieliśmy Pana! Ale on rzekł do nich: Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę. A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz /domu/ i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: Pokój wam! Następnie rzekł do Tomasza: Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż /ją/ do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym. Tomasz Mu odpowiedział: Pan mój i Bóg mój! Powiedział mu Jezus: Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli. I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej książce, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc mieli życie w imię Jego.


a) Na początku medytacji warto odnaleźć się w Bożej obecności. Dobrze jest uświadomić sobie, że modlitwa jest czasem poświęconym Panu Bogu. Jest świętą przestrzenią, w której Stwórca spotyka się ze mną. W związku z tym mogę zostawić na boku wszystkie zbędne troski, to co mnie absorbuje, co zbyt mocno przykuwa moją uwagę i utrudnia skoncentrowanie się na Panu Bogu. Wzbudzę intencję, która będzie wyrażała pragnienie zwrócenia moich myśli, uczuć, mojego serca, rozumu i woli na to wyjątkowe spotkanie.
b) Prośba o właściwą intencję: Prosić Boga, Pana naszego, aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do służby i chwały Jego Boskiego Majestatu . Proszę o to, by moje myśli, pragnienia i zamiary miały początek w Bogu, by były zakorzenione w Jego dobru i w Jego miłości. Proszę, by moje czyny przebiegały w zgodzie z wolą Najwyższego i by prowadziły mnie ku ostatecznemu celowi, ku niebu i spotkaniu ze Stwórcą.
c) Obraz: Wyobraź sobie, że jesteś w pomieszczeniu razem z apostołami i jesteś świadkiem przyjścia Jezusa
d) Prośba o owoc medytacji: Tutaj prosić o odwagę w głoszeniu Jezusa i pokój w sercu.

Punkt 1. Pokój wam!
Jezus jest człowiekiem pokoju. Wielokrotnie po swojej śmierci, kiedy przychodził umocnić apostołów pierwsze słowa jakie do nich kierował brzmiały właśnie „pokój wam”. Działanie Jezusa w sercu każdego z nas prowadzi do pokoju, do ukojenia. On pragnie utulić i uspokoić człowieka. Chce by był wolny, by nie dawał się wciągnąć w emocjonalne wojny, karierę „po trupach” czy jakieś zniewolenie. Jezus przynosi pokój, którego nie da się z niczym porównać ani przecenić, bo naturalnym ciążeniem ludzkiego serca jest szukanie Boga; „niespokojne jest serce nasze dopóki nie spocznie w Tobie”. Tak jak kamień rzucony w górę spada na ziemię, ulegając sile grawitacji, tak serce człowieka naturalnie dąży do Boga odkrywając w Nim prawdziwego dawce pokoju. Jezus zaprasza nas do bycia ludźmi pokoju i do rozsiewania pokoju wokół nas. Czy znam kogoś z mojego otoczenia kogo mógłbym nazwać człowiekiem pokoju, dlaczego? Jestem człowiekiem pokoju czy wojny?

Punkt 2. Weźmijcie Ducha Świętego!
Jezus zaprasza nas do wzięcia Ducha Świętego. Zalecam jednak dużą ostrożność w prośbie o Ducha. Duch Święty wieje kędy chce, prowadzi tak jak chce i dokąd chce. Człowiek pod działaniem Ducha Świętego już nie należy do siebie, bo wydał się w ręce Miłości i wszystko co robi ma jeden cel, większą Bożą chwałę! Tam już nie ma miejsca na miłość własną, jest tylko ciągła dynamika i ruch - „wir miłości” czyli bycia dla innych. Jednocześnie nie ma chyba nic piękniejszego niż wydać się Jemu całkowicie i już do siebie nie należeć. Jeżeli odkrywacie w sobie pragnienie realizacji słów św.Pawła „już nie ja żyje lecz żyje we mnie Chrystus” to jak najbardziej proście, by to Wam się stało. Jeżeli nie, to proście o pragnienie tego pragnienia. Bóg nie pozostaje głuchy na nasze prośby. Spróbuję być dla innych, w najbliższym tygodniu zwrócę na to szczególną uwagę. „Nie bójcie się żyć dla Miłości, dla tej Miłości warto żyć…”

Punkt 3. Błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli.
Mówimy o rzeczywistości, której nie widzimy, a którą jedynie przeczuwamy. Wiara jest zaufaniem i zawierzeniem siebie Komuś kogo spotkać można tylko w głębi swojego serca. Jednak nie każdy ma odwagę tam zajrzeć i spotkać się z sobą sam na sam, dlatego w osobie Tomasza każdy z nas może odnaleźć swoje wątpliwości i niepewność. Jezus mówi wyraźnie, że błogosławi tym, którzy odważą się na krok w „nieznane”. Błogosławi wszystkim, ale tylko ci, którzy zechcą się z Nim spotkać w swoim sercu będą z tego błogosławieństwa naprawdę korzystać. Nie widzę Go ludzkimi oczami, ale mogę dostrzec Go oczami wiary, jeśli tylko będę tego chciał… Czy mogę siebie nazwać błogosławionym, dlaczego tak, dlaczego nie?

Rozmowa końcowa. Porozmawiaj z Jezusem jak z przyjacielem, o tym co przyniosła ta medytacja.

Michał Masłowski SJ

środa, 16 kwietnia 2014

Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego

20 KWIETNIA 2014

Mt 28,1-10

Po upływie szabatu, o świcie pierwszego dnia tygodnia przyszła Maria Magdalena i druga Maria obejrzeć grób. A oto powstało wielkie trzęsienie ziemi. Albowiem anioł Pański zstąpił z nieba, podszedł, odsunął kamień i usiadł na nim. Postać jego jaśniała jak błyskawica, a szaty jego były białe jak śnieg. Ze strachu przed nim zadrżeli strażnicy i stali się jakby umarli. Anioł zaś przemówił do niewiast: Wy się nie bójcie! Gdyż wiem, że szukacie Jezusa Ukrzyżowanego. Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał, jak powiedział. Chodźcie, zobaczcie miejsce, gdzie leżał. A idźcie szybko i powiedzcie Jego uczniom: Powstał z martwych i oto udaje się przed wami do Galilei. Tam Go ujrzycie. Oto, co wam powiedziałem. Pośpiesznie więc oddaliły się od grobu, z bojaźnią i wielką radością, i biegły oznajmić to Jego uczniom. A oto Jezus stanął przed nimi i rzekł: Witajcie. One podeszły do Niego, objęły Go za nogi i oddały Mu pokłon. A Jezus rzekł do nich: Nie bójcie się. Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech idą do Galilei, tam Mnie zobaczą.  



Obraz: Ustalenie miejsca, jakby się je widziało,  widzieć odsunięty kamień

Prośba o owoc medytacji: Prosić o to czego chcę i pragnę.  Tutaj prosić o głębokie przeżycie Niedzieli Zmartwychwstania

Punkt 1. Przygotowane wonności
Przygotowujemy się do Świąt Zmartwychwstania Pańskiego. Czynimy to zarówno od strony duchowej, jak i od strony materialnej. Od duchowej przez post, pokutę i jałmużnę. A od materialnej przez sprzątanie, pieczenie, robienie zakupów i gotowanie. Ten drugi sposób działania nie był obcy kobietom, które z przygotowanymi wonnościami udały się do groby Pana Jezusa. One musiały włożyć spory wysiłek, by zdobyć taki olejek do namaszczania ciała. Myślały, że już nic innego im nie pozostało jak tylko w ten sposób oddać hołd Jezusowi. Jednakże trud, jaki włożyły w tę czynność przyniósł nieoczekiwane rezultaty. Poszły i spotkały aniołów, którzy ogłosili im nowinę o zmartwychwstaniu. Podjęty przez nas trud Wielkiego Postu i bezpośredniego przygotowywania do świąt też może przynieść nieoczekiwane rezultaty. Jaki trud podjąłem, by przygotować się do świąt? Czy oddaje cały ten trud Jezusowi? Czy jestem gotowy na to, że owoce tego postu mogą być zupełnie inne niż się spodziewałem?

Punkt 2. Kamień został odsunięty
Kamień przed grobem Chrystusa został odsunięty. Jest to symbol zwycięstwa nad śmiercią. Jest to znak tego, że Bóg może rzeczy niemożliwe. Bóg mógłby zmartwychwstać i wyjść z grobu bez odsuwania kamienia, jednakże wybrał tę drogę. Bóg też może odsunąć kamień z twojego serca. Czyni to poprzez spowiedź. Jednakże nie zrobi tego bez twojej zgody. Gdy go poprosisz, doznasz odpuszczenia grzechów. Jeśli tego nie zrobisz, pozostaniesz w ciemnym grobie. Odsuwanie tego kamienia jest duchowym przygotowywaniem na doświadczenie zmartwychwstania. Czy kamień z mojego serca został już odsunięty? Czy pozwolę Panu wpuścić do mojego serca światło poranka zmartwychwstania? Czy może moje serce pozostanie ciemnym grobem?

Punkt 3. Przypomniały sobie Jego słowa

Anioł zachęca niewiasty do tego, by przypomniały sobie słowa Jezusa. Dzięki tej zachęcie zrozumiały znaczenie zmartwychwstania. Jeśliby nie przywołanie słów mistrza, wówczas poranek zmartwychwstania byłby jakimś mało znaczącym i nieczytelnym znakiem. Byłby jakimś bezsensownym wpatrywaniem się w pusty grób. Byłby trwaniem w jakimś absurdalnym szoku po stracie kogoś bliskiego. Byłby wreszcie ostatnim fragmentem historii, która miałaby bardzo smutny koniec. Dzięki przypomnieniu sobie i zrozumieniu tych słów były one zdolne do tego, by przekazać wieść o zmartwychwstaniu innym uczniom. Podobnie my tylko wtedy będziemy zdolni do tego, by dzielić się wiarą, jeśli będziemy sobie przypominać słowo pańskie. Czy rozważam Pismo Święte? Czy jestem wierny w modlitwie? Czy otwieram się wreszcie na prowadzenie aniołów (dobrych duchów)?

Rozmowa końcowa: porozmawiaj z Jezusem jak przyjaciel z przyjacielem o tym, co wydarzyło się w czasie tej medytacji.
Modlitwa końcowa: Ojcze nasz
Michał Karnawalski SJ

wtorek, 8 kwietnia 2014


13 KWIETNIA 2014 Niedziela Palmowa czyli Męki Pańskiej



Gdy się przybliżyli do Jerozolimy i przyszli do Betfage na Górze Oliwnej, wtedy Jezus posłał dwóch uczniów i rzekł im: „Idźcie do wsi, która jest przed wami, a zaraz znajdziecie oślicę uwiązaną i źrebię z nią. Odwiążcie je i przyprowadźcie do Mnie! A gdyby wam kto co mówił, powiecie: Pan ich potrzebuje, a zaraz je puści”. Stało się to, żeby się spełniło słowo Proroka: „Powiedzcie Córze Syjońskiej: Oto Król twój przychodzi do ciebie łagodny, siedzący na osiołku, źrebięciu oślicy”. Uczniowie poszli i uczynili, jak im Jezus polecił. Przyprowadzili oślicę i źrebię i położyli na nie swe płaszcze, a On usiadł na nich. A ogromny tłum słał swe płaszcze na drodze, inni obcinali gałązki z drzew i ścielili na drodze. A tłumy, które Go poprzedzały i które szły za Nim, wołały głośno: „Hosanna Synowi Dawida! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie! Hosanna na wysokościach!” Gdy wjechał do Jerozolimy, poruszyło się całe miasto i pytano: „Kto to jest?” A tłumy odpowiadały: „To jest prorok, Jezus z Nazaretu w Galilei”. [Mt 21,1-11]

OBRAZ DO MODLITWY: wzrokiem wyobraźni spróbujmy zobaczyć Jezusa zdążającego do Jerozolimy, zdążającego na oślęciu, na które uczniowie zarzucili swe płaszcze; zobaczmy jak wiele osób słało swe płaszcze na drodze, a inni gałązki ścięte na polach, i jak ci wszyscy wołali: „Hosanna! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie. Błogosławione królestwo ojca naszego Dawida, które przychodzi. Hosanna na wysokościach!”

PROŚBA O OWOC MODLITWY: prośmy o dogłębne poznanie osoby Jezusa, by móc Go we wszystkim naśladować; by Jezus tryumfalnie wjeżdżający do Jerozolimy nie był jedynym Jezusem, za którym jesteśmy w stanie pójść, lecz by pociągało nas Jego człowieczeństwo w całym jego wymiarze.

PUNKTY POMOCNE DO MODLITWY:

Opis tryumfalnego wjazdu Jezusa do Jerozolimy, na parę dni przed Jego męką, znajdujemy u wszystkich ewangelistów, co potwierdza wagę tego faktu w życiu Jezusa. Wjazd na oślęciu, pośród rozentuzjazmowanego tłumu, wskazuje na godność królewską i mesjańską Jezusa. Potwierdzają to zarówno szaty, złożone na samym oślęciu i na drodze przejazdu Jezusa, jak i zielone gałązki ścielone na tej drodze.

1. Oto Król twój przychodzi do ciebie łagodny, siedzący na osiołku.

Jezus wcześniej zawsze uchylał się wobec zabiegów ludu, który pragnął Go już nieraz obwołać królem. Tu jednak widzimy Go w zupełnie innej postawie. Tutaj zostaje obwołany Tym, który przynosi zbawienie, przychodzi jako wprowadzający królestwo Dawidowe. Ale to On sam wybiera odpowiedni czas i szczegóły swego mesjańskiego wjazdu do Jerozolimy.

Jezus w tej scenie jest w pełni świadomy, iż On jest obiecanym Mesjaszem i Królem Izraela, że na Niego czekał cały Stary Testament. A jednocześnie jest głęboko świadomy tego, że za kilka dni On, który wjeżdża do Jerozolimy jako Król Izraela, zostanie wyprowadzony przez tę samą bramę poza miasto jako złoczyńca i tam umrze na Krzyżu. Jezus nie skorzysta z okazji bycia obwołanym Mesjaszem, by teraz iść „na fali” powodzenia. Jezus będąc Mesjaszem, będzie Mesjaszem cierpiącym, w Nim mają się spełnić przepowiednie proroka Izajasza o cierpiącym „słudze Jahwe”.

Widać tu również wyraźną aluzję do proroctwa Zachariasza: „Raduj się wielce, Córo Syjonu, wołaj radośnie, Córo Jeruzalem! Oto Król twój idzie do ciebie, sprawiedliwy zwycięski. Pokorny jedzie na osiołku, na oślątku, źrebięciu oślicy” [Za 9,9]. Jezusowe królowanie nie jest królowaniem według modelu światowego. Widzimy Go jako pokornego, co symbolizuje wjazd na osiołku, a nie na wspaniałym rumaku czy na rydwanie.

Bywa w Kościele wiele momentów tryumfalnych, wiele chwil wielkości, czy jednak nie jesteśmy nastawieni tylko na tego rodzaju przeżywanie Kościoła? Czy należenie do Kościoła pokornego pociąga nas? Czy skromność i pokora jako sposób na życie są dla nas atrakcyjne?

2. „Hosanna Synowi Dawida!”.

Aklamacja „hosanna” jest radosnym wysławianiem Boga Jahwe zaczerpniętym z Psalmu 118, który jest używany w liturgii świątynnej, szczególnie podczas obchodów Paschy. Tym psalmem uczestnicy uroczystości wyrażali swoje uwielbienie, cześć i wdzięczność Bogu.

W Nowym Testamencie „hosanna” pojawia się tylko w kontekście uroczystego wjazdu Jezusa do Jerozolimy jako okrzyk radości i oddanie hołdu Bogu i Jego wysłannikowi. Wołanie tłumu jest cytatem z psalmu: „Błogosławiony, który przybywa w imię Pańskie! Błogosławimy wam z domu Pańskiego” [Ps 118,26] i oznacza pojawienie się kogoś na Boży rozkaz i z misją od Boga. Podkreśla się tym sposobem mesjański wymiar wydarzenia. Zaś w Jezusie widzi się osobę, w której wypełniają się oczekiwania i nadzieje mesjańskie.

Aklamacja „Hosanna na wysokościach” wyraża jednocześnie przekonanie, że ten radosny nastrój, który zapanował na ziemi, przeniknął także do nieba, gdzie jego mieszkańcy cieszą się z przyjścia na świat oczekiwanego od dawna Mesjasza.

Czy jednak pośród tych wołających tutaj „hosanna” nie znajdziemy wielu, którzy w parę dni później, przed Piłatem, będą krzyczeć: „nie mamy króla nad Cezara”, „ukrzyżuj Go”, „krew Jego na nas i na nasze dzieci”? Przecież w obu tych wydarzeniach biorą udział zarówno mieszkańcy Jerozolimy, jak i pielgrzymi, którzy przybyli na trwające osiem dni obchody święta Paschy.

W „Sanctus”, w czasie każdej Mszy św. Kościół w ramach liturgii eucharystycznej podejmuje wołanie tłumów z tryumfalnego wjazdu Jezusa do Jerozolimy. Zastanówmy się nad momentami, kiedy oddajemy Bogu cześć podczas naszej Eucharystii: czy nasza postawa jest oddawaniem Bogu czci nie tylko ustami, lecz stałą postawą szukania i pełnienia woli Boga? Czy wołając jednego dnia w kościele „hosanna”, w parę dni później nie jesteśmy zdolni wołać „nie mamy króla nad Cezara”, bo tak chce większość, która nas otacza w naszym środowisku pracy, w naszej rodzinie? Czy mam odwagę wyznawać Jezusa jako mojego Pana i Króla w środowiskach Jemu wrogich?


ROZMOWA KOŃCOWA: Zaprośmy Jezusa do swojego serca powierzając Mu wszelkie pragnienia, które podczas modlitwy się w nas zrodziły; prośmy Boga o łaskę, byśmy potrafili Bogu oddawać chwałę nie tylko słownie, ale przede wszystkim naszą postawą, byśmy uznawali Go za naszego Króla także w środowiskach wyznających innych królów i panów. I prośmy, byśmy nie szukali w Kościele światowej wielkości, lecz wzrastali w prostocie, skromności i pokorze.

 Opracował O. Tadeusz Hajduk SJ

środa, 2 kwietnia 2014


6 KWIETNIA 2014    V niedziela Wielkiego Postu

Był pewien chory, Łazarz z Betanii, z miejscowości Marii i jej siostry Marty. Maria zaś była tą, która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła Jego nogi. Jej to brat Łazarz chorował. Siostry zatem posłały do Niego wiadomość: „Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz”. Jezus usłyszawszy to rzekł: „Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą”. A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza. Mimo jednak, że słyszał o jego chorobie, zatrzymał się przez dwa dni w miejscu pobytu. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: „Chodźmy znów do Judei”. Rzekli do Niego uczniowie: „Rabbi, dopiero co Żydzi usiłowali Cię ukamienować i znów tam idziesz?” Jezus im odpowiedział: „Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeżeli ktoś chodzi za dnia, nie potknie się, ponieważ widzi światło tego świata. Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła”. To powiedział, a następnie rzekł do nich: „Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę, aby go obudzić”. Uczniowie rzekli do Niego: „Panie, jeżeli zasnął, to wyzdrowieje”. Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówił o zwyczajnym śnie. Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: „Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego”. Na to Tomasz, zwany Didymos, rzekł do współuczniów: „Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć”. Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już od czterech dni spoczywającego w grobie. A Betania była oddalona od Jerozolimy około piętnastu stadiów i wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po bracie. Kiedy zaś Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta rzekła do Jezusa: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga”. Rzekł do niej Jezus: „Brat twój zmartwychwstanie”. Rzekła Marta do Niego: „Wiem, że zmartwychwstanie w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym”. Rzekł do niej Jezus: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?” Odpowiedziała Mu: „Tak, Panie! Ja wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat”. Gdy to powiedziała, odeszła i przywołała po kryjomu swoją siostrę, mówiąc: „Nauczyciel jest i woła cię”. Skoro zaś Maria to usłyszała, wstała szybko i udała się do Niego. Jezus zaś nie przybył jeszcze do wsi, lecz był wciąż w tym miejscu, gdzie Marta wyszła Mu na spotkanie. Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, widząc, że Maria szybko wstała i wyszła, udali się za nią, przekonani, że idzie do grobu, aby tam płakać. A gdy Maria przyszła do miejsca, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go upadła Mu do nóg i rzekła do Niego: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł”. Gdy więc Jezus ujrzał, jak płakała ona i Żydzi, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: „Gdzieście go położyli?” Odpowiedzieli Mu: „Panie, chodź i zobacz”. Jezus zapłakał. A Żydzi rzekli: „Oto jak go miłował!” Niektórzy z nich powiedzieli: „Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?” A Jezus ponownie okazując głębokie wzruszenie przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. Jezus rzekł: „Usuńcie kamień”. Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: „Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie”. Jezus rzekł do niej: „Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz ujrzysz chwałę Bożą?” Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: „Ojcze, dziękuję Ci, żeś Mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że Mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie lud to powiedziałem, aby uwierzyli, żeś Ty mnie posłał”. To powiedziawszy zawołał donośnym głosem: „Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!” I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: „Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić”. Wielu więc spośród Żydów przybyłych do Marii ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego. [J 11, 1-45]

OBRAZ DO MODLITWY: wzrokiem wyobraźni spróbujmy zobaczyć Jezusa podczas spotkania z Marią przy grobie, kiedy Jezus wzrusza się, rozrzewnia i płacze.

PROŚBA O OWOC MODLITWY: prośmy o dogłębne poznanie osoby Jezusa w Jego przyjacielskich relacjach i o odkrycie pełni Jego człowieczeństwa, by je móc we wszystkim naśladować w swoim codziennym życiu.

PUNKTY POMOCNE DO MODLITWY:

Ojciec Święty podając Jezusa jako wzór człowieczeństwa podaje pośród innych przykładów to, że „odwiedza rodzinę przyjaciół” oraz że „płacze nad śmiercią Łazarza” [Pastores dabo vobis, 72]. Spróbujmy więc dziś z tej perspektywy przeżyć naszą medytację wskrzeszenia Łazarza, pozostawiając na boku inne ważne aspekty teologiczne, zapewne często poruszane przy okazji tej Ewangelii.

1. Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza.

Kiedy młody Łazarz, brat Marii i Marty z Betanii, zachorował, siostry posłały do Jezusa jednoznaczną dla nich w oczekiwaniach wiadomość: „Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz”. I ewangelista, który sam się czuje uczniem umiłowanym Jezusa, stwierdza jasno, że „Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza”. Czyli była to rzecz widoczna i nieukrywana przez Niego. Była to miłość przyjacielska, co sam Jezus stwierdza: „Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę, aby go obudzić”. Jego miłość zauważyli nawet zebrani u Marty Żydzi, gdy zobaczyli, jak wzruszył się w duchu i rozrzewnił: „Oto jak go miłował!”.

Jezus nie byłby w pełni człowiekiem, gdyby nie uszanował czegoś tak ważnego w relacjach międzyludzkich jak przyjaźń, która jest jednym z największych darów Boga. Jeśli Jezus „ludzkim sercem kochał” [Gaudium et Spes, 22], to nie kochał wszystkich jednakowo, lecz miał także osoby sobie najbliższe, z którymi był związany więzami przyjaźni i nie przeżywał tego jako coś, co byłoby dyskryminowaniem innych osób, które także kochał, czy jako sobie bliskich, czy nawet jako swoich wrogów, chcąc zawsze dobra każdego człowieka.

Czy zgadzam się na to, że Jezus jako człowiek miał swoich przyjaciół i przez to wcale nie zaniedbywał swoich obowiązków, ani to nie zakłócało innych Jego bliskich realcji? Czy potrafię uszanować coś tak pięknego jak przyjaźń osób, które są mi bliskie i czy potrafię tak jak Jan, umiłowany uczeń Jezusa, nie odbierać ich jako konkurencji do mojej relacji? Czy rozwijam swoje przyjaźnie w sposób dojrzały, nie jako zaborczość, lecz w duchu wolności?

2. Mimo jednak, że słyszał o jego chorobie, zatrzymał się przez dwa dni w miejscu pobytu.

Jest to zaskakujące dla wielu, że Jezus usłyszawszy o chorobie ukochanego Łazarza i mimo tego, że miłował również jego siostry Martę i Marię, zatrzymał się jednak jeszcze przez dwa dni w miejscu pobytu i dopiero potem zdecydował, by pójść znów do Judei do zaprzyjaźnionej rodziny. Nie mogły tego pojąć także obydwie siostry, które po przybyciu Jezusa do ich domu stwierdzają: „gdybyś tu był, mój brat by nie umarł”. Jest o nie tylko wyznanie ich wiary, ale jest to również ukryty wyrzut wobec Niego, który według nich nie przybył na czas zgodnie z ich oczekiwaniami.

Czego Jezus uczy zaprzyjaźnione z sobą siostry? Czego uczy nas odnośnie naszej z Nim przyjaźni? Na co zwraca nam uwagę w naszych ludzkich relacjach przyjaźni? Uczy wielkiego prawa wolności, które jest podstawą każdej relacji prawdziwej miłości, a przyjaźni - która jest rozkwitem tej miłości - tym bardziej. Nie ma prawdziwej przyjaźni bez dania wolności przyjacielowi. Gdzie jest zaborczość, tam trudno mówić jeszcze o prawdziwej przyjaźni. Jezus nie uległ naglącej potrzebie tak bliskich sobie osób, bo miał wtedy jeszcze inną misję Ojca do spełnienia.

Czy pozostawiam wolność moim przyjaciołom, kiedy objawiam im swe najgłębsze pragnienia, których realizacji od nich oczekuję? Czy mam do nich takie zaufanie, że jeśli moich oczekiwań nie zrealizują natychmiast, to nie obrażam się, tylko staram się to zrozumieć? Czy w przyjaźni z Jezusem nie próbuję Nim manipulować?

3. Jezus ponownie okazując głębokie wzruszenie przyszedł do grobu.

Ojciec święty stwierdza również że Jezus jako prawdziwy człowiek pragnął „doznawać tych samych uczuć” co ludzie [PDV, 72]. Jan kilkakrotnie tu akcentuje owe uczucia Jezusa. Gdy Jezus ujrzał, jak płakała Maria i Żydzi, którzy razem z nią przyszli, „wzruszył się w duchu, rozrzewnił”. A gdy Go poprosili, by przyszedł i zobaczył miejsce złożenia do grobu, „Jezus zapłakał”. I chwilę później „ponownie okazując głębokie wzruszenie przyszedł do grobu”.

Tu ludzkie serce Jezusa doświadcza uczucia bólu i nie wstydzi się tego okazać pokazując, jak kochające ludzkie serce reaguje na bolesne sytuacje osób kochanych. Jezus nie ukrywa swego bólu i nie jest to wcale znakiem że… nie wierzy w zmartwychwstanie, o którym przecież rozmawiał z Martą. My też mamy prawo być smutni na pogrzebie, choć wierzymy w zmartwychwstanie i w to, że po śmierci wchodzimy w szczęśliwsze życie.

Jak wyrażam swoje uczucia bólu wobec cierpienia innych osób? Czy nie wstydzę się wzruszenia, rozrzewnienia, zapłakania wobec innych osób? Jak Jezusa naśladuję w przeżywaniu swoich uczuć? Czy nie mieszam wiary w zmartwychwstanie ze stoicyzmem w przeżywaniu swoich uczuć?

ROZMOWA KOŃCOWA: Zaprośmy Jezusa do swojego serca powierzając Mu wszelkie pragnienia, które podczas modlitwy się w nas zrodziły. Prośmy szczególnie o głębokie doświadczenie człowieczeństwa Jezusa, Jego życia uczuciowego. Zawierzmy też Jego przyjaźni ze mną, prosząc o zrozumienie tego, na czym prawdziwa przyjaźń z Nim i z innymi ludźmi polega.

Opracował O. Tadeusz Hajduk SJ

środa, 26 marca 2014


30 MARCA 2014 IV niedziela Wielkiego Postu

„Jezus przechodząc obok ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: «Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym - on czy jego rodzice?» Jezus odpowiedział: «Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale [stało się tak], aby się na nim objawiły sprawy Boże. Potrzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata». To powiedziawszy splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: «Idź, obmyj się w sadzawce Siloam» - co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił widząc. A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: «Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze?» Jedni twierdzili: «Tak, to jest ten», a inni przeczyli: «Nie, jest tylko do tamtego podobny». On zaś mówił: «To ja jestem». Mówili więc do niego: «Jakżeż oczy ci się otwarły?» On odpowiedział: «Człowiek zwany Jezusem uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: "Idź do sadzawki Siloam i obmyj się". Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem». Rzekli do niego: «Gdzież On jest?» On odrzekł: «Nie wiem». Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A tego dnia, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: «Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę». Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: «Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu». Inni powiedzieli: «Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki?» I powstało wśród nich rozdwojenie. Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: «A ty, co o Nim myślisz w związku z tym, że ci otworzył oczy?» Odpowiedział: «To prorok». Jednakże Żydzi nie wierzyli, że był niewidomy i że przejrzał, tak że aż przywołali rodziców tego, który przejrzał, i wypytywali się ich w słowach: «Czy waszym synem jest ten, o którym twierdzicie, że się niewidomym urodził? W jaki to sposób teraz widzi?» Rodzice zaś jego tak odpowiedzieli: «Wiemy, że to jest nasz syn i że się urodził niewidomym. Nie wiemy, jak się to stało, że teraz widzi, nie wiemy także, kto mu otworzył oczy. Zapytajcie jego samego, ma swoje lata, niech mówi za siebie». Tak powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już postanowili, że gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi. Oto dlaczego powiedzieli jego rodzice: «Ma swoje lata, jego samego zapytajcie!» Znowu więc przywołali tego człowieka, który był niewidomy, i rzekli do niego: «Daj chwałę Bogu. My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem». Na to odpowiedział: «Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę». Rzekli więc do niego: «Cóż ci uczynił? W jaki sposób otworzył ci oczy?» Odpowiedział im: «Już wam powiedziałem, a wyście mnie nie wysłuchali. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i wy chcecie zostać Jego uczniami?» Wówczas go zelżyli i rzekli: «Bądź ty sobie Jego uczniem, my jesteśmy uczniami Mojżesza. My wiemy, że Bóg przemówił do Mojżesza. Co do Niego zaś nie wiemy, skąd pochodzi». Na to odpowiedział im ów człowiek: «W tym wszystkim to jest dziwne, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył. Wiemy, że Bóg grzeszników nie wysłuchuje, natomiast Bóg wysłuchuje każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę. Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic czynić». Na to dali mu taką odpowiedź: «Cały urodziłeś się w grzechach, a śmiesz nas pouczać?» I precz go wyrzucili. Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go rzekł do niego: «Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?» On odpowiedział: «A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?» Rzekł do niego Jezus: «Jest Nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie». On zaś odpowiedział: «Wierzę, Panie!» i oddał Mu pokłon. Jezus rzekł: «Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, aby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą stali się niewidomymi». Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli i rzekli do Niego: «Czyż i my jesteśmy niewidomi?» Jezus powiedział do nich: «Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: "Widzimy", grzech wasz trwa nadal (J 9, 1-41).

OBRAZ DO MODLITWY:
Wyobraźmy sobie Jezusa uzdrawiającego ślepego. Możemy również zamknąć oczy i spróbować doświadczyć ciemności, a następnie światła.

PROŚBA O OWOC MODLITWY:
Prośmy o uświadomienie sobie obszarów własnej ślepoty. Prośmy o łaskę uzdrowienia.

PUNKTY POMOCNE DO MODLITWY:

1. NADAĆ SENS CIERPIENIU
Pytanie uczniów o sens cierpienia niewidomego zakłada odwieczne powiązanie cierpienia z grzechem. Kto jest winny: on czy jego rodzice? Już na samym początku Ewangelii Jezus zaprzecza, żeby ktokolwiek był winien cierpienia ślepego człowieka. Przyczyną ślepoty nie są ani grzechy niewidomego, ani grzechy jego rodziców. Na niewidomym od urodzenia ma się objawić chwała Boga.
Stary Testament utożsamia zwykle cierpienie z grzechem człowieka. Jezus chce pokazać, że nie każde cierpienie jest skutkiem grzechu. Istnieje również cierpienie niezawinione. Takie cierpienie ma również swój sens, chociaż kryje ono tajemnicę i nie zawsze jest dla nas zrozumiałe. Pytanie: kto zgrzeszył nie jest pytaniem właściwym. Kwestia winy w cierpieniu jest drugorzędna. Istotne jest, że przez cierpienie objawiają się sprawy Boże. Właściwe pytanie powinno brzmieć: Jaki sens ma moje cierpienie? Co Bóg chce mi przez nie powiedzieć? Na co zwrócić uwagę?
Najbardziej adekwatną odpowiedzią Boga na ludzkie pytania o sens cierpienia jest cierpienie, męka i śmierć Jezusa, Syna Bożego. Bóg zamiast usunąć cierpienie z ziemi, sam je podjął. Bóg nie przyszedł, aby wyjaśnić cierpienie, przyszedł, aby napełnić je swoją obecnością (Paul Claudel). Zło i cierpienie jest nie tylko dramatem człowieka, ale również Boga.
Ostatecznie cierpienie może pokonać tylko miłość. Miłość nadaje sens wszystkiemu i pozwala znosić najcięższe trudy. Dramat człowieka nie polega na tym, że cierpi, ale na tym, że jest to cierpienie zmarnowane, niepotrzebne, odrzucone. Gdy brakuje miłości jako sensu cierpienia, staje się ono niemożliwe do udźwignięcia.
Czy pytam, jaki sens ma moje cierpienie? Czy nie obwiniam Boga o każdy rodzaj cierpienia i umiem patrzeć na nie w kontekście miłości?

2. PRZEJRZEĆ
Ślepota jest zamknięciem na prawdę o sobie i życiem w iluzjach. Jest brakiem zgody na swoje ciemne plamy – słabości, błędy, grzechy. Tworzenie nierealistycznego, zbyt wyidealizowanego obrazu siebie  prowadzi do pychy. Prawdziwe przejrzenie jest możliwe w wierze, w spotkaniu z Jezusem – światłością świata. Jezus otwiera oczy i objawia prawdę. Czyni to stopniowo, jak w czasie uzdrowienia człowieka niewidomego od urodzenia.
Jezus uzdrawia człowieka ślepego w trzech etapach. Najpierw spluwa na ziemię i czyni błoto ze śliny. Ślina jest czymś bardzo osobistym. Poprzez ślinę dajemy coś z siebie samego. Ślina jest również symbolem macierzyństwa. Matka czasami ściera brud z twarzy dziecka śliną. Kiedy dziecko zamyka oczy np. ze strachu, otwiera je w obecności matki. Matka daje dziecku poczucie bezpieczeństwa. Jezus również przywraca poczucie bezpieczeństwa po to, byśmy mogli otworzyć oczy.
Następnie z śliny i pyłu ziemi Jezus czyni błoto, które nakłada na powieki niewidomego. Jezus schyla się, sięga po proch ziemi, by z niego uczynić błoto. W tym obrazie mamy symbol pokory. Jedną z przyczyn ślepoty jest pycha, niechęć do widzenia siebie w prawdzie. Człowiek pyszny nadyma się, puszy, utożsamia się z kimś większym od siebie, z jakimś idolem, męczennikiem itd. I wtedy ślepnie na własną rzeczywistość. Musi coraz szczelniej przymykać oczy, by nie zburzyć swego idealnego obrazu. Wszyscy widzą jego skazy, a mimo to on nie chce ich dostrzec. Trwa we własnej iluzji. Ślepota to niechęć do zobaczenia własnego brudu.
Nałożenie błota na oczy ślepego jest też symbolem tworzenia nowego człowieka. Podobnie, jak Bóg stworzył Adama z prochu ziemi, Jezus na nowo stwarza niewidomego od urodzenia. Przypomina mu, że powstał z prochu ziemi (prochem jesteś i w proch się obrócisz - Rdz 3, 19), że musi pogodzić się ze swoją ziemskością, ze swoim ludzkim losem, by móc żyć na prawdę. Gdy człowiek ucieka w ideały, iluzje, gdy pragnie oderwać się od tego, co realne, ziemskie – ślepnie i choruje.
W końcu Jezus każe ślepemu obmyć się w sadzawce Siloe, czyli Posłany. Sadzawką Siloe jest sam Jezus; Jezus posłany przez Ojca jest źródłem życia i miłości. Aby przejrzeć trzeba pogodzić się ze swoją ziemskością i zanurzyć w miłości Jezusa.
W czym przejawia się moja ślepota? Jakie sprawy w moim życiu wymagają przejrzenia, uzdrowienia i dotyku miłości Jezusa?  Co już zostało uzdrowione pod wpływem wiary?

3. CHRZEST – OŚWIECENIEM
Ewangelia o uzdrowieniu czytana w okresie Wielkiego Postu, która ma szczególne znaczenie. W pierwszych wiekach była ona kolejnym etapem wtajemniczenia i przygotowania katechumenów do chrztu. Tradycja mówi o św. Otylii (ur. ok. 660), patronce ślepych, że będąc niewidomą od urodzenia, odzyskała wzrok podczas chrztu.
Kościół starożytny nazywał sakrament chrztu oświeceniem. Spotkanie z Chrystusem w czasie chrztu otwiera oczy, oświeca i wprowadza w duchową rzeczywistość – w intymną więź z Bogiem. Wiara to nowy sposób widzenia. Poprzez nią odkrywamy Boga we wszystkim – w stworzeniach, w ludziach, w nas samych, w zdarzeniach naszego życia.
Czy żyję świadomością chrztu na co dzień? Co zostało we mnie uzdrowione pod wpływem wiary? Jak widzę dziś Boga, Kościół, siebie, człowieka, świat?

ROZMOWA KOŃCOWA:
Módlmy się: Panie, żebym przejrzał (Łk 18, 41).


Stanisław Biel SJ

wtorek, 18 marca 2014

III NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU, III Tydzień Wielkiego Postu 23 MARCA 2014
J 4,5-42)
Jezus przybył do miasteczka samarytańskiego, zwanego Sychar, w pobliżu pola, które /niegdyś/ dał Jakub synowi swemu, Józefowi. Było tam źródło Jakuba. Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy studni. Było to około szóstej godziny. Nadeszła /tam/ kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: Daj Mi pić! Jego uczniowie bowiem udali się przedtem do miasta dla zakupienia żywności. Na to rzekła do Niego Samarytanka: Jakżeż Ty będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić? Żydzi bowiem z Samarytanami unikają się nawzajem. Jezus odpowiedział jej na to: O, gdybyś znała dar Boży i /wiedziała/, kim jest Ten, kto ci mówi: Daj Mi się napić - prosiłabyś Go wówczas, a dałby ci wody żywej. Powiedziała do Niego kobieta: Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka. Skądże więc weźmiesz wody żywej? Czy Ty jesteś większy od ojca naszego Jakuba, który dał nam tę studnię, z której pił i on sam, i jego synowie i jego bydło? W odpowiedzi na to rzekł do niej Jezus: Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskającej ku życiu wiecznemu. Rzekła do Niego kobieta: Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać. A On jej odpowiedział: Idź, zawołaj swego męża i wróć tutaj. A kobieta odrzekła Mu na to: Nie mam męża. Rzekł do niej Jezus: Dobrze powiedziałaś: Nie mam męża. Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem. To powiedziałaś zgodnie z prawdą. Rzekła do Niego kobieta: Panie, widzę, że jesteś prorokiem. Ojcowie nasi oddawali cześć Bogu na tej górze, a wy mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy czcić Boga. Odpowiedział jej Jezus: Wierz Mi, kobieto, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca. Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, ponieważ zbawienie bierze początek od Żydów. Nadchodzi jednak godzina, owszem już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli chce mieć Ojciec. Bóg jest duchem; potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie. Rzekła do Niego kobieta: Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko. Powiedział do niej Jezus: Jestem Nim Ja, który z tobą mówię. Na to przyszli Jego uczniowie i dziwili się, że rozmawiał z kobietą. Jednakże żaden nie powiedział: Czego od niej chcesz? - lub: - Czemu z nią rozmawiasz? Kobieta zaś zostawiła swój dzban i odeszła do miasta. I mówiła tam ludziom: Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam: Czyż On nie jest Mesjaszem? Wyszli z miasta i szli do Niego. Tymczasem prosili Go uczniowie, mówiąc: Rabbi, jedz! On im rzekł: Ja mam do jedzenia pokarm, o którym wy nie wiecie. Mówili więc uczniowie jeden do drugiego: Czyż Mu kto przyniósł coś do zjedzenia? Powiedział im Jezus: Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło. Czyż nie mówicie: Jeszcze cztery miesiące, a nadejdą żniwa? Oto powiadam wam: Podnieście oczy i popatrzcie na pola, jak bieleją na żniwo. żniwiarz otrzymuje już zapłatę i zbiera plon na życie wieczne, tak iż siewca cieszy się razem ze żniwiarzem. Tu bowiem okazuje się prawdziwym powiedzenie: Jeden sieje, a drugi zbiera. Ja was wysłałem żąć to, nad czym wyście się nie natrudzili. Inni się natrudzili, a w ich trud wyście weszli.

Wielu Samarytan z owego miasta zaczęło w Niego wierzyć dzięki słowu kobiety świadczącej: Powiedział mi wszystko, co uczyniłam. Kiedy więc Samarytanie przybyli do Niego, prosili Go, aby u nich pozostał. Pozostał tam zatem dwa dni. I o wiele więcej ich uwierzyło na Jego słowo, a do tej kobiety mówili: Wierzymy już nie dzięki twemu opowiadaniu, na własne bowiem uszy usłyszeliśmy i jesteśmy przekonani, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata.

Zaangażowanie wyobraźni: Zobacz spaloną słońcem ziemię, popękaną, suchą na którą padają pierwsze krople deszczu, wsiąkają w nią, wyobraź sobie że to symbol twojego serca które tak tęskni za Bogiem 


Prośba do tej medytacji: Bym jeszcze bardziej pragnął Boga

  1. Spotkanie z Prawdą
Spotkanie z Samarytanką, ma miejsce w samo południe, kiedy w Izraelu wszyscy pozostają w domach z uwagi na skwar. Mówi się że tak kobieta musiała być w jakiś sposób odrzucana przez społeczność miasta, sporo przychodziła po wodę gdy nikogo nie było. Każdy z nas nosi gdzieś w sobie taką wewnętrzną ranę, ranę która nazywa się „odrzucenie”, doświadczenie nie akceptacji może wyśmiania. Jezus chce się dziś z tobą w tym miejscu spotkać. On wie o tym co cię boli, wie jakie to w twoim życiu przynosi konsekwencje, jaki grzech to spowodował (może nie twój) i jakie powoduje. Jezus nie odtrąca cię ani na minutę. Nie mówi: Jak się wyspowiadasz to pogadamy… On już teraz chce pomóc ci się podnieść. Prawda o jej życiu otwiera oczy Samarytance.

2.      Pragnienie 
            Ciekawe jest, że Jezus rozmawia z nią o pragnieniu, wpierw tym zwykłym pragnieniu wody, ale też o pragnieniu by już więcej nie pragnąć. Rozmowa toczy się wokół tematu małżeństwa. Ten temat to nic innego jak nawiązanie do niezaspokojonego pragnienia miłości. Ta kobieta jest już z kolejnym mężczyzną, jak wielkie musiało to być pragnienie. Jak wielkim i jak podstawowym jest ono w nas. To ono nas motywuje i świadomie i podświadomie. Bo do miłości jesteśmy stworzeni. Tęsknimy do tego by kochać i być kochanym. A odrzucona miłość, zraniona jest najboleśniejszą z ran, która wzmaga w nas jedynie to pragnienie i jednocześnie powoduje że przed nim uciekamy bojąc się być ponownie zranionymi.

3.      Świadectwo 
Po rozmowie z Jezusem kobieta idzie powiedzieć o ty innym. Tak która od ludzi stroniła teraz idzie i mówi im o Jezusie. Oni sami przychodzą i wierzą już nie dzięki świadectwu tej kobiety, ale dzięki własnemu doświadczeniu spotkania z Bogiem. Twoja rana uzdrowiona w dialogu z Jezusem może stać się miejscem przyprowadzenia innych ludzi do Jezusa. I tak twoje cierpienia może zbliżyć innych do Boga. Kiedy zobaczą cud w tobie, łatwiej będą wierzyć Bogu. Módl się by Jezus uzdrowił twoje zranione serce, choćby to były wielkie, czy to małe zranienia. Nasz Bóg jest Bogiem radości i pokoju, i pranie byśmy byli szczęśliwi.

źródło:  http://puncta.blox.pl/html