niedziela, 14 lipca 2013

Postawy ciała przyjmowane podczas modlitwy

Stanisław Biel SJ 
 
 

Modlitwa powinna obejmować całego człowieka, również ciało. Duchowość zachodnia intensywnie podkreśla wymiar duchowy, a często gubi cielesny. Natomiast duchowość wschodnia łączy obydwa wymiary. Żydzi np. podczas modlitwy wprawiają w ruch całe ciało, czyniąc je modlitwą i ofiarą dla Boga.

 
Mistrz Eckhart, niemiecki mistyk, pisze: trzeba modlić się z wielką żarliwością, tak aby modlitwa objęła i przeniknęła całe ciało i cały umysł człowieka, uszy, oczy, usta, serce i wszystkie zmysły, i nie ustawać w niej, aż ogarnie nas wola bycia jednością z Tym, który jest obecny i do którego się modlimy, a więc z Bogiem.
Formy tradycyjne wskazują na trzy pozycje modlitewne: stojącą, klęczącą i siedzącą.
 
Postawa stojąca, linia pionowa, wyraża wznoszenie się ducha ku Bogu, a także czuwanie i radość z bliskości Boga. Człowiek stojący jest obrazem człowieka żyjącego, wyzwolonego, zmartwychwstałego. W taki sposób modlą się zwykle Żydzi. Również pierwsi chrześcijanie modlili się, stojąc; zwracali się przy tym ku wschodowi, gdyż wschodzące słońce jest symbolem zmartwychwstałego Jezusa. Św. Ireneusz pisze: Zwyczaj nieklęczenia podczas dnia Pańskiego jest symbolem zmartwychwstania, przez które zostaliśmy uwolnieni przez Chrystusa od grzechów i śmierci.
 
Pierwsi chrześcijanie modlili się z wyciągniętymi w górę rękami; podobnie jak kapłan modli się w czasie Eucharystii. Wzniesione ręce symbolizują ukrzyżowanie Jezusa. Obecnie w Watykanie trwają dyskusje nad zniesieniem postawy klęczącej w czasie Mszy św. i powrotem do praktyki wczesnochrześcijańskiej.
 
Postawa klęcząca wyraża uległość, cześć, uwiel­bienie, adorację, a także skruchę, upokorzenie przed Bogiem. W taki sposób modlił się Jezus w Ogrojcu, w chwili największego cierpienia, lęku i walki duchowej.
 
Formą adoracji jest również postawa leżenia krzyżem, która wyraża całkowite przekazanie i ofiarowanie siebie Bogu. Odpowiada prośbie św. Pawła: A zatem proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej (Rz 12, 1).
 
Na Wschodzie istnieje jeszcze jedna forma oka­zywania szacunku i adoracji modlitewnej - metania. Mała metania jest formą głębokiego ukłonu, natomiast duża metania wyraża całkowite poddanie i ogołocenie; polega na padnięciu do stóp i ucałowaniu ziemi.
 
Postawa siedząca z kolei ułatwia słuchanie słowa Bożego, skupienie na Bogu, odpoczynek przy Nim, radość z bycia przy Jego boku. Tak zwykle wyobrażamy sobie Maryję podczas zwiastowania. Ewangelia w tej postawie ukazuje Marię z Betanii (Łk 10, 38-42).
 
Ta różnorodność postaw ma służyć potrzebom i pragnieniom modlącego się. Nie powinna natomiast koncentrować uwagi. Dobrze jest, gdy postawa ciała odpowiada przeżywanym treściom.
 
W wyborze postawy ciała na modlitwie warto zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze, czy wybrana pozycja umożliwia pozostawanie w niej przez dłuższy czas oraz skupienie i swobodny przepływ od­dechu w ciele. Pewne zmiany są możliwe, aby zapobiec senności czy drzemce. Jeśli jednak zmieniamy postawę ciała co kilka minut, jesteśmy narażeni na liczne rozproszenia.
 
Z drugiej strony, pozycja ciała, choć daje odprężenie i spokój, nie powinna być zbytnio rozluźniona. Wówczas łatwiej o ucieczkę w marzenia czy senność. Sama pozycja ciała może być modlitwą, szczególnie wówczas, gdy nie potrafimy modlić się sercem.
 
 http://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/zycie-i-wiara/art,120,postawy-ciala-przyjmowane-podczas-modlitwy.html
 

piątek, 12 lipca 2013



Akt oddania się Panu Jezusowi według ks. Don Dolindo
Don Dolindo Ruotolo, neapolitański kapłan, który zmarł w opinii święto-ści, spisał niżej przedstawioną, a otrzymaną od Pana Jezusa naukę o oddaniu się Panu Bogu.
Jezus: Dlaczego pozwalacie się niepokoić i wprowadzać w błąd? Oddajcie Mi swoje zmartwienia, a wszystko ucichnie. Zaprawdę powiadam wam, każde pełne ufności, prawdziwe i całkowite oddanie się Mi, przyniesie taki efekt, ja-kiego sobie życzycie i rozwiąże waszą trudną sytuację.
Oddać się Mi nie oznacza: bać się, niepokoić i wątpić, i w takim stanie kiero-wać do Mnie swoją niespokojną modlitwę, aby wam pomógł. Oddać się Mi oznacza: spokojnie zamknąć oczy duszy i pozwolić, abym mógł was przenieść na drugi brzeg – jak dziecko, śpiące w ramionach matki.
Tym, co was wyprowadza z równowagi i co wam szkodzi jest nieustanne roz-myślanie nad waszymi problemami i zamęczanie się przekonaniem o konie-czności rozwiązania wszystkiego samemu, i za wszelką cenę. Jak wiele czynię, gdy dusza w swoich duchowych i materialnych potrzebach zwraca się do Mnie, patrzy na Mnie i pełna ufności mówi: „Troszcz się Ty”, i zamyka oczy, i spoczywa w moich ramionach! Macie mało łask, gdy się (sami) trudzicie, aby je otrzymać; macie ich wiele, gdy wasza modlitwa jest pełna ufności do Mnie.
W cierpieniu modlicie się, abym wam je zabrał, ale w taki sposób, jak wy sobie tego życzycie. Zwracacie się do Mnie, ale jednocześnie chcecie, abym dopasował się do waszych życzeń. Jesteście jak chorzy, którzy proszą lekarza o pomoc, a jednocześnie sami sobie ją przepisują.
Nie róbcie tak, ale módlcie się jak nauczyłem was w modlitwie „Ojcze nasz”. „święć się imię Twoje” tzn.: bądź błogosławiony w naszych potrzebach i kłopotach; „Przyjdź królestwo Twoje” tzn.: przyczyń się do zbudowania Twojego Królestwa w naszych sercach i w świecie; „Bądź Wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi” tzn.: decyduj Ty w naszych potrzebach, tak jak jest najlepiej dla naszego wiecznego i doczesnego życia. Jeśli mi naprawdę powie-cie: „Bądź wola Twoja” albo „Troszcz się Ty”, wtedy wkraczam z całą Moją mocą i rozwiązuję najtrudniejsze sytuacje.
Jeśli jednak widzisz, że sytuacja wciąż się pogarsza, zamiast się polepszać, nie niepokój się. Zamknij oczy i mów do Mnie z ufnością: „Bądź wola Twoja, troszcz się Ty”. Powiadam tobie, że się zatroszczę i zadziałam jak lekarz, i uczynię cud, jeśli taka zajdzie konieczność. A gdy zobaczysz, że stan chorego się pogarsza, nie niepokój się, ale zamknij oczy i mów: „Troszcz się Ty”. Powiadam Tobie, będę się troszczyć.
Zamartwianie się i niepokój oraz rozmyślanie nad następstwami jakiejś trudnej sytuacji nie są zgodne z oddaniem się Mi. Przypomina to zachowanie dziecka, które oczekuje od matki troski o jego sprawy, a jednocześnie wszystko chce robić samemu, i tak przeszkadza tylko swojej matce.
Zamknijcie więc oczy i pozwólcie Mi działać. Zamknijcie oczy i nie kierujcie swoich myśli w przyszłość, na kształt jakiejś pokusy. Spocznijcie we Mnie, uwierzcie w Moją dobroć, a przyrzekam wam, na Moją miłość, że gdy w swo-ich trudnych sytuacjach zwrócicie się do Mnie: „Troszcz się Ty”, to zatrosz-czę się w pełni, pocieszę, uwolnię i poprowadzę.
A gdy będę zmuszony prowadzić was inną drogą, aniżeli ta, jaką uważacie za słuszną, wtedy was o tym pouczę i poniosę na moich ramionach, gdyż w takiej sytuacji nie ma lepszego lekarstwa aniżeli wkroczenie Mojej Miłości. Jednak zatroszczę się tylko wtedy, gdy zamkniecie oczy tzn., gdy rzeczywiście i w pełni Mi zaufacie.
Moje dzieci, chcecie same wszystko ocenić, poznać, o wszystkim decydować i tak zawierzacie się ludzkim możliwościom, albo jeszcze gorzej – ludziom, gdy wierzycie w ich pomoc, a to z kolei uniemożliwia moje działanie. O, jak bardzo pragnę waszego całkowitego oddania się Mi, aby Was obdarować; i jak bardzo zasmuca Mnie, gdy widzę was zmartwionych i niespokojnych. To sza-tan stara się wprowadzić was w taki stan, aby was oddzielić ode Mnie i od mojego działania, abyście zawierzyli się jedynie i całkowicie ludzkiej inicjaty-wie. Dlatego zaufajcie jedynie Mi, spocznijcie we Mnie, oddajcie Mi się we wszystkim, a uczynię cuda, w takim stopniu, w jakim Mi się oddacie i w jakim przestaniecie ufać sobie.
Ofiaruję wam skarby łask, gdy staniecie się ubodzy. Jeśli macie swoje własne źródła pomocy, również te najmniejsze, albo takich szukacie, znajdujecie się na naturalnej płaszczyźnie i idziecie naturalnym biegiem rzeczy, w który często wkracza szatan. Nikt, kto wszystko przedyskutuje, omówi, rozpatrzy albo wy-waży i zaplanuje nie uczyni cudu, nawet święty. Ten, kto odda się Bogu działa z Bogiem!
Gdy jednak będziesz widział, że nadal wszystko coraz to bardziej się kompli-kuje, to także i wtedy mów z zamkniętymi oczami duszy: „Troszcz się Ty”. I odwróć swoją uwagę w inną stronę, ponieważ twój niespokój utrudnia ci widzieć zło i jednocześnie Mi ufać. Czyń tak we wszystkich swoich potrze-bach. Czyńcie tak wszyscy, a zobaczycie wielkie cuda. Zatroszczę się o to, przyrzekam to wam.
W takiej postawie oddania się módlcie się zawsze, a będziecie mieć wielki po-kój i spokój, także wtedy, gdy ofiaruję wam łaskę ofiary, zadośćuczynienia i miłości, która włoży (na was) cierpienie. Powiesz, że to niemożliwe? A zatem zamknij oczy i mów całą swoją duszą: „Jezu, troszcz się Ty”. I nie obawiaj się, Ja się zatroszczę, i będziesz wielbić Moje Imię.
Wszystkie twoje modlitwy nie mają takiej wagi jak ten jeden jedyny akt peł-nego ufności oddania się Mi; przemyśl to.

Nie ma bardziej skutecznej Nowenny, aniżeli ta: „O Jezu, oddaję się Tobie, troszcz się Ty”.

środa, 10 lipca 2013

14 LIPCA 2013

XV niedziela zwykła

Łk 10,25-37
Powstał jakiś uczony w Prawie i wystawiając Go na próbę, zapytał: Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Jezus mu odpowiedział: Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz? On rzekł: Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego. Jezus rzekł do niego: Dobrześ odpowiedział. To czyń, a będziesz żył. Lecz on, chcąc się usprawiedliwić, zapytał Jezusa: A kto jest moim bliźnim? Jezus nawiązując do tego, rzekł: Pewien człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko że go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął. Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął. Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go. Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał. Któryż z tych trzech okazał się, według twego zdania, bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców? On odpowiedział: Ten, który mu okazał miłosierdzie. Jezus mu rzekł: Idź, i ty czyń podobnie!

 

 

MEDYTACJA
i PUNCTA do niej:
a) Na początku medytacji warto odnaleźć się w Bożej obecności. Dobrze jest uświadomić sobie, że modlitwa jest czasem poświęconym Panu Bogu. Jest świętą przestrzenią, w której Stwórca spotyka się ze mną. W związku z tym mogę zostawić na boku wszystkie zbędne troski, to co mnie absorbuje, co zbyt mocno przykuwa moją uwagę i utrudnia skoncentrowanie się na Panu Bogu. Wzbudzę intencję, która będzie wyrażała pragnienie zwrócenia moich myśli, uczuć, mojego serca, rozumu i woli na to wyjątkowe spotkanie.
b) Prośba o właściwą intencję: Prosić Boga, Pana naszego, aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do służby i chwały Jego Boskiego Majestatu (CD 46). Proszę o to, by moje myśli, pragnienia i zamiary miały początek w Bogu, by były zakorzenione w Jego dobru i w Jego miłości. Proszę, by moje czyny przebiegały w zgodzie z wolą Najwyższego i by prowadziły mnie ku ostatecznemu celowi, ku niebu i spotkaniu ze Stwórcą.
c) Obraz: Ustalenie miejsca, jakby się je widziało (CD 47) wyobraźmy sobie , że idziemy parkiem i dostrzegamy starszego człowieka, który leży obok ławki. Prześledzę przez chwilę moje pierwsze myśli, jakie stereotypy pierwsze przychodzą mi na myśl? Czy miałbym odwagę podejść i sprawdzić, czy wszystko w porządku?
d) Prośba o owoc medytacji: Prosić o to czego chcę i pragnę (CD 48) Tutaj prosić, bym umiał być bliźnim dla innych.

Punkt 1. Zapytał, wystawiają Go na próbę.
Uczony w Prawie, osoba wykształcona, inteligentna "wyzywa" Jezusa na pojedynek: Ja ci pokażę, że się mylisz. Uczony ten zawierzył swojej mądrości, myślał, że jest na tyle biegły w swojej nauce, że będzie potrafił udowodnić, że Jezus to zwykły oszust.
Jest wiele dziedzin życia nad którymi wszyscy my się silimy, by znaleźć rozwiązanie, wyjście; np. aborcja, śmierć, cierpienie, celibat księży itp. Ile razy my sami bawimy się w uczonych w Prawie, ile razy stawiamy kogoś przed trudnymi pytaniami, nie dlatego, by usłyszeć odpowiedź, ale pokazać, że ta osoba nie zna odpowiedzi? Ile razy rzucamy pytaniami, które są oklepane, które są powtarzane przez tłum? Czy potrafię słuchać argumentów drugiej strony?

Punkt 2. Pytaniem na pytanie.
Jezus rozpoznał podstęp, wiedział, że to nie jest pytanie, które ma pomóc człowiekowi. A mimo to nie wściekł się, czy nie stwierdził, że nie warto z tym uczonym rozmawiać. Dla Jezusa nie ma ludzi straconych. Nie zaczał od ukazania wszystkim jaki to przewrotny człowiek, ale zaczał zadawać pytania. Niektórzy śmieją się z nas, jezuitów, że odpowiadamy pytaniem na pytanie. Dziś Jezus zamiast drogi zniszczenia drugiego człowieka, zaczał go pytać, przepytywać, zaczął go badać, szukać w nim samym odpowiedzi na pytanie, które zadał, zaczał szukać w nim dobra.
Ignacy Loyola proponuje, by w takich sytuacjach wejść drzwiami rozmówcy, a wyjść swoimi. By wejść tymi drzwiami nie możemy obrazić domowników, te osoby mają nas zaprosić do siebie, tu będzie nas sukces, jeśli te osoby z ataku przejdą w formę bardziej neutralną, teraz jest czas, by działać, by szukać, badać. By poprzez rozmowę wyjść moimi drzwiami, by wyjść drzwiami Jezusa i Jego przykazań.
Pomyślę nad moimi kłótniami, nad trudnymi relacjami. Jak postępuję w takich sytuacjach? Czy jestem w stanie zapanować nad gniewem, a wyjść z gotowością pomocy bliźniemu?

Punkt 3. Idź, i ty czyń podobnie!
Dziś mamy 2 postacie godne naśladowania: Jezus i Samarytanin. Jeden i drugi pokazuje nam sposób w jaki możemy pomagać bliźnim: pierwszy przez odpowiednią rozmowę, drugi poprzez pomoc nieprzyjacielowi. Jezus nam mówi, byśmy i my czynili podobnie. Czynić podobnie nie znaczy czynić tak samo. Każdy z nas jest inny, każdy z nas inaczej zareagowałby na potrzebującego na ulicy, czy na człowieka, który chce nas zniszczyć słowem. Także sytuacje są różne, nie spotkamy tych samych warunków. Ale jedno o czym mamy pamiętać to wartość bliźniego, każdy człowiek ma swoją wartość i gdy staje przed nami to przestaje mieć inny kolor skóry, inne spojrzenie na świat, inny wiek, miejsce urodzenia. Czynienie podobnie sprawia, że to przesłanie pasuje do każdej sytuacji z naszego życia. To przesłanie uniwersalne, ma ono sprawić, że nie będą potrzebne dalsze pytania: Co mam robić? Lub kto jest moim bliźnim?
Przez moment wczuję się w rolę Samarytanina i spróbuję pomóc temu nieszczęśnikowi na drodze.


Rozmowa końcowa. Porozmawiaj z Jezusem jak z przyjacielem, o tym co przyniosła ta medytacja.

 Jarosław Studziński SJ

środa, 3 lipca 2013

XIV niedziela zwykła

7 LIPCA 2013

XIV niedziela zwykła

  Łk 10,1-12.17-20

 Jezus wyznaczył jeszcze innych siedemdziesięciu dwóch i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał. Powiedział też do nich: żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście z sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie! Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: Pokój temu domowi! Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was. W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiego miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: Przybliżyło się do was królestwo Boże. Lecz jeśli do jakiego miasta wejdziecie, a nie przyjmą was, wyjdźcie na jego ulice i powiedzcie: Nawet proch, który z waszego miasta przylgnął nam do nóg, strząsamy wam. Wszakże to wiedzcie, że bliskie jest królestwo Boże. Powiadam wam: Sodomie lżej będzie w ów dzień niż temu miastu. Wróciło siedemdziesięciu dwóch z radością mówiąc: Panie, przez wzgląd na Twoje imię, nawet złe duchy nam się poddają. Wtedy rzekł do nich: Widziałem szatana, spadającego z nieba jak błyskawica. Oto dałem wam władzę stąpania po wężach i skorpionach, i po całej potędze przeciwnika, a nic wam nie zaszkodzi. Jednak nie z tego się cieszcie, że duchy się wam poddają, lecz cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie.

 

 

OBRAZ DO MODLITWY:
Wyobraźmy sobie Jezusa, który przemierza Palestynę, nauczając.
PROŚBA O OWOC MODLITWY:
Prośmy o otwartość na Ewangelię Jezusa i wrażliwość na potrzeby Kościoła i świata.
PUNKTY POMOCNE DO MODLITWY:
1. PROSIĆ PANA ŻNIWA
Zanim Jezus wyrusza, by głosić Ewangelię, wysyła przed sobą siedemdziesięciu dwóch uczniów. I zachęca ich do modlitwy: Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało, proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo.
Te słowa uświadamiają nam, że nie od nas zależy żniwo, nie my jesteśmy panami żniwa. Jesteśmy tylko narzędziami, posłanymi przez Jezusa. Uczeń jest posłany, a więc reprezentuje Jezusa, przygotowuje, jak podkreślają Ewangelie, pobyt Jezusowi. Nie musimy się bać, lękać, bo owoce i tak zależą od Pana żniwa. My mamy spokojnie głosić Jezusa – słowem i życiem i modlić się o owoce naszej pracy.
Czasem cechuje nas pragnienie nawracania wszystkich albo lęk o brak powołań.  Podświadomie drzemie w nas pokusa sukcesu. Tymczasem to nie jest nasze zadanie. Każdy ma swoją drogę, swój czas. Pan Jezus zbawił nas wszystkich, a nawrócenie indywidualne jest darem Boga. Trzeba trochę pokory i zgody na to, że Pan Bóg będzie działał przez nas i On ma najlepsze metody. Potrzeba także modlitwy o nowych robotników do pracy w Winnicy Pana.
Czy mam świadomość, że nie ja jestem Zbawicielem, tylko Jezus? Czy nie chcę nawracać wszystkich wkoło, zamiast rozpocząć od siebie? Czy modlę się o nowe powołania kapłańskie i zakonne?
2. STYL UCZNIA
Jezus wskazuje również na styl, jaki ma cechować ucznia Jezusa. Jest nim pokój, prostota, ubóstwo, wewnętrzna wolność.  Uczniowie mają być wysłannikami pokoju. Mają swoim słowem i życiem głosić ducha przebaczenia, miłosierdzia, pojednania, pokoju, współczucia Boga dla człowieka.
My często żyjemy w środowiskach nieprzychylnych Jezusowi, Kościołowi, w środowiskach ludzi sfrustrowanych, pełnych goryczy, nieżyczliwych, a nawet agresywnych. Najlepszą bronią jest wtedy podejście ewangeliczne – życzliwość, łagodność, współczucie. Bo człowiek zły staje się dobrym nie przez pouczanie, czy nacisk, ale przez czyny miłości, a więc akceptację, współczucie, miłosierdzie. 
Drugą bronią ucznia jest jego styl życia. Nie noście z sobą trzosa, ani torby, ani sandałów. Proste i ubogie życie jest najbardziej autentycznym świadectwem. Uczeń Jezusa ma kontestować współczesny, odległy od ewangelicznego, model życia. Ma swoim życiem pokazywać, że prostota życia, a nie bogactwo, daje autentyczną radość.
Prostota życia pozwala bardziej zaufać Bogu, niż polegać na własnych możliwościach i środkach. Pozwala poświęcać czas i energie innym, dobru wspólnemu. Daje też wewnętrzną wolność i pokój, którego brakuje w nadmiernym zabieganiu i troskach. Zbyt wygodny styl życia prowadzi z kolei do obojętności i znieczulicy społecznej. Nie pozwala zrozumieć ludzi ubogich ani solidaryzować się z nimi. Zamiast troszczyć się o Królestwo Boże, troszczymy się o siebie i własne wygodne gniazdko.
Jaka jest moja Ewangelia, którą głoszę swoim życiem? Co wnoszę w życie ludzi sfrustrowanych? Czy mój styl życia cechuje prostota i autentyzm? Czy moje serce nie staje się coraz bardziej ociężałe i niewrażliwe na sprawy Boga i troskę o Jego Królestwo? Czy umiem znosić cierpliwie jakieś braki materialne czy niedogodności związane z życiem codziennym? W jaki sposób angażuję się w troskę o sprawiedliwość na moim odcinku życia?
3. RADOŚĆ UCZNIA
Gdy uczniowie wrócili z pracy misyjnej, dzielą się z Jezusem swoją radością. Cieszą, się, że mają władzę nad złem, nad demonami. Wydawałoby się, że to słuszny powód do radości. A Jezus mówi – nie z tego się cieszcie, ale z tego, że wasze imiona są zapisane w niebie.
My na co dzień możemy również cieszyć się z wielu rzeczy nawet pobożnych, z nawrócenia bliskich, postępu w życiu duchowym, z udanej medytacji, owocnych rekolekcji, lepszego poznania siebie… Jezus jednak mówi, że nie to jest najważniejsze, ale to, że nasze imiona są zapisane w niebie, a więc to, co ma wartość wieczną, nieprzemijającą, trwałą…
Zauważmy z czego cieszy się Jezus. W tej właśnie chwili Jezus cieszy się, że Bóg objawia prawdy wieczne prostym, pokornym, cieszy się, że każdy może poznać Boga Ojca, nawet ludzie niewykształceni, nieskomplikowani, dalecy od czytania i zrozumienia Pisma Świętego i Kościoła (Łk 10, 21). A później powie uczniom na osobności, że są szczęśliwi, a więc mają powód do radości, dlatego, że Go widzą. Są blisko Jezusa, a dzięki Niemu są blisko Ojca. Poznając Jezusa, poznają Ojca. Kontemplując oblicze Jezusa, doświadczają tajemnicy miłości Boga (por. Łk 10, 23n).
Co jest źródłem mojej codziennej radości? Z czego ja się cieszę na co dzień? I czy moja radość jest bliska radości Jezusa i radości Boga Ojca?
ROZMOWA KOŃCOWA:
Prośmy, byśmy trwali w codzienności u boku Jezusa i módlmy się, byśmy byli dobrymi robotnikami w Winnicy Pana. Módlmy się również o radość prawdziwą.

Opracował: Stanisław Biel SJ